Trzy tygodnie! Nie do wiary, szybko to leci, za szybko... Noworodzio obserwuje nas coraz intensywniej, wpatrując się w te dwie iskierka biegają ę po domu jak opętane. Pogoda daje w kość najbardziej bo pochmurno i deszczowo, a jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą... Na szczęście zlapalismy ostatnio kilka cieplejszych dni i korzystaliśmy spędzając maximum czasu na dworze. Nawet karmienie na słoneczko zaliczylismy. Przy okazji mogłam podziwiać jak dwa moje dżinksy potrafią bawić się z nowo poznanymi dzieciakami na placu zabaw, jak pięknie sobie radzą i jak się nawzajem sobą opiekują.
Gorzej jak siedzimy w domu, wtedy wieczne wojny, kłótnie, przepychanki... Cóż rodzeństwo! Ale kochają się i przytulasy i ciepłe słowa wraz z zgodna zabawa rownowaza a nawet przeważają.
A ja? Może jestem trochę bardziej śpiąca, nieco częściej sięgam po liptonka o nazwie 'relax', zdarza mi się wkurzyc na maxa a nawet pożyczyć z bliżej nieokreślonej powodu - no zdarza się po prostu. Mam poczucie że na prawdę nie jestem ograniczona w żaden sposób, czuję moc, że mogę wszystko. Nawet moja mamę o wiele rzadziej proszę o pomoc. I jest posprzątane - bo lubię mieć czysto, poprane - oj prania są tony, ugotowane - choć pomysłów wciąż braknie i poszyte - dla maminej równowagi psychicznej. Nawet książkę przeczytałam po powrocie z młodym że szpitala. Nie chodzę jak kocmoluch chyba że akurat mam na to ochotę. Jest po prostu fajnie.
czwartek, 21 lutego 2019
niedziela, 10 lutego 2019
Baby blues
Miałam pisać o ostatniej wizycie u ginekologa. O tym, że to goopia baba, że nie chce mi pobrać wymazu na gbs, że nie ogarniasz że 37tc trzeba przyjąć za due date.
Miałam też napisać o tym jak w niedzielę w 34tc trafiłam na IP bo coś tam się zaczyna dziać. To znaczy zaczął odchodzić czop. Ale to jeszcze dawało mi 4 tygodnie. Na wizycie wyszło 'rozwarcie na opuszek' co też miało nic nie znaczyć. Wizyta za dwa tygodnie.
Kto pamięta moje poprzednie porody wie, że moje dzieci lubią przychodzić na świat z nienacka. I tu było podobnie... Było zaprowadzinie Klopsa do przedszkola i plany na przedstawienie z okazji dnia babci po. Były zakupy z Młodą i przyjechał kurier z Ikei. Było gotowanie obiadu i wizyta w toalecie... A tam krew więc szybka podróż na IP, zostawienie córki babci, milion papierów, usg, 1.5 cm rozwarcia. M przyjeżdża z torba, ktg... Wielogodzinne ktg, z którego nie wynikalo nic niepokojącego. 'tu już natura zadecyduje' Wenflon z przebija żyła (pozdrowienia dla praktykantki). Bez obiadu do wieczora... Spokój. Proszę na oddział ogólny, relanium, najeść się i wyspać. Sala dość mała, sąsiadka okazuje się dziewczyna znajomego... Mama podrzucam mi prowiant bo o kolacji szpitalnej mogę pomarzyć. Jest kolo 22 a ja czuję że się nie najem. Ze zaczynam być jednym wielkim skurczem. Boli. Rozwarcie na 6cm, biegiem na porodowke. Humor dopisuje. Boli coraz bardziej. Koło północy lekarz (ten sam co kazał się wyspać) przebija mi wody. Prę, ale główka się cofa. Skurcze są za krótkie. Oxytocyna. 'wystarczyły trzy krople' komentuje później położna - anioł która przeprowadziła mnie przez poród, nie dała zrobić krzywdy. Pękłam,-ale to pęknięcie ona kontrolowala. 'ładniej pani pękła niż była nacieta' mówi lekarz jak mnie szyje. Małego dostaje tylko na chwilkę. Jest w końcu wczesniakiem... Takim wczesniakiem prawie 3400 i 53cm. Po wszystkim cały szpital prawie pyta czy na pewno miałam regularne cykle. Na szczęście mały nie ma żadnych objawów wczesniactwa. I jest. Jest już z nami o miesiąc wcześniej, cały i zdrowy, prawdziwy cycoholik. I ja się miewam najlepiej ze wszystkich porodów.
