Między barszczem a golonką.
Między pierwszym na prawdę mroźnym spacerem tej zimy a gorącą herbatą z miodem.
Między ścieraniem kurzy a malowaniem paznokci.
Między Klopsowym przytuleniem a rzucaniem się na podłogę.
Między kopniakami prosto w żołądek.
Między Wigilią a Sylwestrem. Jedną nogą w Nowym Roku.
Już puka do drzwi...
Myślę o Was. O wszystkich razem i o każdej z osobna.
I choć nie napiszę tak pięknie, jak Leśna (po której wpisie popłakałam się i nawet nie odpisałam, a jedyne, na co miałam ochotę to wsiąść w auto i pojechać do niej i mocno przytulić i żałuję, że do wielu z Was nie mam numeru telefonu).
I choć jak zwykle brakuje mi słów (żałuję, że nie mam czegoś, co zapisywało by moje myśli pod prysznicem, bo tam słowa składają się najlepiej) to jedno wiem na pewno. Jesteście dla mnie ważne. I wierzę, że i ja Wam nie jestem obojętna. Wiecie o mnie więcej niż ktokolwiek. Wspieracie mnie i rozumiecie. Kibicujecie naszej czwórce bardziej niż ktokolwiek. Rodzina mojego Ukochanego na ten przykład moją ciążę namiętnie ignoruje. Czy to dlatego, że to ja,czy też dlatego, że siostra U. ma termin na miesiąc przede mną i jest ważniejsza? Nie wiem.
Wiem, że bez tego miejsca byłoby mi ciężko.
Dlatego z przyjemnością przeznaczam część swego niedoczasu, by złożyć Wam życzenia noworoczne.
Niezależnie od tego, czy żegnacie ten stary z ulgą czy z żalem, czy też jesteście z niego zadowolone. Czy patrzycie w ten nowy ze strachem czy nadzieją. Pamiętajcie, że to, co będzie nie do końca jest w naszych rękach. Ale to, jakie jesteśmy już tak. A Wy jesteście wspaniałe. Jedyne. Niepowtarzalne. I zasługujecie na to, co najlepsze. Zawsze. Wszędzie.
A ten cały Nowy Rok to tylko data. Taki zwyczaj. Ale każda okazja jest dobra, żeby życzyć szczęścia. I tego Wam właśnie życzę. I spokoju.
:-*


