Czasem się uda.
Zobaczyć coś więcej niż asfalt pod butem. I zgnity liść. Nie pilnować hulajnogi czy roweru.
I to wszystko tuż pod nosem. W centrum miasta. Pięć minut od domu. Dziesięć - klopsikowym tempem.
Złota Polska jesień.
wtorek, 25 października 2016
sobota, 8 października 2016
Przełomy
W poniedziałkowe popołudnie syn mój pierworodny zdjął po drzemce pieluche i od tej chwili załatwia swoje potrzeby na nocnik. Oczywiście tylko w dzień i tylko gdy jesteśmy w domu. Oczywiście zdarzają się awarie i dwójki w pieluche. Ale załapał! Udało się! Warto było wałkować temat całe lato, małymi kroczkami (i wcale nie specjalnie konsekwentnie). Puchne z dumy i radości, że temat pieluch i Klopsa zmierza w kierunku końca.
Córka moja za to wędruje po całym domu, namiętnie grzebie w doniczce, chętnie zajrzala by też do śmieci. Goni z piskiem kota babci. Siedzi tak prosto, że aż mi wstyd kiedy sama się grabie. Wszystko pakuje do buzi. Najlepiej swoje palce,konkretnie środkowy i serdeczny.
Za to je mniej chętnie, choć jest coraz lepiej. Nie lubi smoczka przy butelce, pije z niekapka. Nie lubi też silikonowych łyżeczek woli metalowe. Taka wybredna panienka.
A ja bez zmian - szyję. Teraz czapki i kominy. Mam też ucznia raz w tygodniu.
A z synem moim rozmawia się tak:
-Chciałem tam coś.
-Co chciałeś?
-Chciałem coś w kuchni.
-Ale co? Powiedz co?
-Co.
Kurtyna.
Córka moja za to wędruje po całym domu, namiętnie grzebie w doniczce, chętnie zajrzala by też do śmieci. Goni z piskiem kota babci. Siedzi tak prosto, że aż mi wstyd kiedy sama się grabie. Wszystko pakuje do buzi. Najlepiej swoje palce,konkretnie środkowy i serdeczny.
Za to je mniej chętnie, choć jest coraz lepiej. Nie lubi smoczka przy butelce, pije z niekapka. Nie lubi też silikonowych łyżeczek woli metalowe. Taka wybredna panienka.
A ja bez zmian - szyję. Teraz czapki i kominy. Mam też ucznia raz w tygodniu.
A z synem moim rozmawia się tak:
-Chciałem tam coś.
-Co chciałeś?
-Chciałem coś w kuchni.
-Ale co? Powiedz co?
-Co.
Kurtyna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



