niedziela, 1 kwietnia 2018

Wesołych

W tym całym zabieganiu - pamietam o Was :-) życzę spokojnych Świąt!

I chciałam powiedzieć że jakoś strasznie duze dzieci mam, bo sie z wszystkim wczoraj wyrobiłam i to zanim! poszli spać.

No dobra, nie umylam podlogi w dużym pokoju.

Happy Easter!


wtorek, 20 lutego 2018

Ferie

U nas jeszcze trwają. Mama ma wolne! Fajnie byloby więc znalezc chwilke i napisac co tam u nas?
Staram się korzystac z wolnego czasu choc z różnym skutkiem. Pogoda taka sobie, bylismy u mojej siostry, na sali zabaw, smazylismy chrusciki i zrobilismy tort walentynkowy (wlasciwie te walentynki to byl tylko pretekst).

Dzieci rosna w takim tempie, że trudno byloby streścić. Młody - histeryk po mamusi, zafascynowany liczbami (do 15 spoko pozniej rozpozna ale nie doliczy), literami (mamo co zaczyna sie na 'pi'?).
Młoda oaza spokoju (do czasu), ugodowa i bezproblemowa  (chyba po pradziadkach) gada jak najeta i juz tylko czasem po swojemu. To takie najwazniejsze punkty, bo oczywiscie mogłabym pisac bez konca...

A ja szyje dużo, a jak nie szyję to czytam! i tak sie strasznie z tego cieszę! W tym roku przeczytalam juz 3 książki. Wciagnelam sie w kryminały? Trillery? Mam za soba 'dziewczyne z pociagu' 'umrzec po raz drugi' i 'igrajac z ogniem', 'zapisane w wodzie' czeka a pozniej moze millenium? Albo najnowszy Dan Brown. Kiedys polykalam ksiazki i teraz widze jak bardzo mi tego brakowalo. Teraz brakuje mi tylko troszke snu ale to niewielka cena :-)

Mam tez plan na przyszly rok szkolny zmienic miejsce pracy na takie gdzie nie bede musoala godz jechac w jedna strone i gdzie zarobie troche więcej. Nie moge patrzec jak mama przyjaciolki jezdzi sobie do spa za pieniądze z jej szkoly bo pozyczyli jej na start kilka tysi a ona zapierdziela jak goopia juz nty rok, i ja razem z nia. I stawke mam nizsza niz przed maciezynskim. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Dla spokoju swojego musze to zmienic mam tylko nadzieję, że przyjaciółka to przeżyje jakoś... Tym bardziej, że w Nowy Rok spotkałam moja poprzednią szefową i chciala żebym przyszla najlepiej juz, teraz! 15 minut spacerkiem od domu... umowilam sie na telefon na nowy rok szkolny.

Tumczasem jeszcze prawie tydzień ferii. Jutro idziemy do Palmiarni 😊

piątek, 3 listopada 2017

Pizdziernik

Na szczęście się skończył.
Oby listopad był lepszy.

Ale od początku.

Przedszkole młody zaczął klasycznie. Tydzień chodził tydzień chorował. W sumie od połowy sierpnia miał lekki katar.

Cóż, w październiku jednak sie pogorszyło. W październiku wiec poszliśmy do pani dr. Osluchala oboje  (no bo mlodsze gorsze nie jest, tez se smarka a co) i znalazła u przedszkolaka coś na pluckach. Nebud, inhalacje i do kontroli po weekendzie

Jasne, po weekendzie hahaha.
To był poniedziałek. W wtorek wieczór M dzwoni że mlody placze bo go ucho boli. Fak. Jak wróciłam dopiero wlałam weń ibum gdyż od ojca nie przyjalby za nic. Po 20 minutach dziecko spalo jak zabite. O uchu więcej nie było mowy ale do dr poszlismy i tak. Lekkie zapalenie w uchu ale nic nie robic tylko watka. I skierowanie do laryngolog. Dalej nebud, tylko trochę inaczej. W poniedzialek do kontroli.

W międzyczasie zaczelam kombinowac na własną rękę z neosyna bo jakos mi ten nebud malo bylo i slabo leczyl mi te dzieci. Zdawalo się, że pomaga. Młoda przestala smarkac.

W poniedzialek na kontroli bylo zastępstwo. Osluchala i oświadczyła : zdrów, do placówki można słać.

Qwa ale w to ucho mu nie zajrzala. A ja ..
No cóż ja równolegle walczylam z ostrym zapalenien zatok juz 3 tydzień plus tydzień z tragiczna pokrzywka ktora wyszła mi WSZĘDZIE oprócz dloni i twarzy. Pytali wszyscy czy to nie ospa a i ja czulam sie podobnie. Jednak moja doktorka stwierdziła uczulenie. No i miala racje. Jednak ja otumaniona bolem i swedzeniem dodatkowo - a co- tracąc głos (po co mi.poucze na migi ) nie poprosiłam żeby w to ucho mu zajrzec!!! No ale to nie ja mam kartoteke dziecka przed nosem! I poslalam go do przedskola.. .

