Dziewczyny dziękuję za wsparcie.
Na spokojnie spróbuję powiedzieć, o co cho.
Biorąc pod uwagę to, że Klopsik urodził się nagle ze względu na oddzielające się łożysko, a przede wszystkim to, że nie było wyraźnej przyczyny tegoż oddzielania się, moja pani dr uważa, że ryzyko powtórki jest duże. I wszyscy wiemy, jak mogła się zakończyć sytuacja z Klopsem gdybym trafiła do szpitala nieco później. A może się zdarzyć, że pójdzie to szybciej.
W związku z tym uważa, że najlepiej będzie od tego 37 tc obserwować nas 24h i wykonać cięcie w 38.
Gdyby oddzielanie było w wyniku urazu albo w trakcie akcji porodowej to nie miała by takich wątpliwości. Tu ma.
Skoro ona się obawia to co ja mam powiedzieć?
Do tego chce pani dr mieć mnie na oku osobiście i własnoręcznie mnie pokroić że tak powiem, więc musi się to odbywać w uniwersyteckim.
I teraz tak.
Mogę tupnąć nóżką i powiedzieć 'no way'. Ale wtedy będę czekać jak na szpilkach i sprawdzać stan majtek co 5minut.
Mogę upierać się nad moim szpitalem, ale tam nikogo nie mam (w sensie lekarzy).
Mogę chcieć być monitorowana do 40tc, ale boję się sn w uniwersyteckim. No i to by były 3 tygodnie w szpitalu + poród. Wieki bez Klopsa.
Mogę prosić o przesunięcie cc jak najdalej w czasie, coby posiedziała młoda w brzuchu do oporu.
Słaby wybór. Honestly.
Zaufać albo być kozą?
Ostatecznie najważniejsze jest bezpieczeństwo młodej. Ja przeżyję wszystko. Byle ona była cała i zdrowa. I skoro istnieje cień ryzyka... Obawiam się że mój vbac byłby tu kaprysem.
Bo faktem jest, że liczę dni do zrównania tej ciąży z tą z Klopsem.
Że sprawdzam papier przy każdej wizycie.
Ale miałam nadzieję, że uda mi się swobodnie podryfować po nieznanych wodach ostatnich tygodni ciąży. A tu każą zawijać do portu.
Pffffff
A pytałam, cholera jasna, jak widzi mój poród. Pytałam w styczniu. O moją konkretnie sytuację. Dlaczego od razu tego nie ustaliła? Nie chciała mnie stresować? Ale ja sama pytałam! Myślałam o tym! Przecież dzwoni mi wciąż w uszach 'ona nie czuje skurczy'...