czwartek, 27 sierpnia 2015

Dylematy na początek

Pomału staram się wyjść z szoku. Pomału staram się ogarnąć nową rzeczywistość.
Nie tylko ja, zresztą. Tata Klopsika jest w jeszcze większym szoku. Chyba liczył, że i tym razem to trochę potrwa i nie przewidywał, że się uda wcześniej niż... Za dwa lata pewnie. Cóż, życie lubi zaskakiwać i wiem, że jak już (w końcu)  ochłonie, to uzna, że to miłe zaskoczenie ;-)

Pomału zaczynam się zastanawiać, jak to będzie. Na początek:

Jak ja ogarnę spacery z dwójką mieszkając na tym naszym czwartym piętrze?
Zwłaszcza jeśli będę rodzić przez cc?
Jaki mam w ogóle wybór jeśli chodzi o poród? I czego chcę?
Czy będzie nam potrzebny nowy wózek? Czy wystarczy ta taka platforma do stania dla Klopsa?
Chusta czy nosidełko?
Czy nowe łóżeczko zmieści się w pokoju? (to akurat mały problem, ale też jest do przemyślenia. Jakie łóżko kupić Klopsikowi?)
Czy Klopsik zyska czy straci na byciu starszym bratem?
Jak to będzie z karmieniem Klopsika?
Jaki będzie nowy dzidziuś? Taki jak Klops?  czy zupełnie inny? Czy dam radę, jak trafi nam się high need baby?

To tylko kilka pytań kołaczących mi w głowie... Jak widać są większej i mniejszej wagi...

Nic tylko cytować klasyka 'co to będzie? '.
Jedno wiem. Będzie wielkie szczęście. Tylko niech będzie dobrze.
Bo przestałam plamić, ale nie przestałam się martwić. I jeszcze boje się cieszyć, cholera. I boje się chwalić. Prawie nikt jeszcze nie wie. Ani moja mama, ani tym bardziej teściowa. Tylko trzy moje psiapsióły. No i Wy.

środa, 19 sierpnia 2015

Mijają dni, tygodnie... Czyli niesamowita dwunastka!

Rok temu, w dramatycznych okolicznościach, bladym świtem, w wielkim deszczu, przyszedł na świat mój malutki Klopsik. Był bezbronną kruszyną, a dziś?
- mówi do mnie mama :-)
- przesyła całusy
- pokazuje gdzie mama ma nos i oko
- wstaje bez podtrzymania i bardzo się z tego cieszy
- rozumie 'daj ' i 'masz'
- sam się położy - a miał z tym problem
- zakręci butelkę
- 'sprząta' klocki
- nie chce iść do nikogo poza mamą i tatą
- nadal robi aferę przy przewijaniu
- zrobił się jeszcze większą gadułą
- potrafi się buntować. I to jak...
- uwielba dzieci, psy, wypatrzy każdy samolot na niebie
- z powodu upałów nauczył się sam zasypiać (jak trzeba)
- z powodu odrzucenia mamy od zupek zaczyna jeść to co my (przed mocnym doprawieniem i nie smażone)
- akcja miesiąca : jedzenie porzeczek prosto z krzaczka :-)

Dzień po urodzinach odbyła się impreza. 24 osoby, działka. Udało się bez ofiar, choć nie bez kopa w tył (zadanego na drugi dzień, bez komentarza). Było tak duszno, że to cud, że daliśmy radę. Basen ratował temat dla dzieciaków (i mnie ;-)). Klops zachwycony - najważniejsze. Wybrał monetę. Tort był z pieskiem. Truskawkowy, mniam. Po wszystkim Klopsik spał do 8.30, z mamą w dużym łóżku.

Teraz mamy misję 'zakup pierwszych butów'. Jakieś polecacie?


wtorek, 11 sierpnia 2015

Uff...spieszę donieść

6t5d
7,7 mm
Luteina 100 2x dziennie
L4

Dziękuję za wszystkie kciuki!
Teraz mogę w miarę spokojnie czekać do 12tc i zastanawiać, jak ja to wszystko ogarnę :-)

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wakacyjna telenowela

Będzie w odcinkach.

PODRÓŻ 

Ciasno, choć auto spore. Masa bagażu, w tym fura żarcia. Nadzieja na to, że w drodze powrotnej będzie luzniej, bo w 4, nie 5 i żarcia nie będzie, więc bagaż zmieści się w bagażniku.
Zapomnij. Bagaż urósł
Nie wiem jak towarzystwo z drugiego auta wróciłoby gdyby nie my.
Grunt, że Klops zniósł to dzielnie
Nawet korki. I wahadła. Najgorsza była końcówka powrotu. Kiedy to mama prowadziła, a tata miał moment, że nie ogarniał.

