czwartek, 30 lipca 2015
wtorek, 28 lipca 2015
Wyjątkowa niedziela i plany.
Pogodą nie zachwycała. Klops obudził się (i mnie) jakoś po 6. Ale przewinięty i nakarmiony został odesłany z tatą do salonu. Mama spała do 9. Dobry początek :-).
Przy kawie zarządziłam
Rozmawiałam wczoraj z S., jedziemy do nich w odwiedziny.
I to był klucz do wyjątkowości tego dnia. Mogłam się ładnie ubrać, pogadać z kimś, kto nie jest z rodziny Taty Klopsa, posiedzieć gdzieś indziej niż na działce. Nie zrozumcie mnie źle, cenie sobie naszą działkę ale niekiedy... No cóż mam jej powyżej, razem z towarzystwem, które się nie zmienia, a tak na prawdę nie ma nikogo, z kim mogłabym sobie pogadać o d. Maryny. Nie mam wspólnego języka z siostrą Taty K. (cóż, nie ufam, nawet na pierdoły).
Mogliśmy też przetestować nową brykę Klopsa - parasolkę lekką i małą po złożeniu - prezent od babci. Powiem tak - super sprawa, i da się złożyć / rozłożyć jedną ręką, w drugiej dzierżąc Klopsa.
Wracając do tematu - spędziliśmy u S i B cały dzień, Klops był zachwycony, my się zrelaksowaliśmy.
A w sobotę jedziemy nad morze. Na kilka dni. Stąd potrzeba parasolki. Łóżeczko turystyczne pożyczone. Pralka kręci się non-stop, prasowanie rośnie. Jestem ciekawa, jak to będzie. Dodam, że jestem przerażona, bo jedziemy z teściową, szwagrem, do szwagierki, jej m i synka. Masakra. Ale może morze to morze? Żeby tylko pogoda dopisała.
Czy jest coś, co powinnam koniecznie zabrać ze sobą (poza standardowym zestawem niezbędnym do życia). Jakieś nietypowe patenty na wakacje z małolatem?
Przy kawie zarządziłam
Rozmawiałam wczoraj z S., jedziemy do nich w odwiedziny.
I to był klucz do wyjątkowości tego dnia. Mogłam się ładnie ubrać, pogadać z kimś, kto nie jest z rodziny Taty Klopsa, posiedzieć gdzieś indziej niż na działce. Nie zrozumcie mnie źle, cenie sobie naszą działkę ale niekiedy... No cóż mam jej powyżej, razem z towarzystwem, które się nie zmienia, a tak na prawdę nie ma nikogo, z kim mogłabym sobie pogadać o d. Maryny. Nie mam wspólnego języka z siostrą Taty K. (cóż, nie ufam, nawet na pierdoły).
Mogliśmy też przetestować nową brykę Klopsa - parasolkę lekką i małą po złożeniu - prezent od babci. Powiem tak - super sprawa, i da się złożyć / rozłożyć jedną ręką, w drugiej dzierżąc Klopsa.
Wracając do tematu - spędziliśmy u S i B cały dzień, Klops był zachwycony, my się zrelaksowaliśmy.
A w sobotę jedziemy nad morze. Na kilka dni. Stąd potrzeba parasolki. Łóżeczko turystyczne pożyczone. Pralka kręci się non-stop, prasowanie rośnie. Jestem ciekawa, jak to będzie. Dodam, że jestem przerażona, bo jedziemy z teściową, szwagrem, do szwagierki, jej m i synka. Masakra. Ale może morze to morze? Żeby tylko pogoda dopisała.
Czy jest coś, co powinnam koniecznie zabrać ze sobą (poza standardowym zestawem niezbędnym do życia). Jakieś nietypowe patenty na wakacje z małolatem?
piątek, 17 lipca 2015
wielka jedenastka
Jest późno i padam z nóg, ale jak nie zrobię tego teraz, to boje się, że połowa mi umknie. Zresztą w tle leci Sex and the City, to i spać od razu nie pójdę. Więc podsumujmy kolejny miesiąc:
- Klops waży równą dyszke. Jest co dźwigać na czwarty hak plus zakupy.
- stoi pewnie, mama dostaje zawału gdy stojąc przy, jakby inaczej, rogu stołu kawowego podrzuca obie (!) ręce w górę, by uderzyć z hukiem w stół. Czasem się przewróci, ale dzieje się to jakby w zwolnionym tempie i raczej krzywdy sobie nie robi.
- nauczył się zamykać szufladę tak, żeby nie przytrzasnąć palców. Nauczył się doświadczeniem niestety, ale za to skutecznie.
- wędruje przy meblach i ścianach.
- bawimy się w berka - raczkuje sprintem.
- umiejętności komunikacyjne przeszły na level hard. Pokazuje 'nie ma, 'lampa', 'nosek', pokazuje palcem na różne rzeczy, a jak coś chce (najlepiej do jedzenia), to pokazuje to, a później na siebie. Jest przy tym tak przesłodki...
- zapala i gasi światło. Zabawa na wszystkie smutki.
- nie dostaje cyca koło północy. I śpi do rana. Karmie go rano i wieczorem. Poza tym w ciągu dnia je wszystko. WSZYSTKO (co mu się da oczywiście. Choć do oreo sam się dorwał, musiałam interweniować). Raz dałam mu spróbować ogórka małosolnego (sama zrobiłam:-)) i nie chciał go puścić. Przy jego śniadaniu można myć naczynia. Nie zawsze, oczywiście, ale daje rade sam. I jeszcze się nie zakrztusił ;-) (dziękuję tu Isie za wyłożenie tematu odruchu wymiotnego u niemowląt)
- myje ząbki. W końcu ma aż dwa. Lubi mielić szczoteczkę w buzi, niech się przyzwyczaja.
