Żeby było jasne - pieniądze to nie wszystko. Ale, jak mawiał klasyk, bez pieniędzy to wszystko...
Mimo, że już dawno kurz po pierwszym gniewie na system dawno opadł, to jakiś żal pozostaje i muszę go z siebie wyrzucić.
Chodzi o to, że Klopsikowi się becikowe nie należy. Wg system jesteśmy za bogaci. Wg systemu każda rodzina , w której oboje rodzice jedynaka zarabiają średnią krajową jest za bogata. Albo niewiele nad. Zaradnemu człowiekowi który nie okłamuje skarbówki.
I nie chodzi tu o ten tysiąc złotych, tylko o to jak mnie kochane państwo traktuje. I mojego syna. Jemu się nie należy, a byłoby chociażby na te nieszczęsne płatne szczepienia. Albo pieluszki. Albo na jakąś lokatę. Cokolwiek.
Jakoś nie jestem przekonana, czy rodzice żyjący na garnuszku opieki ( czynsz, ubrania, mleko, pieluchy, you name it - opieka stawia) wydadzą te pieniądze na dziecko. Nie wszyscy oczywiście, ale sama znam przypadki gdzie podwójne! becikowe idzie na nowe ciuchy dla mamy i taty.
Ale to bym olała.
Gdyby nie drugi biegun system. Jako samozatrudniona matka na macierzyńskim nie dostane nawet tego tysiąca kredytu. Ani w moim banku ani w żadnym innym. No chyba, że wonga, bocian czy inne takie nieopłacalne cuda.
Dla banku jestem nikim. Złodziejem i żebrakiem. Dla państwa jestem Kulczykiem. I to mnie wkurza.
czwartek, 26 lutego 2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Klopsikowe szamanko part 1
Wystartowalismy jak Klopsik miał 5 i pół miesiąca. I zaczęliśmy od kaszki. Manny. Tyle się o glutenie dowiedziałam, ile mogłam, i wyszło na to, że w kuchni glutenowej jest on wszędzie. Historia alergii w rodzinie brak.
Przez pierwsze cztery dni Klops nie miał pojęcia o co matce chodzi. piątego został wzięty na glodnego i zjadł. Przygotowałam porcję z łyżki suchej kaszki mlecznej manna, dałam połowę. Na drugi dzień więcej i więcej aż po tygodniu mógłby zjeść dwie (po malu przyzwyczajam jego żołądek do większych porcji) to dostał łyżkę kaszki z łyżką marchewki. Po 6 dniach coraz większych porcji ( nie mogę już patrzeć na marchewki) dostał kalafior. Poszedł gładko, i tak 4 dni, po których stwierdzam, że ta zasada, żeby podawać to samo warzywo ileś tam razy pod rząd (6?) to jakieś szaleństwo... Wiem, chodzi o wykrycie ewentualnej alergii ale czy to nie jest trochę jak z dietą eliminacyjną przy kp? Anyway, następny był groszek, tu poszły w ruch sloiczki (uznałam, że inaczej się nie da, bo na prawdę miałabym dostać gdzieś świeży groszek, wyluskac, ugotować i tak 3razy? Ciekawe jakie by były koszty jak już by się udało to przeprowadzić). później brokuły - niedoblendowałam, nie chciał jeść, spróbujemy później, nie męczę go, ma katar ;-) więc marchewka z ziemniaczkiem i masełkiem, szpinak z ziemniaczkiem i masełkiem. Po drodze gdzieś kalafior z zapasów. Uważam, że tym samym warzywa mamy załatwione, resztę będzie dostawał wg fantazji matki i dostępności rynku, aż nie wprowadze mięska.
Następne będą owoce, planuje gdzieś w okolicach drugiego śniadania, później dawać z kaszka, jogurtem, twarożkiem, you name it. Widzę już, że o tej porze moje mleko to chyba mu trochę mało.
Gotuję sama, blenduje i dodaje wody dla ładniejszej konsystencji. Nadmiar pasteryzuje w sloiczkach po przecierze itp, zgapiając od Juti.