WYMARZONA LOKALIZACJA 

Plan był. Że Klops wykąpany będzie drzemał w wózku wieczorem na plaży. Wieczorne spacery to przecież kwintesencja wakacji. A guzik.
Pierwsza podróż na plażę. 'raz dwa lasem'. Idziemy. I idziemy. Czuję się jak osioł ze Shreka. Daleko jeszcze?  'spacerek' trwał około godziny. Na szczęście można było też iść chodnikiem. Nadal, wyprawa dla nas z Klopsem i teściowej - po sześćdziesiątce z nadwagą i nadciśnieniem... Jeździliśmy samochodem.

GOŚCIE

Wieczorem tego dnia, co my zajechaliśmy, dojechali do nas znajomi (moi i taty Klopsa). Do następnego dnia wieczorem. Plan na ten wspólny dzień - śniadanie, plaża, lody - gofry, plaża, obiad i pojadą.
No i akurat tego dnia udało nam się wybrać w miarę wcześnie (tak,11 uznaję za wcześnie). No i właśnie tego dnia teściowa koniecznie musiała zjeść obiad o 12. Choć nikt nie był głodny. Znajomi poszli na plażę. Mieliśmy do nich dojść, ale siostra taty k.  poszła do innego zejścia i trzeba było znajomych ściągać tam, gdzie ona siadła. A teściowa wolała zostać na ławce przy zejściu niż z nami, przez co nie mogliśmy wszyscy razem posiedzieć, bo trza było jej towarzyszyć. No i, choć wiedziała że chcemy posiedzieć,  bo ostatni dzień wakacji znajomych, to zarządziła wczesny powrót. Tu na szczęście ukochany zgodził się ze mną, że zostajemy ze znajomymi. Tyle w temacie gościnności.

O RETY 

Kotlety. Przywiezione zamrożone i podane usmażone po czterech dniach powolnego rozmrażania w lodówce. Ja podziękowałam. Cud, że nikomu nic się nie stało. I że nie zostałam zmuszona do jedzenia. Jak to było z lodami. Takimi, za którymi akurat nie przepadam. Cóż...

O MOJEJ ANATOMII 

Jakby ktoś miał wątpliwości, moje piersi,  a raczej 'cyc', jest: stary, zwiędły, obwisły i jałowy. Się nasłuchałam. A gdy próbowano podać dziecku coś 'zamiast' na kolacje, to zjadł łyżeczkę i ją ulał. That's my boy!

TEŚCIOWA 

(jedyny odcinek tej telenoweli, którego nie można było obrócić w żart)
Rozmowy między mną a ukochanym nie zawsze są słodkie i miłe. Wszystkie to znamy, prawda?
Sytuacja 1:
Klops zrobił dwójkę na plaży, trzeba go przewinąć, drugi dzień więc ani wprawy, ani organizacji. Ukochany daje mi dziecko, trzyma do zdjęcia pieluszki, po czym czmycha do mamusi (przypomnę, która siedzi samotnie na ławce). Wołam, żeby wrócił. Raz. Drugi. Wysyłam jego brata. Gdy w końcu przyszedł z łaską, już mocno poirytowana mówię, co myślę na ten temat. Po chwili jest normalnie.
Sytuacja 2:
Śniadanie dla Klopsa. Kanapki z serkiem. Z bułki. Pierwszy raz. Więc tłumaczenie ukochanemu jak to zrobić nie jest łatwe. Bo za dużo skórki nie może być, ani za grubo serka, bo jak on to zje? No i nie może jeść tego sam bo ufajda cały świat. Emocje rosną, pyszczymy na siebie. Po chwili Klops je, jest normalnie.

Takie trochę włoskie małżeństwo z nas, małe burze.

Sytuacja 3:
Mijam wjazd na parking.
U: nie rozumiem, co ty robisz?  hamulec i wsteczny (ton pana i władcy)
Ja: (staram się spokojnie, ale stanowczo, teściowa na siedzeniu obok) jak ty będziesz jechał to tak zrobisz, ja tu nawrócę i wyjdzie na to samo.

I po tej sytuacji, ukochany wysiadł zapłacić, teściowa:
Nie podoba mi się, jak go traktujesz. Ciągle na niego krzyczysz. Myślałam, że to (?) będzie inaczej. On by dla was zrobił wszystko. Źle go traktujesz, źle. Przepraszam, że ci to mówię, ale nie podoba mi się to.

Wtf?

Nie przyjmuje krytyki od osoby, która... No cóż nie będę wywlekać brudów, ale niech spojrzy na siebie, jak wyglądało jej małżeństwo, jakiea ma metody wychowawcze, podejście do żywienia, roszczenia i jak dba o siebie. Jak będzie idealna to niech zadzwoni. ( nigdy nie dzwoni).

Wraca u. Jest normalnie.

WYCIECZKA SZKOLNA 

Znacie to uczucie z wycieczek szkolnych, że nie wiecie po co jesteście w muzeum czy na przeprawie promowej w ulewę (osobiste wspomnienia ze Świnoujścia) i czekacie tylko, aż się skończy i będziecie mieć czas wolny na zakupy?  ja tak miałam niemal codziennie. Pomijam to, że Klops wstawał o 6, a z domku wychodziliśmy po 12. Jeździliśmy do miasteczka obok na: lody, na które nikt nie miał ochoty, latarnie morską na którą były za duże kolejki, po ryby, na które nie czekaliśmy jednak. A na plażę docieralismy kolo 14-15, bo tu nie, i tu też nie. A o 16 oburzenie, że Klops musi dostać obiad. Organizacja na poziomie -10.

