sobota, 20 października 2018

O jesiennych tesknotach i przeczuciach

Jesień ze złotej zmienia się w mglista a mnie ogarnia coroczna tęsknota. .. tak na mnie dziala ta pora roku, chyba to jak pachnie świat, że mam ochotę na chwilę wrocic do miejsca gdzie jesien byla wyjatkowo urokliwa. Otóż poobronieniu licencjata pojechalam z przyjaciolka na roczna podyplomowke na uczelnie pod Londynem. Uniwerek miescil sie w pieknym stsrym miasteczku, a nasz akademik na campusie na szczycie wzgórza,  chyba najwyzszego w okolicy. Miasteczko bylo małe i wszędzie było blisko. Jesień zaczęła sie krótko po naszym przyjeździe i to na te pore roku przypadlo nam odkrywanie miasteczka. Spacery po lokalnym high street, wedrowki po parku u podnoza ruin zamku, gdzie kazda ławeczka miała dedykację wygrawerowana na malej tabliczce, droga do 'centrum'wiodaca przez uroczy mostek... magiczne wspomnienia, uwielbiam do nich wracać... wisienka na torcie była impreza halloweenowa z prawdziwego zdarzenia ktora odbyla sie w 'naszej ' kuchni a wszyscy przybyli poprzebierani (byl np drakula i john lennon). Chyba dlatego tak lubię to święto.

Oprócz tych wspomnień teskno mi tez na naszymi gorami, które zawsze odwiedzalismy jesienia. I jak tu nie poddac sie melancholii?

Tymczasem rosne sobie i raczej w zadne góry sie nie wybiorę, dzieki, nasze 4te piętro mi wystarczy.

Znów zaliczyliśmy tydzień wagarow od przedszkola bo mlody ma mocny katar i musze mu co i rusz oczyszczać nos katarkiem. Zdaje sie że pada mu na zatoki, albo ma taka budowe nosa, że ciezko mu sie wysmarkac mimo szczerych checi. Odpukac na katarze sie skonczylo i w przyszlym tygodniu moze wrocic do przedszkola. Młoda tez zlapala od brata katar jak zwykle rowno po 3 dniach. Zdaje sie jednak ze jej odporność wzrasta bo póki co odpukac ma tylko lekki katar.
Nadal nie wiem kto mieszka pod moim sercem ale syn mój twierdzi uparcie, że siostrzyczka. Raz mówi, że dlatego, że on chce ja przytulać i dawać buziaki, a dwa wróży to -uwaga!- z ksztaltu brzucha. Nie jestesmy przesadni i tylko wiem,  ze ludzie tak wroza ale sami nie powtarzamy takich zabobonow wiec musiał to sam wymyślić 😂 zobaczymy jaki z niego wrozbita...

A jutro czeka nas spacerek zeby postawic x.


sobota, 6 października 2018

Półmetek

W ostatnim czasie dzieje sie duzo szyje sie mnóstwo a czasu na pisanie brakuje... a tu po cichu razem ze zlota polska jesienia przyszedl polmetek ciazy! Nie do wiary, mam wrazenie ze dopiero co wczoraj robilam test.

Tymczasem maluszek daje o sobie wyraznie znac, ma swoje godziny urzędowania - zwlaszcza ta wieczorna gdy rodzenstwo zasnie. Brzuszek jest juz zdecydowanie widoczny, nikt nie pomysli ze 'cos przytylam'. Zdaje sie jednak, ze ja cala rosne mniej niz w drugiej ciazy bo dzinsy leca z tylka i musze cos dokupic... pierwsza ciąża na tym etapie byla już wiosna i wystarczylo wskoczyc w sukienkę... a i sam brzusio byl wtedy o wiele mniejszy.

Jeszcze nie wiadomo kto tam mieszka, wizyta dopiero za tydzien, moze wtedy się pokaże.

Tydzień upłynął miło i dość intensywnie. Udało sie pospotykac ze znajomymi i poplotkowac. Udało sie uszyc dres, kostiom dyni, mini czapeczke i zestaw czapka plus chusta a tydzien sie jeszcze nie skonczyl 😜. Udalo sie pojechac nad jezioro i na dzialke, poszlajac po parku i zaliczyc zakupy (buty jesienne dla potomstwa), a jutro planujemy wyjazd do lasu na grzyby. (W zwiazku z tym chyba zrobie mlodemu w poniedziałek wagary zeby odespal rano, a my razem z nim).