Jestem oficjalnie mama trojga. Mam trzy słodkie blond głowy do całowania. I jestem bardzo szczęśliwa.
Ale baby bluesa też mam... Wiecie, wszelkie gdybania mnie dopadaja... Plus to uczucie, jak to okreslia przyjaciółka.. Jakby goście przyjechali zbyt wcześnie... Miałam być jeszcze w ciąży. A ta zakończyła się jeszcze szybciej niż poprzednie... Ale blues minie i będą już tylko dobre myśli. Już to przerabialam. I to dwa razy 😉
Miałam też napisać o tym jak w niedzielę w 34tc trafiłam na IP bo coś tam się zaczyna dziać. To znaczy zaczął odchodzić czop. Ale to jeszcze dawało mi 4 tygodnie. Na wizycie wyszło 'rozwarcie na opuszek' co też miało nic nie znaczyć. Wizyta za dwa tygodnie.
Kto pamięta moje poprzednie porody wie, że moje dzieci lubią przychodzić na świat z nienacka. I tu było podobnie... Było zaprowadzinie Klopsa do przedszkola i plany na przedstawienie z okazji dnia babci po. Były zakupy z Młodą i przyjechał kurier z Ikei. Było gotowanie obiadu i wizyta w toalecie... A tam krew więc szybka podróż na IP, zostawienie córki babci, milion papierów, usg, 1.5 cm rozwarcia. M przyjeżdża z torba, ktg... Wielogodzinne ktg, z którego nie wynikalo nic niepokojącego. 'tu już natura zadecyduje' Wenflon z przebija żyła (pozdrowienia dla praktykantki). Bez obiadu do wieczora... Spokój. Proszę na oddział ogólny, relanium, najeść się i wyspać. Sala dość mała, sąsiadka okazuje się dziewczyna znajomego... Mama podrzucam mi prowiant bo o kolacji szpitalnej mogę pomarzyć. Jest kolo 22 a ja czuję że się nie najem. Ze zaczynam być jednym wielkim skurczem. Boli. Rozwarcie na 6cm, biegiem na porodowke. Humor dopisuje. Boli coraz bardziej. Koło północy lekarz (ten sam co kazał się wyspać) przebija mi wody. Prę, ale główka się cofa. Skurcze są za krótkie. Oxytocyna. 'wystarczyły trzy krople' komentuje później położna - anioł która przeprowadziła mnie przez poród, nie dała zrobić krzywdy. Pękłam,-ale to pęknięcie ona kontrolowala. 'ładniej pani pękła niż była nacieta' mówi lekarz jak mnie szyje. Małego dostaje tylko na chwilkę. Jest w końcu wczesniakiem... Takim wczesniakiem prawie 3400 i 53cm. Po wszystkim cały szpital prawie pyta czy na pewno miałam regularne cykle. Na szczęście mały nie ma żadnych objawów wczesniactwa. I jest. Jest już z nami o miesiąc wcześniej, cały i zdrowy, prawdziwy cycoholik. I ja się miewam najlepiej ze wszystkich porodów.
Jestem oficjalnie mama trojga. Mam trzy słodkie blond głowy do całowania. I jestem bardzo szczęśliwa.
Ale baby bluesa też mam... Wiecie, wszelkie gdybania mnie dopadaja... Plus to uczucie, jak to okreslia przyjaciółka.. Jakby goście przyjechali zbyt wcześnie... Miałam być jeszcze w ciąży. A ta zakończyła się jeszcze szybciej niż poprzednie... Ale blues minie i będą już tylko dobre myśli. Już to przerabialam. I to dwa razy 😉
Subskrybuj:
Posty (Atom)