W nastepny (zeszly) poniedzialek, kiedy swedzialo mnie juz tylki trochę a nie wszedzie, laryngolog.  Święci panscy omal z taboretu nie spadla jak looknela mu w ucho. A jak zaczela mówić o pekajacych bebenkach to i ja prawie sie pod stół zwalilam. 'Rozpisze leczenie' rzekla i jak powiedziala tak zrobila. Antybiotyk. Na zapalenie Ucha i zatok. Na kaszel inhalacje na katar spray na alergie - ktora obstawia winowajca calej tej gehenny - syropek.
Młodej daje te inhalacje na kaszel bo znow zaczela kaszlec i smarkac tez i zastanawiam sie nad wartoscia naszej pediatry. No bo fanka antybiotykow nie jestem ale... czasem trzeba? A tez bo te moje dzieci nie goraczkuja specjalnie to nikt nie panikuje... i nie ide z byle katarkiem tylko jak jest zle i moze nie dosc wyraznie to komunikuje... tzn mówię ale nie dociera ze od miesiaca smarcza... jestem zalamana.

No. I tak żyjemy miedzy jednym lekiem a drugim z przewami na smarowanie moich ran... mnostwo prac lezy odlogiem, nie szylam 3 tygodnie :-( a o obiecalam kilka rzeczy i juz wstyd zaczyna byc... dom zarosniety... dzis byl pierwszy dzien od miesiaca jak bylam zadowolona z siebie w pracy...

Oby listopad byl lepszy. Czego i Wam życzę.

niedziela, 10 września 2017

Pierwszy tydzień

Muszę po cichutku i ostrożnie powiedzieć:  nie jest źle!
Rano próbuje mnie namówić na spacer w parku.
W piątek 1.09 poszedł do sali chetnie, w poniedzialek też. We wtorek po namowach. W środę z płaczem. W czwartek życzył sobie miliona buziaków jeszcze w szatni - i poszedł. W piatek z ustami w podkówkę dał się wprowadzić pani, mama uciekła.

W piątek popołudniu juz cały w podskokach opowiadał co robili i nie mógł stamtąd wyjść.  Mówi, że kocha swoje przedszkole, ale rzadko. Bardzo cieszyl się na sobotni wspolny spacer. Niestety pogoda byla caly tydzień taka, że o popoludniowym wyjsciu moglismy zapomnieć.
Ogólnie nie dramatyzuje ani sie zbytnio nie ekscytuje.
Jakby przyjął to jako część życia.
Jutro poniedziałek.
Obym nie musiala wszystkiego co napisalam odwoływać.
A ja od wtorku do pracy. Nie bedziemy sie dwa dni w tyg widzieć właściwie :-( rano i moze wieczorem jak nie zasnie do mojego powrotu :-(

wtorek, 22 sierpnia 2017

Szykujemy się

Do przedszkola oczywiście :-)
Chciałabym opisać mojego już trzylatka, tą małą osobowość, jego charakter i przyzwyczajenia. Jednak moją głowę zdecydowanie zapełniają myśli o najbliższej przyszłości.

Przedzkole.

Co tu dużo gadać - mam stresa. Wiem jednak jak to wygląda od tej drugiej strony i nie mam obaw poza tymi dotyczacymi czasu adaptacji - jak długo będzie trwał? Ile histerii przyjdzie mi opanować,  przeżyć,  stanowczym głosem zapanować nad nadmiarem złości  (tak, straszny zlosnik z mojego syna. Zdaje się, że po mamusi ;-))
Szykuję też wyprawkę. Wiem, że w kazdej placówce wyglada to inaczej. My potrzebujemy:
- worek na kapcie✅
- kapcie ✅
- piżamka ✅ (prawie, bo mi się guma skończyła)
- kubeczek plastikowy ❌ brak, same dzidziusiowe dostepne. Chyba wizyta w markecie zostaje.
- szczoteczka, pasta, ręcznik ✅
- pościel 90x200 (kolderka, poszewka) + jasiek ✅ dostalismy 'w spadku'
- chusteczki nawilzane ✅ i zwykłe ❌
- zmiana ubranek ✅
- wszystko musi być podpisane ✅ zamówiłam bardzo fajne naprasowanki, naklejki i metki, a do tego można było podzielić zamowienie na dwa, więc jestem gotowa na wyprawienie młodej do przedszkola  (za rok może? ). Mam masę koszulek po synku przyjaciolki z takimi metkami, więc wiem, że są trwałe.

Do tego Kicia Kocia idzie do przedszkola (tato, ale to tylko ksiazka wiesz?) i teczka czterolatka, nowe farby i blok, nowe kredki - to czesciowo prezenty urodzinowe ;-). Staramy się dużo z nim o tym rozmawiać - ale nie zameczac... trzymajcie kciuki!!!

środa, 9 sierpnia 2017

Pożegnania, pogaduszki i apel, o który nikt mnie nie musiał prosić

Witajcie letnio! Gorrąco! Wreszcie pogoda nas rozpieszcza, choć juz zbieramy zoledzie i jarzebiny a kasztany ciążą już gałązkom drzew.  Udalo nam się załapać na piękną pogode nad morzem, naładować nieco baterie i nawet opalić. Jak ktoś nie był - polecam wlasciwie wszystkie miejscowosci na wschod od Pobierowa!