- mamy problem z piciem. Wkrecilo mu się picie z flachy na leżąco. Nie umie sobie wziąć i się napić, potrzebuje kogoś do pomocy.
- nie przewraca się z brzucha na plecy. No nie umie albo mu się nie chce. Zrobił to trzy razy w życiu.
- przewijanie to katastrofa. Wymyśliłyście coś na to? Of course zabawki w łapkę nie działają.
A dziś zasnął w wózku na siedząco. Z pozdrowieniami dla ciotki Leśnej. :-)
- Klops waży równą dyszke. Jest co dźwigać na czwarty hak plus zakupy.
- stoi pewnie, mama dostaje zawału gdy stojąc przy, jakby inaczej, rogu stołu kawowego podrzuca obie (!) ręce w górę, by uderzyć z hukiem w stół. Czasem się przewróci, ale dzieje się to jakby w zwolnionym tempie i raczej krzywdy sobie nie robi.
- nauczył się zamykać szufladę tak, żeby nie przytrzasnąć palców. Nauczył się doświadczeniem niestety, ale za to skutecznie.
- wędruje przy meblach i ścianach.
- bawimy się w berka - raczkuje sprintem.
- umiejętności komunikacyjne przeszły na level hard. Pokazuje 'nie ma, 'lampa', 'nosek', pokazuje palcem na różne rzeczy, a jak coś chce (najlepiej do jedzenia), to pokazuje to, a później na siebie. Jest przy tym tak przesłodki...
- zapala i gasi światło. Zabawa na wszystkie smutki.
- nie dostaje cyca koło północy. I śpi do rana. Karmie go rano i wieczorem. Poza tym w ciągu dnia je wszystko. WSZYSTKO (co mu się da oczywiście. Choć do oreo sam się dorwał, musiałam interweniować). Raz dałam mu spróbować ogórka małosolnego (sama zrobiłam:-)) i nie chciał go puścić. Przy jego śniadaniu można myć naczynia. Nie zawsze, oczywiście, ale daje rade sam. I jeszcze się nie zakrztusił ;-) (dziękuję tu Isie za wyłożenie tematu odruchu wymiotnego u niemowląt)
- myje ząbki. W końcu ma aż dwa. Lubi mielić szczoteczkę w buzi, niech się przyzwyczaja.
- mamy problem z piciem. Wkrecilo mu się picie z flachy na leżąco. Nie umie sobie wziąć i się napić, potrzebuje kogoś do pomocy.
- nie przewraca się z brzucha na plecy. No nie umie albo mu się nie chce. Zrobił to trzy razy w życiu.
- przewijanie to katastrofa. Wymyśliłyście coś na to? Of course zabawki w łapkę nie działają.
A dziś zasnął w wózku na siedząco. Z pozdrowieniami dla ciotki Leśnej. :-)
środa, 8 lipca 2015
o pogodzie
Lubię upały.
Pisałam o tym chyba jeszcze w ciąży. Nigdy nie jest tak ciepło, żeby było za ciepło.
Swoją drogą znoszę je o wiele lepiej niż reszta społeczeństwa. Dokoła wszyscy wyłączeni, a ja zastanawiam się który ultra-letni ciuch wrzucić na siebie.
Najbardziej lubię upalne noce
W jednej z książek Musierowicz była taka scena, jak w upalną czerwcową noc dziewczyny gotowały gazpacho. Zawsze mi się to przypomina.
Upalne noce to też najmilsze chyba chwile spędzane z moją mamą. To po niej odziedziczyłam miłość do upałów. W takie noce często siedziałyśmy w kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim. Rzadko kiedy nam się udawało tak pogadać. Piłyśmy herbatę (tak, gorącą) i gadałyśmy.
Brakuje mi tego teraz, jak nie mieszkamy razem. Tata Klopsika źle znosi upały. Narzeka, męczy się, a w nocy, no cóż - śpi.
Za to Klopsik ma kłopoty z zaśnięciem. Dopiero koło 22 pada.
A teraz przyszła burza. taka porządna. Taka tu, nad moją głową. Uwielbiam. Kwintesencja lata.
Dobranoc.
Ja pewnie jeszcze posiedzę.
Może zadzwonię do mamy? Pewnie nie śpi.
Pisałam o tym chyba jeszcze w ciąży. Nigdy nie jest tak ciepło, żeby było za ciepło.
Swoją drogą znoszę je o wiele lepiej niż reszta społeczeństwa. Dokoła wszyscy wyłączeni, a ja zastanawiam się który ultra-letni ciuch wrzucić na siebie.
Najbardziej lubię upalne noce
W jednej z książek Musierowicz była taka scena, jak w upalną czerwcową noc dziewczyny gotowały gazpacho. Zawsze mi się to przypomina.
Upalne noce to też najmilsze chyba chwile spędzane z moją mamą. To po niej odziedziczyłam miłość do upałów. W takie noce często siedziałyśmy w kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim. Rzadko kiedy nam się udawało tak pogadać. Piłyśmy herbatę (tak, gorącą) i gadałyśmy.
Brakuje mi tego teraz, jak nie mieszkamy razem. Tata Klopsika źle znosi upały. Narzeka, męczy się, a w nocy, no cóż - śpi.
Za to Klopsik ma kłopoty z zaśnięciem. Dopiero koło 22 pada.
A teraz przyszła burza. taka porządna. Taka tu, nad moją głową. Uwielbiam. Kwintesencja lata.
Dobranoc.
Ja pewnie jeszcze posiedzę.
Może zadzwonię do mamy? Pewnie nie śpi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)