sobota, 17 grudnia 2022

Trzy

 Zawsze zaskakiwalo mnie to, jak czasem odcina mnie od tego co sie dzieje dokola yle tylko wykonac zadanie.


Nie zastanawialam sie nad tym majac już za soba dziesiatki wystepow przed publicznoscia, czy to w szkolnych, studenckich teatrach czy na forum klasy jako uczen czy nauczyciel. Dotarlo to do mnie dopiero na absolutorium gdy ktos poprosil zebym mu czy jej pomachala. Gdy spojrzalam na sale, oromna aule uniwersytetcka pelna wykladowcow, rodzin, studentów- nie widzialam nikogo... mailam cel, przejsc tu, dolaczyc od lewej, podejsc jako ktoras, odebrac dyplom, wrocic, ustawic sie na miejscu. Nie widzialam ani jednej twarzy. Ani jednej.

Dziś mocno sie zastanwiam jak bardzo mozna się odciac, wycierajac obolale cialo, myjac z fekaliow I zmieniajac pieluche komus, kto jeszcze nieiwele ponad miesiac temu czestowal twoje dzieci wafelkami, a teraz lezy bez sil, w bolesciach, a ty i twoje rodzenstwo musicie zrobic wszystko, zeby byla czysta, przebrac, umyc, zmienic posciel. Nikt sie nie wyrywa, nie chce, przecież to normalne. A ja biorę, nie chce nawet tych durnych rękawiczek, po prostu myje, uspokajam, niezdarnie staram się spieszyć, jakoś to idzie, nie zważam na złośliwe komentarze skręcającej się z bólu...mamy. a później myje ręce, podaję rosolek, na końcu siadam obok niej z kawa i staram się mówić do zamkniętych oczu i tylko usmiech i czasem zryw kółku słów mówią nam, że słucha. 

Jestem najmłodsza, mam najmłodsze dzieci ale nie ma dla mnie żadnych blokad przed tą długa i żmudna droga pielęgnacji leżącej, chorej, umierającej...mamy. 

Brat się łamie, siostra jak ja trochę gubi ale chcemy by te ostatnie dni były jak najmniej bolesne, i zgodnie z prośbą, w domu. Zresztą pamiętając los babci nie chciałabym by moja mama odchodziła gdzieś wśród obcych, ja choć miałam ledwo dziesięć lat gdy odeszła pamietam... czy moje dzieci ja jeszcze zobaczą? Chciałabym  i nie chciała bo czy dzieci powinny oglądać ja w tym stanie?

Masa jest pytań. Jak długo to potrwa? Czy to, że jest nie oznacza tylko ze cierpi? Czegon na chce? Czego ja bym chciała na jej miejscu? Tak trudno sobie zadać te wszystkie pytania, a odpowiedzi brak...

Dwa

 - kup coś moim dzieciom na święta, żeby wiedziały ze to ode mnie

-wnukom? 

-tak, żeby czekało na nich i im powiesz 'to od babuni'. Bo ja juz chyba nie zdążę.  Ja juz nie doczekam.

-dobrze mamo, oczywiście, tak zrobię 


17.12.2022

Raz

 Co się człowiek trochę podniesie, zacznie planować, widzieć przyszlosc w nieco jaśniejszych barwach to buch! Dostaje w lep.


Ale nie tak trochę tylko tak, że zostaje ogromna rana. I ta rana cholera nie chce się goic, gnije ropieje i śmierdzi. I ten smród ciągnie się codziennie za tobą, a wiadomo że nosy mamy moze mniej wrażliwe od psów, ale taki smród skutecznie wszystkich od ciebie odstrasza.

Ten smród to coś, co wszystkich nas czeka, ale nikt nie chce go czuć i każdy boi się twojej rany bo przecież jak się ją dotknie to nie daj losie zacznie z niej coś wyciekać, albo trzeba będzie wytrzec, albo - co gorsza patrzeć jak cierpisz.


Ten smród to smród śmierci. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Wspomnienia

 Pamiętam jedna taka Wielkanoc, będzie prawie piętnaście lat temu. Wtedy jeszcze lali woda na każdym rogu u nas na dzielni, a ja choć się bałam to wyszłam z domu przemierzyć parę ulic. Wiecie, miałam dwadziecia dwa lata więc do oblania na dyngusa ofiara idealna. Czy się bałam? Tak, trochę tak, bo ciepło nie byli I perspektywa zmoczenia się od stóp do głów nie była zbyt miła. Czy mnie dopadli? No jasne, że znalazła się zgraja nastolatków. Barfzo im byli do śmiechu, ja po prostu mokra poszłam dalej. Boszzzz jak ja byłam zdeterminowana by dotrzeć tego dnia do celu. Czy zalali mi telefon? No jasne. Stary grat wysechl i działal jeszcze parę miesięcy.


