czwartek, 28 marca 2019

Dla równowagi

Godzina 22.
Śpią już od dłuższego czasu. Najpierw padła średnia, później starszy, w końcu najmłodszy
Piję herbatę i jem czekoladę.
Spodnie całe w plamach od mleka.
W trzeciej już dziś koszulce i skarpetach z pingwinem. Po poranku z siatami zakupów, gotowania krupniczku, przedpoludniu prasowania na zmianę z bujaniem, dwóch pralkach prania, popołudniowej drzemce (dziecia, nie mamy), wojnie o kibelek w domku dla lalek, goraczkowych poszukiwaniach Spidermana, wprowadzeniu bana na tv (serio, przegięcie się zrobiło z mojej niemocy bajki chodziły na okrągło, czas położyć temu kres-choć oni w sumie nawet nie zauważyli różnicy)  Po wieczornych kąpielach, 4fochach trzylatka, Hot dogach na kolację -  robionych jedna ręką bo w drugiej Misiek malutki, płaczący gdy go odlozysz na 3 sekundy. Z rękoma omdlalymi od bujania. W towarzystwie tęsknoty za malutkim uśmiechem. Zmartwiona malutkim katarem. Po godzinie tulenia i dziekowania losowi za to, że w telefonie też można napisać tłumaczenie. Jedną ręką. Lewą.
I to wszystko w układzie sił dorośli - dzieci 1:3.

Dzisiaj.
Dzisiaj było ciężko.
Kocham ich nad życie.

środa, 13 marca 2019

Na tapczanie siedzi leń

Nic nie robi cały dzień,  a przynajmniej takie ma wrażenie. Ale jak się zastanowi to okazuje się,  że nie jest jednak tak źle...

Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno,  że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...

A jednak udało mi się podać normalne śniadanie.  Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się,  ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić.  Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina,  wstawić,  zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć,  że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać...  Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).

A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.

Rano będzie położna,  chyba już ostatni raz.  Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa,  bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.

Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata.  Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?

Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo  (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.

czwartek, 21 lutego 2019

Z nurtem

Trzy tygodnie!  Nie do wiary,  szybko to leci,  za szybko... Noworodzio obserwuje nas coraz intensywniej, wpatrując się w te dwie iskierka biegają ę po domu jak opętane. Pogoda daje w kość najbardziej bo pochmurno i deszczowo,  a jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą... Na szczęście zlapalismy  ostatnio kilka cieplejszych  dni i korzystaliśmy spędzając maximum czasu na dworze. Nawet karmienie na słoneczko zaliczylismy. Przy okazji mogłam podziwiać jak dwa moje dżinksy potrafią bawić się z nowo poznanymi dzieciakami na placu zabaw,  jak pięknie sobie radzą i jak się nawzajem sobą opiekują.
Gorzej jak siedzimy w domu,  wtedy wieczne wojny, kłótnie, przepychanki... Cóż rodzeństwo! Ale kochają się i przytulasy i ciepłe słowa wraz z zgodna zabawa rownowaza a nawet przeważają.
A ja? Może jestem trochę bardziej śpiąca,  nieco częściej sięgam po liptonka o nazwie 'relax',  zdarza mi się wkurzyc na maxa a nawet pożyczyć z bliżej nieokreślonej powodu -  no zdarza się po prostu. Mam poczucie że na prawdę nie jestem ograniczona w żaden sposób,  czuję moc, że mogę wszystko.  Nawet moja mamę o wiele rzadziej proszę o pomoc. I jest posprzątane - bo lubię mieć czysto,  poprane - oj prania są tony,  ugotowane - choć pomysłów wciąż braknie i poszyte - dla maminej równowagi psychicznej.  Nawet książkę przeczytałam po powrocie z młodym że szpitala. Nie chodzę jak kocmoluch chyba że akurat mam na to ochotę. Jest po prostu fajnie.

niedziela, 10 lutego 2019

Baby blues

Miałam pisać o ostatniej wizycie u ginekologa. O tym,  że to goopia baba,  że nie chce mi pobrać wymazu na gbs,  że nie ogarniasz że 37tc trzeba przyjąć za due date.
Miałam też napisać o tym jak w niedzielę w 34tc trafiłam na IP bo coś tam się zaczyna dziać. To znaczy zaczął odchodzić czop. Ale to jeszcze dawało mi 4 tygodnie. Na wizycie wyszło 'rozwarcie na opuszek' co też miało nic nie znaczyć.  Wizyta za dwa tygodnie.