Cóż, teraz jak mam to spisane, to może przy drugim będę miała sciąge ;-)
A Klopsik jest zachwycony, wyrywa mi łyżeczkę i chce jeść sam, ma całe dłonie umorusane, chichra się jak robię mu krótką przerwę i sama coś podjdam i z uśmiechem pochłania solidne porcje a później leniuchuje do góry brzuchem i nadaje po swojemu (pewnie mówi mi, co by jutro zjadł).
PS. Jestem otwarta na wszelkie propozycje i sugestie jeśli chodzi o temat jedzenia Klopsika bo kompletnie jestem zielona więc jeśli ktoś coś to ja chętnie poczytam ;-)
Przez pierwsze cztery dni Klops nie miał pojęcia o co matce chodzi. piątego został wzięty na glodnego i zjadł. Przygotowałam porcję z łyżki suchej kaszki mlecznej manna, dałam połowę. Na drugi dzień więcej i więcej aż po tygodniu mógłby zjeść dwie (po malu przyzwyczajam jego żołądek do większych porcji) to dostał łyżkę kaszki z łyżką marchewki. Po 6 dniach coraz większych porcji ( nie mogę już patrzeć na marchewki) dostał kalafior. Poszedł gładko, i tak 4 dni, po których stwierdzam, że ta zasada, żeby podawać to samo warzywo ileś tam razy pod rząd (6?) to jakieś szaleństwo... Wiem, chodzi o wykrycie ewentualnej alergii ale czy to nie jest trochę jak z dietą eliminacyjną przy kp? Anyway, następny był groszek, tu poszły w ruch sloiczki (uznałam, że inaczej się nie da, bo na prawdę miałabym dostać gdzieś świeży groszek, wyluskac, ugotować i tak 3razy? Ciekawe jakie by były koszty jak już by się udało to przeprowadzić). później brokuły - niedoblendowałam, nie chciał jeść, spróbujemy później, nie męczę go, ma katar ;-) więc marchewka z ziemniaczkiem i masełkiem, szpinak z ziemniaczkiem i masełkiem. Po drodze gdzieś kalafior z zapasów. Uważam, że tym samym warzywa mamy załatwione, resztę będzie dostawał wg fantazji matki i dostępności rynku, aż nie wprowadze mięska.
Następne będą owoce, planuje gdzieś w okolicach drugiego śniadania, później dawać z kaszka, jogurtem, twarożkiem, you name it. Widzę już, że o tej porze moje mleko to chyba mu trochę mało.
Gotuję sama, blenduje i dodaje wody dla ładniejszej konsystencji. Nadmiar pasteryzuje w sloiczkach po przecierze itp, zgapiając od Juti.
Cóż, teraz jak mam to spisane, to może przy drugim będę miała sciąge ;-)
A Klopsik jest zachwycony, wyrywa mi łyżeczkę i chce jeść sam, ma całe dłonie umorusane, chichra się jak robię mu krótką przerwę i sama coś podjdam i z uśmiechem pochłania solidne porcje a później leniuchuje do góry brzuchem i nadaje po swojemu (pewnie mówi mi, co by jutro zjadł).
PS. Jestem otwarta na wszelkie propozycje i sugestie jeśli chodzi o temat jedzenia Klopsika bo kompletnie jestem zielona więc jeśli ktoś coś to ja chętnie poczytam ;-)
poniedziałek, 2 lutego 2015
matka wariatka
Wstała rano nieco wcześniej niż zwykle, wyszykowala się jak tralala i pofrunela na wielkie sale konferencyjne pełne dorosłych ludzi posłuchać co nowego w branży piszczy i zobaczyć się z pewną dawno nie widziana dobrą duszą.
Wyrwała się jednym słowem.
Taaak tylko że jest haczyk.
Matka wariatka zaiwaniała z Klopsikiem w wózeczku :-) podbijał serducha i był mega dzielny. Chichrał się do dziewczyn, drzemał przy akompaniamencie prelegenta, oglądał slajdy... Wszyscy organizatorzy i obsługa byli też bardzo pozytywnie do nas nastawieni - ale to chyba taka branża :-) i udostępnili nam sale coby się przewinac i nakarmić. Nie wytrzymał do końca, ale 4 h w takim miejscu to i tak niesamowity wynik.
