Te slowa muszą mi towarzyszyc w relacjach z jedna z najblizszych - teoretycznie - osob w moim życiu.
Osoby ktora zawsze wie lepiej, wymaga wiecej i oczekuje absolutnego poklasku i aprobaty. Zodiakalnego wodnika.
Osoby, o ktorej jasnowidz z ktorym rozmawialam 12 lat temu bedacna 1 roku studiów powiedzial, ze nie mam zyc by mu zaimponować.
Mój tata. Najtrudniejszy czlowiek jakiego spotkalam na swej drodze. Nie bez powodu jestem jedyna osoba z naszej rodziny, ktora z nim rozmawia. Ma pretensje, ze staje po stronie mojego m. Zaznacza zawsze co należy do niego. 'Moje, mój, moja'. Gada na moja mamę rzeczy których wolalabym nie slyszec i w ktore nie uwierzylby nikt o zdrowych zmysłach.
A ostatnio przelal czarę goryczy podamiewajac sie ze mnie, ze 'biedna coreczka zrobila sobie dwojke dzieci i teraz sobie nie radzi' - bo gdy ja rozmawiam przez telefon, oni skacza i krzycza by zwrocic na siebie uwagę.
Nie mam ochoty z nim rozmawiac ani sie klicic.
Jednoczesnie mając świadomość, że ten człowiek jest zupelnie sam. Jego siostra z demencja sama wymaga specjalistycznej opieki.
Do dupy. Czuje sie zatruta. Jednoczesnie nagadalam mu troche i jest mi lzej.