Kto pamięta moje poprzednie porody wie,  że moje dzieci lubią przychodzić na świat z nienacka. I tu było podobnie...  Było zaprowadzinie Klopsa do przedszkola i plany na przedstawienie z okazji dnia babci po.  Były zakupy z Młodą i przyjechał kurier z Ikei.  Było gotowanie obiadu i wizyta w toalecie... A tam krew więc szybka podróż na IP,  zostawienie córki babci, milion papierów,  usg, 1.5 cm rozwarcia.  M przyjeżdża z torba,  ktg...  Wielogodzinne ktg,  z którego nie wynikalo nic niepokojącego. 'tu już natura zadecyduje' Wenflon z przebija żyła (pozdrowienia dla praktykantki). Bez obiadu do wieczora...  Spokój.  Proszę na oddział ogólny,  relanium,  najeść się i wyspać. Sala dość mała,  sąsiadka okazuje się dziewczyna znajomego...  Mama podrzucam mi prowiant bo o kolacji szpitalnej mogę pomarzyć. Jest kolo 22 a ja czuję że się nie najem.  Ze zaczynam być jednym wielkim skurczem.  Boli.  Rozwarcie na 6cm,  biegiem na porodowke.  Humor dopisuje.  Boli coraz bardziej. Koło północy lekarz (ten sam co kazał się wyspać) przebija mi wody.  Prę,  ale główka się cofa. Skurcze są za krótkie.  Oxytocyna.  'wystarczyły trzy krople'  komentuje później położna - anioł która przeprowadziła mnie przez poród,  nie dała zrobić krzywdy. Pękłam,-ale to pęknięcie ona kontrolowala. 'ładniej pani pękła niż była nacieta' mówi lekarz jak mnie szyje. Małego dostaje tylko na chwilkę. Jest w końcu wczesniakiem...  Takim wczesniakiem prawie 3400 i 53cm. Po wszystkim cały szpital prawie pyta czy na pewno miałam regularne cykle. Na szczęście mały nie ma żadnych objawów wczesniactwa. I jest.  Jest już z nami o miesiąc wcześniej,  cały i zdrowy, prawdziwy cycoholik.  I ja się miewam najlepiej ze wszystkich porodów.

Jestem oficjalnie mama trojga. Mam trzy słodkie blond głowy do całowania. I jestem bardzo szczęśliwa.

Ale baby bluesa też mam... Wiecie,  wszelkie gdybania mnie dopadaja... Plus to uczucie,  jak to okreslia przyjaciółka..  Jakby goście przyjechali zbyt wcześnie... Miałam być jeszcze w ciąży. A ta zakończyła się jeszcze szybciej niż poprzednie... Ale blues minie i będą już tylko dobre myśli. Już to przerabialam.  I to dwa razy 😉

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Żółwik

Tak to określiła pani doktor zaczynajac badanie usg w poniedzialkowe przedpoludnie. A ja po raz trzeci musiałam to przełknąć bo - po pierwsze choć oczywiscie najwazniejsze, żeby było zdrowe to jednak mamusia jest za kazdym razem za dziewczynką,  a po drugie dlatego po raz trzeci że Młoda tez w pierwszej wersji miała byc chlopcem. I tak jak poprzednie dwa razy i teraz pół dnia zajęło mi ogarniecie tej informacji. Będzie synek!