Tak że matka zachwycona, doksztalcona i odchamiona. No musiałam się pochwalić.
Wyrwała się jednym słowem.
Taaak tylko że jest haczyk.
Matka wariatka zaiwaniała z Klopsikiem w wózeczku :-) podbijał serducha i był mega dzielny. Chichrał się do dziewczyn, drzemał przy akompaniamencie prelegenta, oglądał slajdy... Wszyscy organizatorzy i obsługa byli też bardzo pozytywnie do nas nastawieni - ale to chyba taka branża :-) i udostępnili nam sale coby się przewinac i nakarmić. Nie wytrzymał do końca, ale 4 h w takim miejscu to i tak niesamowity wynik.
Tak że matka zachwycona, doksztalcona i odchamiona. No musiałam się pochwalić.
czwartek, 15 stycznia 2015
no 5
Co miesiąc ubieramy Klopsika w białe body, naklejamy ręcznie wycięta naklejkę z numerkiem i trzaskamy tysiąc pincet zdjęć. :-) dziś nastał czas na numer 5. Strasznie szybko to zlecialo...
Klopsik rośnie jak na drożdżach, co potwierdzają kolejne za małe ciuszki chowane do kartona z żalem, że moje malenstwo juz takie duże juz tego a tego nie ubierze.
Robimy milowe kroki - ostatni to przewrót z brzucha na plecki. Oczywiście nie obyło się bez zabawnej historii - no może tylko sytuacji. Mama może sobie piętnaście razy dziennie dzidzie kłaść na brzuchu - bez skutku. Tata z kolei wystarczy, że zrobi to raz - i już, przewrót myk!
No i zastanawiam się nad rozszerzeniem diety. Niby między 20 a 24 tygodniem życia czas wprowadzić gluten. Nawet mamy już kaszke (z mm, nie będę się doic do kaszki a na myśl o takiej na samej wodzie robi mi się... ble;-)). Ale chyba jeszcze chwile poczekam, ciągle mam gdzieś z tyłu głowy, że się chłopak 3 tygodnie pospieszyl, miałam bolesny dowód na to, że to ma odbicie w jego rozwoju (miał 8 dni ale weekend w szpitalu nie jest wspomnieniem łatwym do pominięcia) wiec myślę, że przeciągne to... Jeszcze nie zdecydowałam. Mam wszystko w domu w razie w. Bardzo się przejmuje tym rozszerzenie. Nie chcę niczego sspieprzyc...
Tyle. Buziaki od spiocha Klopsika i mamy z lekką bezsennościa.
Klopsik rośnie jak na drożdżach, co potwierdzają kolejne za małe ciuszki chowane do kartona z żalem, że moje malenstwo juz takie duże juz tego a tego nie ubierze.
Robimy milowe kroki - ostatni to przewrót z brzucha na plecki. Oczywiście nie obyło się bez zabawnej historii - no może tylko sytuacji. Mama może sobie piętnaście razy dziennie dzidzie kłaść na brzuchu - bez skutku. Tata z kolei wystarczy, że zrobi to raz - i już, przewrót myk!
No i zastanawiam się nad rozszerzeniem diety. Niby między 20 a 24 tygodniem życia czas wprowadzić gluten. Nawet mamy już kaszke (z mm, nie będę się doic do kaszki a na myśl o takiej na samej wodzie robi mi się... ble;-)). Ale chyba jeszcze chwile poczekam, ciągle mam gdzieś z tyłu głowy, że się chłopak 3 tygodnie pospieszyl, miałam bolesny dowód na to, że to ma odbicie w jego rozwoju (miał 8 dni ale weekend w szpitalu nie jest wspomnieniem łatwym do pominięcia) wiec myślę, że przeciągne to... Jeszcze nie zdecydowałam. Mam wszystko w domu w razie w. Bardzo się przejmuje tym rozszerzenie. Nie chcę niczego sspieprzyc...
Tyle. Buziaki od spiocha Klopsika i mamy z lekką bezsennościa.
piątek, 2 stycznia 2015
Witamy nowe...
