piątek, 2 września 2016

Idzie jesień?

Od zawsze początek września był dla mnie początkiem pracy. Nic więc dziwnego, że w ostatnich dniach myślę bardzo intensywnie: co dalej?

Nie da się ukryć, że posiadając na stanie dwoje małych ludzi chce się im zapewnić byt na poziomie. A w tym celu warto mieć robotę. Zresztą przerwa mnie myśl, że mogłabym być na (czyimkolwiek) utrzymaniu, bez własnej kasy.

Ale jak to ugryźć? 
Wziąć parę godzin w tygodniu? Musiałabym znaleźć sjo bliżej domu, półtorej godziny dojazdu to długo. A nie wszyscy szukają lektora od drugiego semestru.
Rozkręcić tłumaczenia? Najchętniej ustne ale chyba bym musiała sama się rozreklamować, nie wiem jak wkręcić się w ten zamknięty krąg... 
Szyć? Można na tym też zarobić ale cholera choć pomysłów mi nie brak to... ja wiem? Boję się?

Tkwie gdzieś na rozdrożu i nie wiem w która stronę ruszyć. Z jednej strony brakuje mi odwagi i jestem na siebie o to wściekła bo z drugiej strony - nie chcę iść po najmniejszej linii oporu. Do marca jeszcze trochę czasu. Ale jeśli chcę rozkręcić coś własnego to powinnam działać już dziś. 

czwartek, 18 sierpnia 2016

Się nazbierało. ..

Miałam odezwać się jeszcze przed wyjazdem a tu już kolejny weekend po powrocie mija i cisza...

Wakacje uznaję za udane. Do morza faktycznie bliziutko i choć plaża dość kamienista to ładna i przynajmniej nie było tłumów. Nawet pogoda nas nie zawiodła, bo mimo, że trochę popadało to słoneczko nas też rozpieszczało i nie ufundowało tropikalnych upałów. Dzięki temu mogliśmy spokojnie przesiadywać z dzieciakami na plaży i cieszyć szumem fal. Raz nawet obie latorośle usnęły i zostawione pod czujnym okiem cioci pozwoliły starym poszaleć we wodzie. Morze było ciepłe ale dość wzburzone i na prawdę nie rozumiem jak można nie czuć przed nim respektu i być nieostrożnym.

Na wyjeździe dzieci spały w nocy pięknie, oboje. Dzięki temu mogłam prawie zaliczyć jeden zachód słońca (prawie bo jak dotarłyśmy z kumpelą na plażę to już było właściwie po) a drugi zachód zaliczyliśmy z młodym a malutka spała pod okiem taty i wujków.



Kalosze okazały się niezbędne. Padało głównie w nocy ale omijanie kałuży było męczące dla obu stron ;-) w jedyny całkowicie deszczowy dzień pojechaliśmy do pobliskiego Darłowa i nabylismy je. Pojezdzilismy też na karuzelach. Długo będę pamiętać przejażdżkę na karuzeli na którą mało kto chciał wsiąść i przez większość czasu blagalam o koniec a po wszystkim prawie zwróciłam gofra ale i tak było warto - lubię to cóż a jako że, jak mówi mój brat 'od 3lat chodzę w ciąży ' jakaś rozrywka mi się należy!

Cóż trzeba jednak było wrócić z nad morza. Dzieci zniosly długa podróż autem zaskakująco dobrze. A w następny weekend czekały nas drugie urodziny Klopsika! Postanowiliśmy olać wszystko i pojechać na dłuższą wycieczkę. Po krótkim namyśle wybraliśmy Skorzęcin
Dla mnie była to podróż sentymentalna - jako dziecko spędzałam tam po miesiąc wakacji co roku. Dużo się tam zmieniło ale też wiele pozostało nietknięte zębem czasu. Piękne jezioro polodowcowe, piaszczysta plaża i cała masa knajp i atrakcji dla małych i dużych :-)

Uważam, że to była bardzo dobra decyzja. Zwłaszcza, że następnego dnia co-po-niektórym nie chciało się nawet tyłka ruszyć i musieliśmy dygac z tortem do nich. Nowa tradycja jakaś - chodzenie z tortem po rodzinie jubilata. Masakra. Nie wspominając, że tort bezowy jest słaby do przekładania z talerza na talerz.