Trochę brakuje mi pracy, bycia z doroslymi i nieco powazniejszych tematow (choc co wieczor mam mini kurs anatomii 'mamo pokaz mi jak wyglada mozg a jak wyglada oko a jak dzialaja pluca a jakie kosci są w szyi...'). Co prawda probowalam umowic sie na kawe z psiapsiola ale usłyszałam, ze nie ma czasu i wychodzi na to ze przeze mnie bo ma tyle godzin... nie znalazla nikogo kto by robil na takich warunkach jak ja bylam i troche mi się to zgaga odbija... coz moze kto inny da sie namowic na godzinke bez dzieci.

Udanej niedzieli i nadchodzacego tygodnia bo mają byc piękne. Jak rusze drugiego bloga dam znać. Tymczasem mam do uszycia mini bluze i tipi.

środa, 19 września 2018

Pukpuk

Hmmm jak myślicie czy to mozliwe? 16t6d a ja chyba czuję wiercipiete malego? Małą? Jak wariuje na wieczór ❤

Coraz czesciej rozważam przeprowadzke bloga. Zostawic to miejsce na wszelkie zyciowe rozterki, bardziej pamietnikowe, a gdzie indziej prowadzic dziennik. Gdzie pokaze Wam troche siebie (tzw stara gwardia i tak mnie zna ;-)), opowiadac więcej o zyciu o szyciu... myślę o tym intensywnie. Zwłaszcza ze jest takie miejsce do odchwaszczenia... moze teraz wystarczy mi motywacji i sił?

Tymczasem przedszkolak wrocil po 2 tyg choroby, a mlodsza wciąż prosi by ja 'nasypac' czyli zapisac do pkola. Wiec przy najbliższej wizycie w sekretariacie bede gadac z dyrektorka czy sa szanse dla niej. Nie ukrywam ze byloby mi łatwiej ;-) a i ona gotowa cholera taka hop do przodu ze szok. I mowi ze pojdzie bez mamusi 😢
A mama roku kladac dzieci spac (w sumie syna bo mloda zjechala sama) zdala sobie sprawe ze wszystkie portki mlody ma brudne. Wiec uszylam mu. Na szybko 'baggy'. Jestem ciekawa jak bedzie wygladal bo nie do konca jestem przekonana do tego fasonu z krokiem w kolanach ale to najszybsze spodnie do uszycia. Zobaczymy.

niedziela, 2 września 2018

Już wrzesień

A dopiero co był maj! Piekne lato mielismy tego roku. Pogoda nas rozpieszczala i choc samopoczucie nie raz czolgalo sie po podlodze udalo nam sie chyba wycisnac z niego ile sie da.
Ostatni tydzien lata korzystalismy wiec z tego, że upały odpuscily i że to już był 13 tydzień! Odwiedzilismy stare zoo i park solacki, gdzie duuuuzym bonusem do obu wycieczek byla podróż autobusem hehe. zaliczylismy tez zakupy przed przedszkolem - buty, kapcie, parę ciuszkow do znoszenia z pepco, glownie dla mlodego choc i mlodej cos sie skaplo. Spotkałam sie tez w koncu na kawę z przyjaciolka a nasze dzieciaki sie pobawily.

A jutro? Przedszkole! Nie powiem trochę sie cieszę,  mam pare spraw do nadgonienia w domu i wiem,  że tylko z młodszą lepiej to ogarne. Wszak z jednym dzieckiem to jak bez dzieci ;-) szkoda tylko ze delikwentka zasmarkana po pas... zobaczymy czy brat tez nie padnie w tej walce...

Nie zapisywalismy mlodej do przedszkola, bo mowilismy że to za szybko, ma dopiero 2.5 roku i w ogole. A tu niespodzianka. Ksiezniczka rzuciła pieluchy, nawet nocki sa nie raz suche, a do tego jest przekonana, ze ona idzie. Na wiesc ze trzeba ja najpierw zapisac i musi sie dostac mowi 'to mama nasypiesz mnie?' (Tak mowi 😂). Zobaczymy, jak jej nie przejdzie to usetalilismy ze wpisze ja na liste rezerwową a nóż widelec sie uda jej dostac jeszcze w tym roku szkolnym...