Żegnamy stare? Nie,tego nie mogę powiedzieć. Nic w 2014 nie było stare. Właściwie wszystko było nowe.
Nowy rok to czas podsumowań. I ja też chciałabym spróbować podsumować ten miniony rok.
Rok, który zaczął się zanim poprzedni się tak na prawdę skończył. Na dzień przed Sylwestrem 13/14 zrobiłam test. Po miesiącu, w którym udało mi się nie myśleć o ciąży, zrobiłam go właściwie dla świętego spokoju, no bo przecież wiadomo co się robi w Sylwestra. A tu niespodzianka...
A więc trzeba było wszystkim powiedzieć... Że jestem na antybiotyku i nie mogę pić. Nie byliśmy zbyt predcy z ogłaszaniem światu dobrej nowiny, nie po tym, czego doświadczylismy.. no cóż. Do tego poronienie mojej przyjaciółki....Dość powiedzieć, że pierwsze trzy tygodnie stycznia były naznaczone strachem i każda wizyta w toalecie niosla ze sobą obawę... Po tych trzech tygodniach usłyszałam bicie serduszka malutkiego Klopsika i od tego momentu było pięknie.
Wszystko było nowe w tym roku.
Rosnący brzuszek
Kopniaki
Usg
To chłopak! Mój Boże wstyd się przyznać, ale akurat to mnie... No nie, że zawiodło ale... Zaskoczyło? Długo katowalam siebie za to, że się nie ucieszyłam. Głupie, ale tak było. Na szczescie - minęło.
Badania - a przecież mdleje przy każdym pobraniu krwi
Przeprowadzka - i długi remont - tak długi, że pierwsze dwa miesiące z Klopsikiem mieszkaliśmy u mojej mamy.
Przygotowanie wyprawki dla Klopsika
Bardzo wzruszające ( i upalne) zakończenie roku szkolnego
Moi kochani uczniowie - ci mali i ci duzi, i to jak kochani byli w odniesieniu do mojego rosnącego brzucha i jak pięknie pożegnali mnie (nas) ma ten rok.
Zamieszanie z firmą
L4, które miało trwać trzy a trwało dwa miesiące
Narodziny Klopsika
Pierwszy dzień
Okrutnie bolesny dla mnie pobyt Klopsika w szpitalu cztery dni po powrocie do domu
Pierwszy uśmiech
Zbieranie się po cesarce
Nasza relacja, która ciągle się rozwija.
I zmieniony jakby związek z tatą Klopsika, którego strasznie kocham, choć ostatnio tak często się spinamy...
To był dobry rok.
Pożegnaliśmy go we troje
Ciepłymi lapkami
Bo przecież nawet 4,5 miesięczny bobas wie, że coś się kroi i nie będzie spać w Sylwestra
Słodkim uśmiechem
Wielkimi oczami na widok fajerwerków za oknem
Truskawkowym szampanem dla dzieci
Życzę nam, i Wam samych takich lat, które pomimo różnych trudów i zawirowań będą po prostu dobre :-)
Nowy rok to czas podsumowań. I ja też chciałabym spróbować podsumować ten miniony rok.
Rok, który zaczął się zanim poprzedni się tak na prawdę skończył. Na dzień przed Sylwestrem 13/14 zrobiłam test. Po miesiącu, w którym udało mi się nie myśleć o ciąży, zrobiłam go właściwie dla świętego spokoju, no bo przecież wiadomo co się robi w Sylwestra. A tu niespodzianka...
A więc trzeba było wszystkim powiedzieć... Że jestem na antybiotyku i nie mogę pić. Nie byliśmy zbyt predcy z ogłaszaniem światu dobrej nowiny, nie po tym, czego doświadczylismy.. no cóż. Do tego poronienie mojej przyjaciółki....Dość powiedzieć, że pierwsze trzy tygodnie stycznia były naznaczone strachem i każda wizyta w toalecie niosla ze sobą obawę... Po tych trzech tygodniach usłyszałam bicie serduszka malutkiego Klopsika i od tego momentu było pięknie.
