Wakacje uznaję za udane. Do morza faktycznie bliziutko i choć plaża dość kamienista to ładna i przynajmniej nie było tłumów. Nawet pogoda nas nie zawiodła, bo mimo, że trochę popadało to słoneczko nas też rozpieszczało i nie ufundowało tropikalnych upałów. Dzięki temu mogliśmy spokojnie przesiadywać z dzieciakami na plaży i cieszyć szumem fal. Raz nawet obie latorośle usnęły i zostawione pod czujnym okiem cioci pozwoliły starym poszaleć we wodzie. Morze było ciepłe ale dość wzburzone i na prawdę nie rozumiem jak można nie czuć przed nim respektu i być nieostrożnym.
Na wyjeździe dzieci spały w nocy pięknie, oboje. Dzięki temu mogłam prawie zaliczyć jeden zachód słońca (prawie bo jak dotarłyśmy z kumpelą na plażę to już było właściwie po) a drugi zachód zaliczyliśmy z młodym a malutka spała pod okiem taty i wujków.
Cóż trzeba jednak było wrócić z nad morza. Dzieci zniosly długa podróż autem zaskakująco dobrze. A w następny weekend czekały nas drugie urodziny Klopsika! Postanowiliśmy olać wszystko i pojechać na dłuższą wycieczkę. Po krótkim namyśle wybraliśmy Skorzęcin
Dla mnie była to podróż sentymentalna - jako dziecko spędzałam tam po miesiąc wakacji co roku. Dużo się tam zmieniło ale też wiele pozostało nietknięte zębem czasu. Piękne jezioro polodowcowe, piaszczysta plaża i cała masa knajp i atrakcji dla małych i dużych :-)
Anyway urodziny się udały a prezent absolutnie no1 to hulajnoga! Dziś miała debiut w parku i jeeedzieeee!!!
Malutka z kolei skończyła 5 miesięcy, przesiadla się na spacerowke i z każdym dniem nabywa nowych umiejętności. Turla się po całym dywanie, obraca na wszystkie strony i zbiera siły do raczkowania. Cały czas śpi na brzuszku. Zaczęła się 'bawić ' zabawkami, najchętniej w towarzystwie Klopsa, który jest w ogóle najbardziej atrakcyjny i najciekawszy w świecie. Uwielbiam patrzeć na nich jak leżą obok siebie i Klopsik chwyta małą łapkę Wiercipiętki i tak się trzymają patrząc sobie głęboko w oczy. Mała lubi ostatnio też odbijać się od naszych kolan jak mała sprezynka ćwicząc nóżki, a ostatnio prawie zrobiła mi awanturę bo ona też chciała do piaskownicy :-)
Doczekałam się też pogaduszek z Klopsem. Rozbraja więc się podzielę:
Promenada. Chcę ogarnąć dziecki loda bo zaraz pocieknie po ręce aż do łokci. Moj syn na cały głos 'Mama! Nie jedz! Nie jedz! '
Nagle się rozpadalo a my nie mogliśmy znaleźć miejsca gdzie nas godnie nakarmią. W końcu zmęczona noszeniem Klopsa (a jak) sadzam go na krześle jakiegoś fast fooda a sama kucam przed nim. Chwyta mnie za poliki i mówi 'misiu wstań! '
Bierze pod włos. Idziemy parkiem i mówi 'nie nie, loda. Dzisiaj nie' chcesz loda? 'Mhm! '.
Przekreca wiadomo ale czasem leżę i kwicze. Księżyc np jest 'na nebie' tyko zamienia N na J. Podobnie herbatka to hebatka z J na miejscu H. ;-) krótko mówiąc klnie jak szewc. Najfajniejsze jest to, że można z nim pogadać. I fajnie obserwować jak wszystko analizuje i opowiada nagle o wydarzeniach sprzed kilku dni. (Teraz np 'dzielić babafkami Emilem. Czecież Ci nie zje).
A ja? Dalej sobie szyję po nocach. Wychodzę z dziećmi na drugi spacer popołudniu spotkać się z koleżankami - mamami z którymi znam się z czasów kiedy żadna z nas mama nie była.
A i pozbylismy się smoczka! Zupełnie bezboleśnie :-) za to nocnik ciągle parzy. No nie usiądzie gola pupa i już ani na nocniku ani na nakładkę ani na klapę. Masakra ale nie składam broni.
Uff to chyba wszystko. Powiedziałabym, że będę pisać częściej ale nie jest to łatwe ;-)
Buziaki!