Anyway urodziny się udały a prezent absolutnie no1 to hulajnoga! Dziś miała debiut w parku i jeeedzieeee!!!

Malutka z kolei skończyła 5 miesięcy, przesiadla się na spacerowke i z każdym dniem nabywa nowych umiejętności. Turla się po całym dywanie, obraca na wszystkie strony i zbiera siły do raczkowania. Cały czas śpi na brzuszku. Zaczęła się 'bawić ' zabawkami, najchętniej w towarzystwie Klopsa, który jest w ogóle najbardziej atrakcyjny i najciekawszy w świecie. Uwielbiam patrzeć na nich jak leżą obok siebie i Klopsik chwyta małą łapkę Wiercipiętki i tak się trzymają patrząc sobie głęboko w oczy. Mała lubi ostatnio też odbijać się od naszych kolan jak mała sprezynka ćwicząc nóżki, a ostatnio prawie zrobiła mi awanturę bo ona też chciała do piaskownicy :-)

Doczekałam się też pogaduszek z Klopsem. Rozbraja więc się podzielę:

Promenada. Chcę ogarnąć dziecki loda bo zaraz pocieknie po ręce aż do łokci. Moj syn na cały głos 'Mama! Nie jedz! Nie jedz! '

Nagle się rozpadalo a my nie mogliśmy znaleźć miejsca gdzie nas godnie nakarmią. W końcu zmęczona noszeniem Klopsa (a jak) sadzam go na krześle jakiegoś fast fooda a sama kucam przed nim. Chwyta mnie za poliki i mówi 'misiu wstań! '

Bierze pod włos. Idziemy parkiem i mówi 'nie nie, loda. Dzisiaj nie' chcesz loda? 'Mhm! '.

Przekreca wiadomo ale czasem leżę i kwicze. Księżyc np jest 'na nebie' tyko zamienia N na J. Podobnie herbatka to hebatka z J na miejscu H. ;-) krótko mówiąc klnie jak szewc. Najfajniejsze jest to, że można z nim pogadać. I fajnie obserwować jak wszystko analizuje i opowiada nagle o wydarzeniach sprzed kilku dni. (Teraz np 'dzielić babafkami Emilem. Czecież Ci nie zje).

A ja? Dalej sobie szyję po nocach. Wychodzę z dziećmi na drugi spacer popołudniu spotkać się z koleżankami - mamami z którymi znam się z czasów kiedy żadna z nas mama nie była.

A i pozbylismy się smoczka!  Zupełnie bezboleśnie :-) za to nocnik ciągle parzy. No nie usiądzie gola pupa i już ani na nocniku ani na nakładkę ani na klapę. Masakra ale nie składam broni.

Uff to chyba wszystko. Powiedziałabym, że  będę pisać częściej ale nie jest to łatwe ;-)
Buziaki!

wtorek, 19 lipca 2016

Kilka słów skrobnąć :-)

Nie żeby się u nas nic ciekawego nie działo. Ani też nie mogę powiedzieć, że kompletnie nie mam czasu. Jakoś nie po drodze mi z pisaniem, chociaż czytam Was cały czas regularnie, nawet jak rzadko się odzywam.

Co u nas? Cuda cuda! Klops w ciągu ostatniego miesiąca zaczął gadać i wali wlasciwie całymi zdaniami. No 'dzisiaj nie babaw, okro' (plac zabaw, mokro). Albo 'buły nie ma. Tata kupi.' No szaleństwo jakieś. Od rana do wieczora nadaje (chyba, że  się bo poprosi żeby coś powiedział, wtedy zapomnij). Nocnik troszeczkę oswojony. Tzn nie ucieka na samą myśl. Ale gołą pupa nie usiądzie.
A młoda? Bardzo towarzyska. Obraca się z plecków na boki i z brzucha na plecy. Śpi na brzuchu ale i tak zaraz przesiada się na spacerowke bo jak już nie śpi to chce wszystko widzieć. A mnie ręce mdleją :-) oczu od młodego nie może oderwać i 'gada' do niego jak najeta.