Tymczasem musze sie wyspac bo jutro musze wstac z budzikiem! Pocieszam sie, ze nie ja jedna ;-) udanego roku szkolnego 2018/2019! Ja w tym roku nie uczę...

sobota, 25 sierpnia 2018

Tego chciałam

Oj tak. Gdzieś tam oczami wyobraźni majaczyla trójka dzieci. Jak z większością decyzji podjęłam je dawno temu i nie zastanawialam sie nad realizacja... pojscie do lo, studia, studia w uk, praca. To wszystko po prostu następowało jedbo po drugim, rzadko pojawialy sie komplikacje. Do czasu oczywiscie. Okazalo sie ze z dziećmi nie jest tak latwo. Przynajmniej nie u nas. I tak miesiąc za miesiącem coraz bardziej obawialam sie czy to sie w ogóle uda... zwłaszcza po dwóch ciazach biochemicznych po ktorych trzeba bylo na nowo regulowac cykl lekami... aż wreszcie się udało! I bałam sie całą ciążę. I długo sie nie zastanawialiśmy nad tym żeby postarać sie o drugie. Zwłaszcza, że zawsze smialam się, że najchetniej urodzilabym blizniaki żeby miec od razu dwójkę. Udało sie szybciej niz się spodziewałam. I zaczęło od plamienia. Znów w strachu przeżyłam tą ciążę nie umiejac do konca sie nia cieszyć. Gdy urodzila sie mloda obiecalam sobie trzecią ciążą cieszyc się od pierwszych dni. Chwalic na prawo i lewo paradowac z brzuchem po mieście. Myślałam, że zrobimy to teoche później ale gdy mysli pt 'jacy oni już duzi i samodzielni' zaczęły pojawiac sie w naszych głowach przestaliśmy uważać. No i po paru miesiącach się udało.

Co czułam robiąc test? Strach. Strach i nie mówiliśmy o ciąży do wizyty u lekarza. Wiedziala jedna moja przyjaciółka. Po wizycie niewiele sie zmieniło. Powiedziałam Wam. Tyle. Zanim powiedzialam mamie wrocilismy z wakacji. Stwierdzilam, że zaraz bedzie widać. Czas mówić. Ale M nadal nie powiedzial swojej rodzinie a ja nie spieszę się z rozpowiadaniem wszystkich bo nadal się boję. A najbardziej balam się prenatalnych. No bo ile czlowiek może miec szczęścia w życiu?  Mamy dwoje zdrowych dzieci. Więc nadal sie boję.

Ale czy to znaczy, ze sie nie cieszę?  Ależ skąd!  Glaszcze ten nieco wystajacy brzuch, gadam do niego,  snuje plany, wymyslam imiona, zastanawiam się nad płcią i - a jak - co by tu mu uszyć  (Anula te bambusowe kocyki Klary sa tak sliczne, że spedzaja mi sen z powiek! A na ksiezyc juz mam wyjety materiał :-)). Cieszę się jak cholera, choc wiem, że będzie nam ciasno, że będę krytykowana. I jedyne, czego żałuję,  to tego, że (cytujac za Klapouchym) nie każdy z nas może i wiele zWas też nie może i w tym caly sęk. ..

Dziewczyny jestescie mi blizsze niz wiele osob ktore powinny byc mi bliskie i wiedzcie, że o was mysle a piezac to sie poryczalam wiec kończę i klikam 'opublikuj' zanim to przemysle.

piątek, 17 sierpnia 2018

Lato lato

Wiecie, ja naprawdę lubie jak jest gorąco i calkiem niezle znoszę upały ale to co się ostatnio dzieje to na prawdę lekka przesada... na szczęście mamy możliwość korzystac z pogody i się nie rozpłynąć. Kiedy byłam mała w parku blisko naszego domu otworzyli plywalnie letnią. Bylismy tam niemal codziennie i korzystaliśmy z ochlody choć z kazdym rokiem basemy splycali iwszystko bylo w coraz gorszym stanie. W końcu ze 3-4 lata temu wszystko zamknęli i powiedzieli, że już nie otworzą. Na szczęście mieszkańcy się nie dali i w tym roku w ciagu doslownie kilku miesięcy wszystko gruntownie wyremontowano i otwarto w lipcu. I mamy sie gdzie schłodzić, a jak na przyszly rok poloza nowa trawkę to juz w ohole bedzie wypas.

