Na szczęście się skończył.
Oby listopad był lepszy.
Ale od początku.
Przedszkole młody zaczął klasycznie. Tydzień chodził tydzień chorował. W sumie od połowy sierpnia miał lekki katar.
Cóż, w październiku jednak sie pogorszyło. W październiku wiec poszliśmy do pani dr. Osluchala oboje (no bo mlodsze gorsze nie jest, tez se smarka a co) i znalazła u przedszkolaka coś na pluckach. Nebud, inhalacje i do kontroli po weekendzie
Jasne, po weekendzie hahaha.
To był poniedziałek. W wtorek wieczór M dzwoni że mlody placze bo go ucho boli. Fak. Jak wróciłam dopiero wlałam weń ibum gdyż od ojca nie przyjalby za nic. Po 20 minutach dziecko spalo jak zabite. O uchu więcej nie było mowy ale do dr poszlismy i tak. Lekkie zapalenie w uchu ale nic nie robic tylko watka. I skierowanie do laryngolog. Dalej nebud, tylko trochę inaczej. W poniedzialek do kontroli.
W międzyczasie zaczelam kombinowac na własną rękę z neosyna bo jakos mi ten nebud malo bylo i slabo leczyl mi te dzieci. Zdawalo się, że pomaga. Młoda przestala smarkac.
W poniedzialek na kontroli bylo zastępstwo. Osluchala i oświadczyła : zdrów, do placówki można słać.
Qwa ale w to ucho mu nie zajrzala. A ja ..
No cóż ja równolegle walczylam z ostrym zapalenien zatok juz 3 tydzień plus tydzień z tragiczna pokrzywka ktora wyszła mi WSZĘDZIE oprócz dloni i twarzy. Pytali wszyscy czy to nie ospa a i ja czulam sie podobnie. Jednak moja doktorka stwierdziła uczulenie. No i miala racje. Jednak ja otumaniona bolem i swedzeniem dodatkowo - a co- tracąc głos (po co mi.poucze na migi ) nie poprosiłam żeby w to ucho mu zajrzec!!! No ale to nie ja mam kartoteke dziecka przed nosem! I poslalam go do przedskola.. .
W nastepny (zeszly) poniedzialek, kiedy swedzialo mnie juz tylki trochę a nie wszedzie, laryngolog. Święci panscy omal z taboretu nie spadla jak looknela mu w ucho. A jak zaczela mówić o pekajacych bebenkach to i ja prawie sie pod stół zwalilam. 'Rozpisze leczenie' rzekla i jak powiedziala tak zrobila. Antybiotyk. Na zapalenie Ucha i zatok. Na kaszel inhalacje na katar spray na alergie - ktora obstawia winowajca calej tej gehenny - syropek.
Młodej daje te inhalacje na kaszel bo znow zaczela kaszlec i smarkac tez i zastanawiam sie nad wartoscia naszej pediatry. No bo fanka antybiotykow nie jestem ale... czasem trzeba? A tez bo te moje dzieci nie goraczkuja specjalnie to nikt nie panikuje... i nie ide z byle katarkiem tylko jak jest zle i moze nie dosc wyraznie to komunikuje... tzn mówię ale nie dociera ze od miesiaca smarcza... jestem zalamana.
No. I tak żyjemy miedzy jednym lekiem a drugim z przewami na smarowanie moich ran... mnostwo prac lezy odlogiem, nie szylam 3 tygodnie :-( a o obiecalam kilka rzeczy i juz wstyd zaczyna byc... dom zarosniety... dzis byl pierwszy dzien od miesiaca jak bylam zadowolona z siebie w pracy...
Oby listopad byl lepszy. Czego i Wam życzę.