Muszę po cichutku i ostrożnie powiedzieć: nie jest źle!
Rano próbuje mnie namówić na spacer w parku.
W piątek 1.09 poszedł do sali chetnie, w poniedzialek też. We wtorek po namowach. W środę z płaczem. W czwartek życzył sobie miliona buziaków jeszcze w szatni - i poszedł. W piatek z ustami w podkówkę dał się wprowadzić pani, mama uciekła.
W piątek popołudniu juz cały w podskokach opowiadał co robili i nie mógł stamtąd wyjść. Mówi, że kocha swoje przedszkole, ale rzadko. Bardzo cieszyl się na sobotni wspolny spacer. Niestety pogoda byla caly tydzień taka, że o popoludniowym wyjsciu moglismy zapomnieć.
Ogólnie nie dramatyzuje ani sie zbytnio nie ekscytuje.
Jakby przyjął to jako część życia.
Jutro poniedziałek.
Obym nie musiala wszystkiego co napisalam odwoływać.
A ja od wtorku do pracy. Nie bedziemy sie dwa dni w tyg widzieć właściwie :-( rano i moze wieczorem jak nie zasnie do mojego powrotu :-(