Po cholere wyszłam z domu?

To wspomnienie przyszło dziś do mnie nie bez powodu.

Na niedzielę wielkanocna zostałam zaproszona do m na obiad... Hmmm może na kawę, nie wiem, tam zawsze jest małe wesele więc to mi się trochę zatarlo. Wieczorem piwkowalismy, wiadomo młodość ma swoje prawa, choć niektorzy jeszcze nie wyrosli z tego. Opowieści, śmiechy, wszystko super. Aż do momentu gdy odprowadził mnie pod dom. Kilka przykrych słów, nie rozumiałam o co chodzi. Okazało się, że o to, że pisałam na naszej klasie z jego bratem. A konkretnie on do mnie napisał, ja byłam w trakcie studiów za granicą, to były dwie wiadomości, chyba bardziej testował ten portal niz chciał pisać że mną. Drama na trzy fajerki że nie wiadomo co. Wszystkie detale nie są istotne, to był absurd. I ja na drugi dzień dralowalam żeby się pogodzić. Nie odbierał, więc poszłam, to był czas, że myślałam tylko 'szkoda życia na kłótnie, najważniejsze love'.


I jedyny moral z tej historii jest taki, że dziś bym nie poszła. Bo takie kłótnie o bzdury nie znikają. Tylko słowa ostrzejsze a powody bardziej błahe. Poważnie, gdybym dziś miała coś poradzić 22 letniej mnie, to czytaj znaki.


A przypomniała mi się ta historia, bo oczywiście jak to historia lubi, powtorzyla się. Powód inny ale co ta za różnica.


Tyle dobrego, że ja już mądrzejsza. Trochę mi to zajęło ale jestem gotowa zawalczyć o siebie. Jeszcze chwilę. 

wtorek, 17 września 2019

Kiedy powiem sobie dość

Ciężko.

Kamienie na ramionach.
Na głowie.
W sercu.

Na zewnątrz krzyk i żal.
W środku ból i niedowierzanie.

Czy da się mnie jeszcze poskładać.


Kiedy nie mogę ubrać w słowa, nie chce nikomu powiedzieć. Kiedy boję się co będzie. Wtedy jest czas wrócić tutaj.

Tutaj czuję się bezpiecznie...


Co robić
Co robić...

czwartek, 28 marca 2019

Dla równowagi

Godzina 22.
Śpią już od dłuższego czasu. Najpierw padła średnia, później starszy, w końcu najmłodszy
Piję herbatę i jem czekoladę.
Spodnie całe w plamach od mleka.
W trzeciej już dziś koszulce i skarpetach z pingwinem. Po poranku z siatami zakupów, gotowania krupniczku, przedpoludniu prasowania na zmianę z bujaniem, dwóch pralkach prania, popołudniowej drzemce (dziecia, nie mamy), wojnie o kibelek w domku dla lalek, goraczkowych poszukiwaniach Spidermana, wprowadzeniu bana na tv (serio, przegięcie się zrobiło z mojej niemocy bajki chodziły na okrągło, czas położyć temu kres-choć oni w sumie nawet nie zauważyli różnicy)  Po wieczornych kąpielach, 4fochach trzylatka, Hot dogach na kolację -  robionych jedna ręką bo w drugiej Misiek malutki, płaczący gdy go odlozysz na 3 sekundy. Z rękoma omdlalymi od bujania. W towarzystwie tęsknoty za malutkim uśmiechem. Zmartwiona malutkim katarem. Po godzinie tulenia i dziekowania losowi za to, że w telefonie też można napisać tłumaczenie. Jedną ręką. Lewą.
I to wszystko w układzie sił dorośli - dzieci 1:3.

Dzisiaj.
Dzisiaj było ciężko.
Kocham ich nad życie.

środa, 13 marca 2019

Na tapczanie siedzi leń

Nic nie robi cały dzień,  a przynajmniej takie ma wrażenie. Ale jak się zastanowi to okazuje się,  że nie jest jednak tak źle...

Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno,  że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...

A jednak udało mi się podać normalne śniadanie.  Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się,  ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić.  Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina,  wstawić,  zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć,  że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać...  Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).

A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.

Rano będzie położna,  chyba już ostatni raz.  Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa,  bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.

Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata.  Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?

Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo  (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.