Przesiadka na spacerowke w połączeniu z tym, ze jedziemy nad morze (już nie długo! bez teściowej i 250m od morza hurra) i będzie to spacerowka parasolka postanowiłam umilić małej podróże i nabyć wkładkę do wózka. Żeby było miękko, czysto i przytulnie. Sprawdziłam ceny i jakość tych dostępnych na ali-dżi i stwierdziłam że takie to ja mogę sama uszyć. Dawno myślałam nad kupnem maszyny, a że mama moja takową posiada pożyczyłam, pozamawialam mnóstwo materiałów (tyle innych rzeczy mi zaczęło przychodzić do głowy...) i zaczęłam szyć. Będzie dwa - trzy tygodnie? Mam w końcu plecak worek, poduszkę antywstrząsową (i jeszcze jedną i jeszcze dwie), poduszkę gwiazdkę, wkładkę do wózka i zaraz idę szyć dalej :-) i jeszcze parę chętnych na te moje dzieła, że może mi się materiał zwróci chociaż. I poczucie satysfakcji. Coś namacalnego tworzę, mogę tego dotknąć i pokazać innym to dla mnie nowość  (no może poza dobrze zadnymi egzaminami moich uczniów).

A kryzysy? Krążą jak odległa burza i czasem siapia mrzawka a czasem ulewa się rozpeta. Ale ogólnie jest lepiej. Dziękuję Wam za troskę i wsparcie. Chyba faktycznie takie szaleństwo jest normalne przy dwóch bączkach.

Uciekam do mojej maszyny. Postaram się napisać jeszcze przed wyjazdem (zostało półtorej tygodnia!).

Jeszcze namiastka naszych poranków:

środa, 15 czerwca 2016

O czasie płynącym znów

To już trzy miesiące jak Wiercipiętka postanowiła przyjść na świat. Była taka malutka... nadal jest ale różnica jest ogromna. Dalej śpi li tylko na brzuszku. Wysoko trzyma głowę w tej pozycji. Nawet w wózku tak jeździ - w związku z tym dostała 'książeczkę ' do wózka (w formie jakby ochraniacza). Na macie za to woli na pleckach. Przewraca się na boczki - najchętniej w stronę Klopsa. Uśmiecha się mało, jest zbyt skupiona na obserwowaniu wszystkiego do koła. Wystawia język i grucha jak gołąbek. Klopsik tak nie robił :-) Śpi nieco mniej w dzień i to jest ten głupi moment, że nie za dużo mogę zrobić w domu bo nie zostawię ich samych w pokoju, a bujaczek jest jeszcze be no i muszę się po prostu przeorganizować.

A Klopsik? 22 miesiące ukończone. Gada codziennie więcej. Buntuje się tak, że ożesztymatkozcórkąisynemjapitole. Ponadto skacze i biega a z wyprawy do zoo przywiózł pamiątkę w postaci ukruszonej jedynki :-(. Na nocnik robić nie chce i strasznie mu się ostatnio pupa odparza... co nie pomaga przy jego buntowniczym nastawieniu gdzie wszystko jest 'nie' albo 'ty' czyli 'ja sam'.

Tak więc ogólnie mamy wesoło. I gile w gratisie  (coś tu pyli). I powiedziałabym, że in the end of the day jest cudownie. Bo dzieciaki są cudowne. Ale między starymi się pierdzieli. Cóż wszyscy mają kryzysy. Zobaczymy.

piątek, 3 czerwca 2016

Ważny dziś dzień

Leniwe popołudnie.
Leniuchujemy z Klopsem na kanapie.
Wiercipiętka śpi przy piersi.
Czekamy na tatę aż wróci z pracy.
Odpoczywam.
Klopsik gada do siebie.

Mama
Tata
A-a-a
Kocha
Tata
Kocha
Mama
Kocha
Niania
Kocha
Kocha
Efy (samoloty - od f16)
Kocha
Kocham (kiwa głową ).