A juz dwa tygodnie mijaja jak wyjechalismy na nasze nadmorskie wakacje. Mial byc Rewal, wyladowalismy w koncu w Pogorzelicy i bardzo sie z tego cieszymy. Mieszkaliy w osrodku wczasowym w ktorym w zyciu bysmy nie zarezerwowali noclegu na odległość a okazal sie bardzo czystym, przestronnym i pelnym atrakcji miejscem. Ognisko na codzien, dwa razy 'dyskoteka', a na codzien cicha muzyka i wlaczone swiatelka - dzieci zachwycone, do tego duzo miejsca zeby usiasc i napic sie piwka na miejscu hehe to cos dla taty. Wiadomo, jeszcze plac zabaw, boisko a na dodatek w razie niepogody mala sala zabaw bilard pingpong czy pilkarzyki. Moze nie sa to atrakcje z najwyzszej polki ale po tym jak ostatnie lata spedzalismy cisnac sie w mini pokojach nowoczesnych domow wczasowych czy domkach poupychanych jeden na drugim ten osrodek rodem z prl-u wydal nam sie mega. mieszkaliśmy w lesie 100m od plaży i nikt nie patrzyl nam w okna. No i pogoda jak marzenie, parasol rozbijalismy tuż przy wodzie i prawie cale dnie spędzaliśmy na plaży. Sama miejscowosc malutka ale doNiechorza mielismy tak samo daleko jak do 'centrum' i moglismy sobie wędrować. Ani razu nie pojechalismy nigdzie autem :-)...

... właściwie już trzy tygodnie 😂 powiem tylko, że jestem po prenatalnych i wszystko jest w porzadku. I że nienawidze pobierania krwi bo pozniej mdleje. Wkraczamy w drugivtrymeatr i znow mi sie chce szyć, a nie uszylam nic od ponad miesiąca.

sobota, 21 lipca 2018

Wszystkiego po trochu

Po cudownym czwartku przyszedl niestety kiepski piatek i tragiczny weekend.

Najwyrazniej sie przegrzalam. O tyle o ile w piatek poslalam dzieci na spacer z babcia a sama sprzatalam chalupe wiec nie wychodzilam z domu o tyle w nocy przyszedl okrotny bol glowy i dreszcze. A w sobote kumpela z pracy brala ślub! I trzeba bylo byc! Przynajmniej tak sobie ubzduralam. .. po czym uciekalam z dusznego kosciola tuz po przysiedze. Na szczescie A dotrzymala mi towarzystwa i upilnowala zebym gdzies tam po drodze nie padla. Malo tego bylysmy na wieczor umowione na nasze tradycyjne coroczne spotkanko jeszcze z P. - razem studiowalysmy i po moim i A powrocie z uk co roku spotykamy sie by zakonczyc rok szkolny (czyli juz hoho lat i troche). W tym roku spotkanie bylo nieco opoznione w czasie, troche celowo je przelozylam zeby widziec jaka bombe mam do spuszczenia podczas spotkania. O bombie za chwilę. Jakos spotkanko przezylam choc gospodynia bylam tragiczna... na szczescie przy nich nie musze byc perfekcyjna.
Nastepnego dnia nie bylo mi nic lepiej... sok pomidorowy pomagal ale slabo... pojechalam z dzieciakami do A zeby pobawili sie z jej chłopakami. Na szczęście przytomna A z pomocą dr google upewnila sie ze to slonce i skoczyla migiem po dopowiednie dla mnie elektrolity. Pani w aptece dodatkowo poinformowala ze moze mi to się powtarzac i faktycznie wczoraj wyszlam na trochę na slonce i znow bylam nie do zycia cale popoludnie. Dzis na szczescie juz ok.

No i musze unikac słońca. Ciezkie to wyzwanie ale muszę. I tak jestem jak tamagochi 'tylko pij jesc spaaaac'. A mialam zmieniac prace. I nie zmienie. Po prostu zostane w domu. Przeturlam sie przez lato jesien zime i jakos w lutym ktos bedzie mial brata i siostre a ktos albo dwoch braci albo dwie siostry. Jestem przerazona, troche nie ogarniam i zloszcze się na siebie bo chcialam tego ale tak zle sie czuje ze troche przeklinam... jeszcze nikt nie wie oprocz A i P. Ale Wam mówię  (pisze) no bo gdzie mam pierwsze atrakcje spisac jak nie tu??? Obecnie to dopiero 8tydzien wiec trochę sie boje wszystkim mowic... no cóż choc obiecalam sobie 3 ciaza sie cieszyc od poczatku ale boje sie i tak...
A w domu odpieluchowanie Mlodej. Jaja sa jak nic bo wyobrazcie sobie ze ksiezniczka jak ma pieluche to ladnie wola, wieczorem wola, rano jak sie obudzi wola, a jak ma majty to leje w nie jak sie da. taki ewenement nam sie trafil.
Dzis caly dzien na dzialce, chowalam sie w cieniu w moim plazowym sombrero i  moczylam w zimnej wodzie naszego mini basenu w ktorym mlodziez szaleje jak male delfinki.
A za tydzien jedziemy nad morze i jak nigdy modle się zeby nie bylo za cieplo...