Wszystko było nowe w tym roku.
Rosnący brzuszek
Kopniaki
Usg
To chłopak! Mój Boże wstyd się przyznać, ale akurat to mnie... No nie, że zawiodło ale... Zaskoczyło? Długo katowalam siebie za to, że się nie ucieszyłam. Głupie, ale tak było. Na szczescie - minęło.
Badania - a przecież mdleje przy każdym pobraniu krwi
Przeprowadzka - i długi remont - tak długi, że pierwsze dwa miesiące z Klopsikiem mieszkaliśmy u mojej mamy.
Przygotowanie wyprawki dla Klopsika
Bardzo wzruszające ( i upalne) zakończenie roku szkolnego
Moi kochani uczniowie - ci mali i ci duzi, i to jak kochani byli w odniesieniu do mojego rosnącego brzucha i jak pięknie pożegnali mnie (nas) ma ten rok.
Zamieszanie z firmą
L4, które miało trwać trzy a trwało dwa miesiące
Narodziny Klopsika
Pierwszy dzień
Okrutnie bolesny dla mnie pobyt Klopsika w szpitalu cztery dni po powrocie do domu
Pierwszy uśmiech
Zbieranie się po cesarce
Nasza relacja, która ciągle się rozwija.
I zmieniony jakby związek z tatą Klopsika, którego strasznie kocham, choć ostatnio tak często się spinamy...
To był dobry rok.
Pożegnaliśmy go we troje
Ciepłymi lapkami
Bo przecież nawet 4,5 miesięczny bobas wie, że coś się kroi i nie będzie spać w Sylwestra
Słodkim uśmiechem
Wielkimi oczami na widok fajerwerków za oknem
Truskawkowym szampanem dla dzieci
Życzę nam, i Wam samych takich lat, które pomimo różnych trudów i zawirowań będą po prostu dobre :-)
wtorek, 23 grudnia 2014
wesołych
W wielkim mieście niebo jasne
i wiadomo żyć nie łatwo
w wielkim mieście
oto widać idą ludzie przy wystawach
i o cudzie myślą i nareszcie
nad głowami anioł leci od tej pory
komuś w życiu będzie znacznie lepiej
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
i ja
doczekam kiedyś takiej chwili
i nie mogę się nadziwić
że ja
doczekam tego dnia
by osłodzić sobie życie mały złodziej
tuż przed kasą kradnie
kokosowy baton
zanim zdążą go przyłapać zje go i
przestanie płakać bo już za plecami
to policjant jak sam anioł w samą
porę będzie mógł się teraz
wstawić za nim
i przebaczy to co może i zapomni
przecież inni robią jeszcze gorzej
w wielkim mieście rośnie balon
wielkich marzeń które pracę znów
gwiazdorom dają
a gwiazdorzy te marzenia
noszą w workach
po kieszeniach czasem coś sprzedają
i tramwajem jadą w święta
aż do nieba
tylko po co tak daleko jechać
gdyby któryś ruszył głową można
by choinkę
nocą znowu ukraść z lasu
w wielkim mieście gasną światła
i wiadomo
żyć nie łatwo w wielkim mieście
oto widać nikną ludzie jeszcze
ktoś przez
popołudnie przejdzie i nareszcie
nad głowami leci anioł co szczęśliwsze
dzieci z gwiazdorami rozmawiają
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
Raz Dwa Trzy
Życzę na te święta wszystkim, by doczekali tej chwili
A tym, które doczekały, by umiały, i mogły, się nią cieszyć.