Gorzej, że sama wizyta przebiegła. .. hm na odpierdziel? Kurcze nie mam zaufania do mojej lekarki... inna sprawa ze trzecia ciaza inny lekarz bo 'mój' - ten z pierwszej ciąży wyjechał za granice, poprzednia zawiodla na calej linii przy  (a raczej po) porodzie - choc cala ciaze byla spoko, ta jest teraz doac przypadkowa i chyba zawalona robota... do tego strzaszna z niej sluzbistka i chyba tylko cudem mam usg co wizyte bo reszte robi z listą! Papierową listą zalecanych badań i zaleceń do danego tygodnia ciazy zgodbie z jakąś tam ustawą. Ja rozumiem ze sie od 2017 nie wykula na pamiec ale jakos brak mi w tym człowieka... straszny mam niesmak pobtej wizycie i nie wiem czy nie powinnam zmienic...

Tymczasem jesień bardzo letnia wiec korzystamy i spacerujemy sobie popoludniami aż slonce niezacznie sie chowac i nie robi sie chłodniej. Mloda zlapala jakis katar ale ona przechodzi takie infekcje na szczęście dosc lagodnie. Mlody co rano i co wieczor ma sciagane babole odkurzaczem i czasem pokasluje, robimy plukanie nosa  (dziekuje Leśna ❤) i jakos to idzie bez wiekszych komplikacji (tfutfutfu)

....

To bylo juz prawie miesiac temu... w miedzy czasie przetoczyła sie u nas jelitowka w sztafecie (szczescie w nieszczesciu tylko dzici tfutfutfu odpukac)
Nadszedł adwent, robi sie świątecznie - juz wszelkie dekoracje wyjęte i wielkie plany na swiateczne szycie ktore zrealizuje pod warunkiem, że dzidzius mi na to pozwoli. chce w tym roku czesc prezentow zrobic sama zwlaszcza, że tak będzie lzej finansowo a ja, mimo, ze kase mamy wspolna, nie dokladam sie do niej i jakos tak nie umiem... bardzo bym chciala miec swoich zarobionych pare groszy ale tak sie poukladalo, ze niestety jest lipa. Nic musze zacisnac zeby. Po malu robi mi się ciężko fizycznie, a przede mna jeszcze jakies swiateczne porzadki i gotowanie... mam zamiar raz w zyciu wszystko sobie rozpisac i zacząć wczesniej bo jednego dnia nie dam rady 😂

A teraz siedzę w kolejce do doktorki ktora znow ma obsuwe :-/ jak na razie polgodzinna... mam nadzieje, ze chlopcu nic nie odpadło i ze wszystko jest ok. Jestem po tescie obciążenia glukoza, wyniki w normie. Mlody w przedszkolu, mloda u babci a ja czekam.
Milego dnia!

sobota, 20 października 2018

O jesiennych tesknotach i przeczuciach

Jesień ze złotej zmienia się w mglista a mnie ogarnia coroczna tęsknota. .. tak na mnie dziala ta pora roku, chyba to jak pachnie świat, że mam ochotę na chwilę wrocic do miejsca gdzie jesien byla wyjatkowo urokliwa. Otóż poobronieniu licencjata pojechalam z przyjaciolka na roczna podyplomowke na uczelnie pod Londynem. Uniwerek miescil sie w pieknym stsrym miasteczku, a nasz akademik na campusie na szczycie wzgórza,  chyba najwyzszego w okolicy. Miasteczko bylo małe i wszędzie było blisko. Jesień zaczęła sie krótko po naszym przyjeździe i to na te pore roku przypadlo nam odkrywanie miasteczka. Spacery po lokalnym high street, wedrowki po parku u podnoza ruin zamku, gdzie kazda ławeczka miała dedykację wygrawerowana na malej tabliczce, droga do 'centrum'wiodaca przez uroczy mostek... magiczne wspomnienia, uwielbiam do nich wracać... wisienka na torcie była impreza halloweenowa z prawdziwego zdarzenia ktora odbyla sie w 'naszej ' kuchni a wszyscy przybyli poprzebierani (byl np drakula i john lennon). Chyba dlatego tak lubię to święto.

