Myśli i pomysły plączą się po mojej głowie, czas zebrać to do kupy, bo boję się, że uciekną
TRIGGER
Czyli coś, co sprawiło że się ruszyło. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tym czymś jest basen. Chodzimy sobie na zajęcia raz w tygodniu i byliśmy na razie raptem dwa razy, z czego jeden nieco popsuty bólem dziąseł, ale... Już po pierwszym razie zdaje mi się, że Klopsik jakoś bardziej się kręci po podłodze. Kula się to w prawo, to w lewo, tylko wrócić z brzucha na plecki nie lubi. Próbuje za to pełzać. Zmiana jest wyraźna.
ECLIPSE
To o mnie. Nie wiem, czy to jakaś burza hormonów, czy opóźniony baby blues? Po 7 miesiącach - może? W końcu Klopsik nie daje w kość jak przeciętny bobas, noce przespane od początku (może raz w miesiącu zdarza mu się jakaś nocna impreza), nie płacze o byle co, rzadko marudzi, więc moja cierpliwość nie jest nie wiem jak wystawiana na próbę.
A jednak kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że mnie zaćmiło. Przestałam gadać do niego tyle, co wcześniej, nie opowiadałam co robimy, co będziemy robić. Odkładałam na bujaczek tak o - jakby nie mógł pobawić się na dywanie, najlepiej z odrobiną choć mojej interakcji. Działałam jak maszynka. Jakiś marazm mnie ogarnął, jakaś niezdrowa rutyna? Na całe szczęście zauważyłam, że coś jest nie tak. Że Klopsik jakby mniej pewny siebie, bardziej smęci, i to nie lęk separacyjny. Staramy się wrócić do stanu sprzed zaćmienia.
TORN
To znowu o mnie. No bo jak inaczej nazwać to, że cieszę się z lekcji, którą czasem poprowadzę, z tłumaczenia, które czasem wpadnie, a z drugiej strony przeraża mnie myśl o tym, że na jesieni trzeba będzie iść i pracować? Jak inaczej nazwać to, że czuje potrzebę wyjścia bez dziecka - już, teraz, natychmiast. - a jednocześnie gdy wyjdę sama do biedry -po raz pierwszy od hohoho - myślę tylko czy dają sobie z Tatą radę? Że jestem zła na Tatę Klopsika, że za mało mi pomaga, jednocześnie nie mogąc się pozbyć postawy 'chcesz, żeby coś było zrobione dobrze - zrób to sama!'?
Czuję się rozdarta i nie mam pojęcia, w którą stronę pójść... Czy w ogóle mam jakiś wybór?
LUCKY NO. SEVEN
To już o Klopsiku. Siedem miesięcy skończone. Tak jakby nagle urósł... Przenieśliśmy się do spacerówki, zaraz wyrośnie z fotelika samochodowego... Jak się go posadzi to siedzi wyprostowany i prawie się nie obala. Umie przejść płynnie z siedzenia do leżenia na brzuszku. Nie pełza jeszcze, motoryka duża rozwija się pomalutku. Ale motoryka mała! Mamusia jest bardzo dumna, że Klopsik sam pije z butelki, potrafi na siedząco opróżnić ją do dna bez niczyjej pomocy. Pije sam z niekapka 360', łyżeczką trafia do buzi, zjada biszkopta (upieczonego przeze mnie!) czy chrupki. Ząbków nadal brak - a dziąsła swędzą. Obraca piłeczkę w dwóch paluszkach i przekłada z ręki do ręki. I kocha książki. Co rano sprawdza, co słychać u Puchatka
I na zakończenie pytanie - dlaczego na koniec imprezy u Hefalumpa, gdy wraca mama, goście pakują się do pudełka?