i wiadomo żyć nie łatwo
w wielkim mieście
oto widać idą ludzie przy wystawach
i o cudzie myślą i nareszcie
nad głowami anioł leci od tej pory
komuś w życiu będzie znacznie lepiej
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
i ja
doczekam kiedyś takiej chwili
i nie mogę się nadziwić
że ja
doczekam tego dnia
by osłodzić sobie życie mały złodziej
tuż przed kasą kradnie
kokosowy baton
zanim zdążą go przyłapać zje go i
przestanie płakać bo już za plecami
to policjant jak sam anioł w samą
porę będzie mógł się teraz
wstawić za nim
i przebaczy to co może i zapomni
przecież inni robią jeszcze gorzej
w wielkim mieście rośnie balon
wielkich marzeń które pracę znów
gwiazdorom dają
a gwiazdorzy te marzenia
noszą w workach
po kieszeniach czasem coś sprzedają
i tramwajem jadą w święta
aż do nieba
tylko po co tak daleko jechać
gdyby któryś ruszył głową można
by choinkę
nocą znowu ukraść z lasu
w wielkim mieście gasną światła
i wiadomo
żyć nie łatwo w wielkim mieście
oto widać nikną ludzie jeszcze
ktoś przez
popołudnie przejdzie i nareszcie
nad głowami leci anioł co szczęśliwsze
dzieci z gwiazdorami rozmawiają
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
Raz Dwa Trzy
Życzę na te święta wszystkim, by doczekali tej chwili
A tym, które doczekały, by umiały, i mogły, się nią cieszyć.
sobota, 22 listopada 2014
huśtawka skok i kryzys
Tydzień temu Klopsik skończył trzy miesiące. Trzy piękne miesiące, pozwalające nam cieszyć się sobą każdego dnia. Było tak dobrze, że strach pisać.
Aż do zeszlej soboty.
Huśtawka
Oczywiście nastrojów. Klopsik się zepsuł. Zrobił się marudny, placzliwy i rozkrzyczany. Jak gdyby nic mu się nie podobało. Leżeć źle nosić źle obserwować świat znad ramienia mamy źle. Żalił się lampie na cyca, a cycu na lampę. Trochę mi zajęło połączyć fakty i dojść do tego, co to może być
Skok
Rzecz jasna rozwojowy. Klasycznie poprzedzone dużą ilością snu wielkie marudzenie. Nic tylko przeczekać i otrzymać nagrodę w postaci milion dwóch nowych umiejętności.
Guzik
Zamiast tego zepsuł się jedyny constans, to, co sprawiało że następny dzień mógł być nowym początkiem. Zepsuło się wieczorne zasypianie. I znów dziecię musiało odczekać swoje nim matka zajarzyła. On jest głodny!
Kryzys
Laktacyjny! Ten, przed którym ostrzegano mnie od początku! Mój biedny mały chłopiec płakał z głodu i wkurza się na cyca, bo nie leciało a chciał! Szczęśliwie zawsze starczał mu jeden cyc na posiłek, więc wystarczy że się dobije drugim i jest zadowolony.
Na szczęście cała akcja trwała zaledwie kilka dni. I teraz Klopsik śpi, i pewnie myśli sobie...
Ogarniaj się szybciej matka, teeej
Aż do zeszlej soboty.
Huśtawka
Oczywiście nastrojów. Klopsik się zepsuł. Zrobił się marudny, placzliwy i rozkrzyczany. Jak gdyby nic mu się nie podobało. Leżeć źle nosić źle obserwować świat znad ramienia mamy źle. Żalił się lampie na cyca, a cycu na lampę. Trochę mi zajęło połączyć fakty i dojść do tego, co to może być
Skok
Rzecz jasna rozwojowy. Klasycznie poprzedzone dużą ilością snu wielkie marudzenie. Nic tylko przeczekać i otrzymać nagrodę w postaci milion dwóch nowych umiejętności.
Guzik
Zamiast tego zepsuł się jedyny constans, to, co sprawiało że następny dzień mógł być nowym początkiem. Zepsuło się wieczorne zasypianie. I znów dziecię musiało odczekać swoje nim matka zajarzyła. On jest głodny!
Kryzys
Laktacyjny! Ten, przed którym ostrzegano mnie od początku! Mój biedny mały chłopiec płakał z głodu i wkurza się na cyca, bo nie leciało a chciał! Szczęśliwie zawsze starczał mu jeden cyc na posiłek, więc wystarczy że się dobije drugim i jest zadowolony.
Na szczęście cała akcja trwała zaledwie kilka dni. I teraz Klopsik śpi, i pewnie myśli sobie...
Ogarniaj się szybciej matka, teeej
Subskrybuj:
Posty (Atom)