Oprócz tych wspomnień teskno mi tez na naszymi gorami, które zawsze odwiedzalismy jesienia. I jak tu nie poddac sie melancholii?

Tymczasem rosne sobie i raczej w zadne góry sie nie wybiorę, dzieki, nasze 4te piętro mi wystarczy.

Znów zaliczyliśmy tydzień wagarow od przedszkola bo mlody ma mocny katar i musze mu co i rusz oczyszczać nos katarkiem. Zdaje sie że pada mu na zatoki, albo ma taka budowe nosa, że ciezko mu sie wysmarkac mimo szczerych checi. Odpukac na katarze sie skonczylo i w przyszlym tygodniu moze wrocic do przedszkola. Młoda tez zlapala od brata katar jak zwykle rowno po 3 dniach. Zdaje sie jednak ze jej odporność wzrasta bo póki co odpukac ma tylko lekki katar.
Nadal nie wiem kto mieszka pod moim sercem ale syn mój twierdzi uparcie, że siostrzyczka. Raz mówi, że dlatego, że on chce ja przytulać i dawać buziaki, a dwa wróży to -uwaga!- z ksztaltu brzucha. Nie jestesmy przesadni i tylko wiem,  ze ludzie tak wroza ale sami nie powtarzamy takich zabobonow wiec musiał to sam wymyślić 😂 zobaczymy jaki z niego wrozbita...

A jutro czeka nas spacerek zeby postawic x.


sobota, 6 października 2018

Półmetek

W ostatnim czasie dzieje sie duzo szyje sie mnóstwo a czasu na pisanie brakuje... a tu po cichu razem ze zlota polska jesienia przyszedl polmetek ciazy! Nie do wiary, mam wrazenie ze dopiero co wczoraj robilam test.

Tymczasem maluszek daje o sobie wyraznie znac, ma swoje godziny urzędowania - zwlaszcza ta wieczorna gdy rodzenstwo zasnie. Brzuszek jest juz zdecydowanie widoczny, nikt nie pomysli ze 'cos przytylam'. Zdaje sie jednak, ze ja cala rosne mniej niz w drugiej ciazy bo dzinsy leca z tylka i musze cos dokupic... pierwsza ciąża na tym etapie byla już wiosna i wystarczylo wskoczyc w sukienkę... a i sam brzusio byl wtedy o wiele mniejszy.

Jeszcze nie wiadomo kto tam mieszka, wizyta dopiero za tydzien, moze wtedy się pokaże.

Tydzień upłynął miło i dość intensywnie. Udało sie pospotykac ze znajomymi i poplotkowac. Udało sie uszyc dres, kostiom dyni, mini czapeczke i zestaw czapka plus chusta a tydzien sie jeszcze nie skonczyl 😜. Udalo sie pojechac nad jezioro i na dzialke, poszlajac po parku i zaliczyc zakupy (buty jesienne dla potomstwa), a jutro planujemy wyjazd do lasu na grzyby. (W zwiazku z tym chyba zrobie mlodemu w poniedziałek wagary zeby odespal rano, a my razem z nim).

Trochę brakuje mi pracy, bycia z doroslymi i nieco powazniejszych tematow (choc co wieczor mam mini kurs anatomii 'mamo pokaz mi jak wyglada mozg a jak wyglada oko a jak dzialaja pluca a jakie kosci są w szyi...'). Co prawda probowalam umowic sie na kawe z psiapsiola ale usłyszałam, ze nie ma czasu i wychodzi na to ze przeze mnie bo ma tyle godzin... nie znalazla nikogo kto by robil na takich warunkach jak ja bylam i troche mi się to zgaga odbija... coz moze kto inny da sie namowic na godzinke bez dzieci.

Udanej niedzieli i nadchodzacego tygodnia bo mają byc piękne. Jak rusze drugiego bloga dam znać. Tymczasem mam do uszycia mini bluze i tipi.