ZNACZYMY TEREN 

Byliśmy gośćmi siostry ukochanego i jej faceta. Dla nas był ich domek, oni dobrali sobie mniejszy. Ale wszędzie u nas były ich rzeczy. I nie mówię o szafie czy lodówce, nie. Każdy wieszak w łazience obwieszony ciuchami (nie noszonymi na codzień), każdy wolny kąt,  a my? Na walizkach upchanych w jednym miejscu (na 5 osób!). Płaciliśmy za domek normalnie. Znaj swe miejsce w szeregu.


Możecie mi teraz nie wierzyć, ale ja na prawdę się świetnie bawiłam! Klops pokochał plażę, wodę. Powiedział do mnie prawdziwe 'mama'. Dla niego to był raj, więc i dla nas. Na koniec:

ZNAK...?

Obiad, dzień wyjazdu, miła knajpka, smaczne jedzenie. Syn siostry ukochanego zajada na przeciwko mnie i mówi tak:
- chyba będę miał jeszcze jednego kuzyna
Teściowa : jak to?
- no od cioci (wskazuje na mnie)
Ja: tak się objadłam?
- nie...
- to skąd ten pomysł?
Wzruszył ramionami i się uśmiechnął. Ma niecałe 6 lat.

Gratuluję wytrwałym ;-) jutro d-day...

czwartek, 6 sierpnia 2015

Nie dane mi było wyluzować na wakacjach...

Dziewczyny!
Wasze domysły na temat poprzedniego wpisu są słuszne. Ale, jak wiecie równie dobrze jak ja, dwie kreski na teście to jeszcze nie sukces. I choć spać bym mogła za pieniądze, choć co noc wstaję na siku, dopóki nie usłyszę pukania, nie będę spokojna. Tym bardziej, że nie może być normalnie i nudno.
W sobotę pojechaliśmy nad morze. Towarzystwo już przybliżyłam, nie będę się powtarzać. W niedziele zaczęłam plamić. Jest tego malutko, ledwie brudzę wkładkę na kolor szaro-bury ale... Boję się. Nie czytam nawet googla, za długo w tym siedzę żeby nie znać najgorszych scenariuszy. Te optymistyczne też znam, ale boję się ich trzymać...
A o wakacjach wysmażę posta długiego jak tasiemiec. Bo choć było super, to z rodzinką więc mam duuuuużo do wyrzucenia z siebie, co trzymałam w sobie by nie psuć wakacji Tacie Klopsika. Tymczasem skorzystam z faktu, że Klops drzemie i zrobię to samo w nadziei, że moja senność to dobry znak...

wtorek, 28 lipca 2015

Wyjątkowa niedziela i plany.

Pogodą nie zachwycała. Klops obudził się (i mnie) jakoś po 6. Ale przewinięty i nakarmiony został odesłany z tatą do salonu. Mama spała do 9. Dobry początek :-).

Przy kawie zarządziłam
Rozmawiałam wczoraj z S., jedziemy do nich w odwiedziny.
I to był klucz do wyjątkowości tego dnia. Mogłam się ładnie ubrać, pogadać z kimś, kto nie jest z rodziny Taty Klopsa,  posiedzieć gdzieś indziej niż na działce. Nie zrozumcie mnie źle, cenie sobie naszą działkę ale niekiedy... No cóż mam jej powyżej, razem z towarzystwem, które się nie zmienia, a tak na prawdę nie ma nikogo, z kim mogłabym sobie pogadać o d. Maryny. Nie mam wspólnego języka z siostrą Taty K. (cóż, nie ufam, nawet na pierdoły).
Mogliśmy też przetestować nową brykę Klopsa - parasolkę lekką i małą po złożeniu - prezent od babci. Powiem tak - super sprawa, i da się złożyć / rozłożyć jedną ręką, w drugiej dzierżąc Klopsa.
Wracając do tematu - spędziliśmy u S i B cały dzień, Klops był zachwycony, my się zrelaksowaliśmy.

A w sobotę jedziemy nad morze. Na kilka dni. Stąd potrzeba parasolki. Łóżeczko turystyczne pożyczone. Pralka kręci się non-stop, prasowanie rośnie. Jestem ciekawa, jak to będzie. Dodam, że jestem przerażona, bo jedziemy z teściową, szwagrem, do szwagierki, jej m i synka. Masakra. Ale może morze to morze? Żeby tylko pogoda dopisała.

Czy jest coś, co powinnam koniecznie zabrać ze sobą (poza standardowym zestawem niezbędnym do życia). Jakieś nietypowe patenty na wakacje z małolatem?