Nowe słowo do słownika. Tak ładnie i wyraźnie powiedziane.
Ja też Cię kocham Klopsiku i Wiercipiętkę też 😊.

sobota, 28 maja 2016

Tako rzecze Klops

Z masy zbitek, ktore Klops wymawia mozna wylowic slowa, ktore zazwyczaj znacza to samo. Ku pamieci:

Mama,Tata, nie, be, ała - wiadomo
Ty - Klops
Kakaki - kakao
Apul - jabłko
Kakaka - ptak
Baba - woda, babka z piasku, wiaderko
Babu - światło, lampa
Niania - babcia
A-a-a (na melodię kotki dwa) - Wiercipiętka
Daj - daj, Masz
Nyna - cytryna
Nanana - banan
Łuf - pies
Niał - kot
Tetada - przeszkadza, pielucha, przepraszam
Aua- kawa
Tytyc  - księżyc
Ziata - gwiazda
Ti, Ata - herbata
Anki - bańki
Amam - alarm
Asia - esemes
Wiat - wiatr
Wieje - wieje
Dysc - deszcz, śnieg
Krki - kredki

A jak jest niegrzeczny mowi 'nie!be!  Ty Ty Ty... '


niedziela, 22 maja 2016

Weekendowo

To był piękny majowy weekend. Prawie letni. Pełen pięknych obrazków.

Oba dni spędziliśmy na działce, na która jeżdżę odkąd byłam taka jak Kolps teraz. Kiedyś jeździliśmy na niąz tatą, teraz ja zabieram na nią swoją rodzinę.

W końcu mamy porządną wodę. Jak byłam mała na działce była studnia, później ojciec sam zrobił odwiert i zainstalował co tam trzeba. Niestety jako że 'oszczedny' jest z natury już od kilku lat wody było co kot naplakal. Wkurzylismy się w końcu i zrobiliśmy nowy, bo przecież każdą kupiona roslinke skazywalismy na uschniecie. No i teraz możemy sadzić i podlewać.

A najbardziej z tej wody cieszy się Klops. Podlewa jak prawdziwy ogrodnik. Pierwszego dnia zmoczyl wszystko w tym trampki. Przebrałam go, ale butów nie mieliśmy na zmianę. Więc chodził boso :-) Dziś wzięłam mu już pepco - croc'sy. Sam lał w nie sobie wodę :-)




Zasadzilismy hortensje i rozanecznik. I zasialam co nieco. Oczywiście wszystko w asyście małego pomocnika. Róże zasadzone rok temu niedługo zakwitną.

Malutka ładnie śpi na dworze. Ale dużo też obserwuje. Jest już coraz bystrzejsza. Grucha jak gołąbek. No i jest najpiękniejsza na świecie ;-)

Klopsik też ucial sobie dziś drzemkę na kocu. Wczoraj wytrzymał cały dzień a wieczorem nawet nie chciał, żebym położyła się obok niego. Przyłożył główkę do poduszki i już to nie było. Bajkę opowiadalam tylko malutkiej :-) ona tak szybko nie zasnęła, wyspala się w dzień. Ale i tak o 20 już oboje chrapali.

I nawet byłam sama w biedronce. Sama! Istne szaleństwo. Później musiałam zawieść kolegę do szpitala (wygłupy dużych dzieci...). Zabrałam ze sobą Klopsa, Wiercipieta została z tatą. I matka wariatka już w połowie drogi miała wyrzuty sumienia że ją tak łatwo zostawiłam i że jestem niedobra i takie tam. Po 15 minutach rozłąki. Echhh...

A teraz dzieci śpią  (cała trójka if u know what i mean) a matka je kolacje malując paznokcie. I pisze trochę bez ładu i składu. Powietrze pachnie latem, w oddali słychać pociągi, ulice są spokojne (a mieszkam prawie w centrum).

Jutro z malutką do szczepienia... No i ma być gorąco. Muszę się nauczyć ubierać takie maleństwo na tą pogodę :-)

Dobrego tygodnia!