piątek, 10 lutego 2017

Z placu boju

Ferie się kończą, mama już prawie gotowa do pracy. Prawie - bo do końca gotowa nie będę chyba jeszcze w tym roku szkolnym ;-)
Tymczasem plan zajęć obgadany, dzis byla u mnie 'szefowa' i obgadalysmy wszystkie grupy, ktore dostane. Start w walentynki o 13.40. Plan w domu zarysowany, wsparcia ze strony niemeza brak totalnie. Chodzę podminowana i staram się jakoś ogarnąć temat ale nie wiem czego sie po nim spodziewac (np. twierdzi, że babcia nie bedzie potrzebna bo on z nikim 'obcym' dzieci nie zostawi ale jakos sobie tego nie wyobrazam). Tak na prawdę moj powrót do pracy to tylko moja sprawa i tylko dodatkowy obowiazek dla mnie, dom bowiem bede musiała ogarnąć dalej sama. Przeznaczam więc zbierane z wszelkich dodadkowych 'fuch' szyciowo-tlumaczeniowych pieniądze na zmywarkę bo już mnie ręce bolą od mycia naczyń  a jeszcze do tego czasu bedzie mi szkoda ;-) luksus dla mamy - a dla innych standard... tylko czy ktoś mi ją zamontuje? Ogólnie mój związek jest skomplikowany i sama nie wiem, czy to ja jestem przewrazliwiona czy on ma olew... (dodam, że znów jest piątek a ja położyłam klony spać i siedzę sama, on wyszedł z domu rano i niby coś tam grzebie na działce ale i koledzy i piwka są z nim). Już tylko sie wkurzam i czuję sie jak ta ryba na brzegu co tylko majta ogonem, drzazgi mi się przy tym majtaniu wybijają coraz głębiej i nie wiem, czy chcę wrócić do wody czy już przestać się rzucać i zobojętnieć do reszty. Jestem zla na siebie bo tracę nerwy o byle g. Nie chcę być taka
Ale nie chcę też być obok i żyć bez 'za-za-zu'... choć ostanio czuję sie bardziej jakbym miała grypę zoladkowa niż motyle w brzuchu.

Tymczasem dzieci rosną w zatraszającym tempie. Młody świetnie się rozwija społecznie, coraz lepiej idzie mu zabawa w grupie dzieci i właściwie już mógłby pójść do przedszkola (tylko ta kupa co na nocnik nie trafia...). Młoda stoi sama i kombinuje jak wystartować. Buty nawet jej kupiłam.  Najmniejsze znalazłam 18 w rozsądnej cenie i są na wyrost, ale jak już je ubrala to pooooszla (ciągnąc mnie za ręce; -)). Apetyt ma za trzech choć waży jedynie 8kg. Ale w górę rosnie i na zabiedzoną nie wygląda. Lubi jeść rączkami. Jest bardzo towarzyska. Przytula się i rozdaje buziaki.
A ja sobie szyję caly czas. Ale drugiego bloga nie ogarniam. Co jedynie to wrzucam zdjecia na fb czy insta. Dużo się w tym temacie nauczyłam i mam z tego coraz większą satysfakcję.

9 komentarzy:

  1. No to trzymam kciuki za powrót do pracy! Czym będziesz się zajmować??:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczyć angielskiego :-) wracam, nawet niektóre grupy mam te same co pod koniec ciąży z Klopsem.

      Usuń
    2. Już Cię nawiedziłam. Poza tym, jakoś zapomniałam, że szyjesz. I szukałam po necie osób szyjących. Bo babeczka co miała mi szyć, zrezygnowała ze względów rodzinnych. Ale była jeszcze jedna i mam już poduchę dla Podopiecznego :)))

      Usuń
  2. Trzymam za ciebie kciuki - i za Twój powrót do pracy, i za relacje z niemężem, i za sukces w ogarnianiu nowej rzeczywistości ! Ale swoją drogą - wzięłabym faceta ostro do galopu. W końcu to Wasz dom, Wasze dzieci i Wasze obowiązki - a nie tylko Twoje...Powodzenia i koniecznie relacjonuj, jak już sobie wszystko poukładasz ! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie mocno trzymam kciuki za Twój powrót do pracy, ale i za... zmianę nastawienia. No hej! To nie może być tak, że Ty już teraz wiesz, że dalej wszystko sama będziesz ogarniać. Przecież realia się zmienią. A to jest Wasz dom, Wasze dzieci i Wasze obowiązki- jak świetnie podsumowała Karolina. Niech się facet trochę ogarnie. Czasami nie warto być taką Zosią Samosią- bo ja oczywiście wierzę, że Ty byś to wszystko sama świetnie ogarnęła. Tylko... dlaczego miałabyś to robić sama?!

    Trzymaj się Kochana! Jeszcze raz- powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kciuki za powrót!
    I koniecznie zaangażuj w ogarnianie domu i dzieci, serio!

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia w pracy! Na poczatku pewnie bedziesz z lekka zakrecona, ale napewno szybko zaczniesz ogarniac! ;)

    A z niemezem rzeczywiscie przydalaby sie powazna rozmowa! Ja pracuje na caly etat, nie ma mnie w domu po 9 godzin dziennie (z dojazdami) i nie wyobrazam sobie wszystkiego sama ogarniac. My mamy taki (niepisany) uklad, ze ja sprzatam, a on zazwyczaj gotuje. ;) A od marca wraca prawdopodobnie na II zmiane i z jednej strony smutno, ze nie bedzie go wieczorami, ale z drugiej zacieram raczki... Przez te kilka tygodni jego drugiej zmiany w listopadzie, wracalam do odkurzonego domu, ugotowanego obiadu i pelnej lodowki, bo M. jechal do pracy na 15. Nudzil sie, wiec pytal czy czegos nie trzeba zrobic/ kupic, a ja na to jak na lato... :D

    A zmywarke bardzo polecam! To moj najulubienszy sprzet w domu! ;)

    OdpowiedzUsuń