A co u dzieci? ( bo matka glownie szyje 😂 nawet sie kolejbej maszyny dorobilam i teraz to juz pelna profeska 😉) Wiercipietka to już calkiem spora pannica. No, może nie gabarytami, ale zachowaniem już tak. Cały czas nie moge uwierzyć, że ta kruszynka już taka sprawna i sprytna!
Oprócz tego, że chodzi i biega, bardzo lubi tańczyć i skakać. I gadać!
Hopa hopa - skakać, piłka
Niau - kot
Hau - pies
Grrrrr - wszystkie zwierzęta. Wscieklizna pabuje najwyraźniej ;-)
Bunia - babunia
Buka - bułka
Nieee (slodko i cicho) - tak
Nje! - nie
Tam - tam, ale też: co to?
Oka - oko
Kopka - koparka, łopatka
Auto - wiadomo
Kaka - ptak, kaczka
A czasem też coś na kształt 'ja tesz' 'kce' 'masz'
Ale przede wszystkim! Przede wszystkim moja mała córeczka jest już na tyle duża,  że sama zrezygnowała z mojego mleka. Mama cierpi. Nie ukrywam, to bolesny dla mnie koniec pewnego etapu w naszym życiu. Ale - choć gdzieś na dnie chciałabym, żeby to jeszcze trwało to jestem ogromnie wdzięczna. Za każdy dzień. Za te pierwsze chwile. Za te ostatnie - kiedy przytula się tylko i daje buziaka. Za każdą minutę. Wiem, że to bardzo długo i że to wspaniale, że sama się odstawiła. Ale co zrobić matka serce ma z masła i tyle ;-)

Klops rosnie na małego madralę na czego dowód spisuje jego teksty

-Mamo te bajki mnie nie bolą  (pokazując na you tube) a tamte mnie bolą.
-A gdzie Cię bolą?
-No tu i tu i tu.

-Zosiu gadalem ci wczoraj.no gadalem ci wczoraj trzy razy.
-Co jej gadales?
-No... nie pytaj mi sie.

(Matka sprzata po obiedzie) -Juz wiem dlaczego dawno nie jedlismy ryzu! Jest taki balagan, że klekajcie narody!
- na jakie rody?

-Mamo jakie sa moje ulubione kwiatki?
-No...lubisz zrywac mlecze
-I wrotki!
-Eeeee (myślę myślę. ..) tak lubisz tez stokrotki
-Tak lubie je zrywac.(kiwa głową )Stokrotki sa białe. I trochę żółte.

Klops gada przez sen ' mamo ja chcę spać '

Na koniec pozostawiam Was z małą prośbą.  Zerknijcie chociaż
https://pomagam.pl/igaborkowska

sobota, 1 lipca 2017

Strach

Będzie banalnie. O strachu o dziecko. Oczywiście. Boimy się wszystkie. To natura wyposażyła nas w ten strach. Ale to, co dziś przeżyłam... nie sądziłam, że można bać sie tak bardzo...

Pojechaliśmy na festyn. Ja, dzieciaki, mój ojciec. Festyn w domu opieki w którym przebywa siostra taty. Zaskakująco miła atmosfera. Muzyczka, grill, rodzinki. Dzieci czuły się swobodnie, czarowały tamtejsze opiekunki. Piękna pogoda. Duży park. No ale w końcu nadszedł czas, kiedy młodsza zaczęła pokazywać, że jest zmęczona. Postanowiłam, że wracamy do naszego stolika, dojemy, dopijemy i jedziemy do domu. Klops próbował utrzymać równowagę na krawężniku, ja wsadzam młodą do wózka. Podnoszę wzrok. Nie ma go. NIE MA GO! Biegnę, wołam. Nie ma! Przed chwilą tu był - mówi moj tata. Wiem. Był. Ale nie ma!
Nie jestem w stanie opisać, co czułam biegnąc wzdłuż i wszerz tego parku. Zaglądając facetowi do auta, bo dlaczego akurat teraz wyjeżdża? Pytając pań, czy go nie widziały. Zastanawiając się czy tam nie ma strumyka? A tam skarpy? A tam jest ulica? Serce waliło jak szalone, gdy wolałam jego imię myśląc a co jeśli już nigdy...

Znalazł się. Poszedł tym krawężnikiem dokoła budynku i nagle zorientował, że jest sam i płakał schowany za dostawczym autem. Nie wiedziałam, że tam jest przejście, a byłam tam sprawdzać zaraz obok. Nie widziałam go, a on mnie nie słyszał. Znalazły go panie. Anioły. Pocieszały i jego, i mnie.
Mówił, że miałam iść z nim, pytał, dlaczego go zgubiłam?  Przepraszam Cię, synku! Jak mogłam do tego dopuścić. .. Nie puszczał już mojej ręki. ..

Nadal się trzęse... Nigdy się tak nie bałam.