Ciężko.
Kamienie na ramionach.
Na głowie.
W sercu.
Na zewnątrz krzyk i żal.
W środku ból i niedowierzanie.
Czy da się mnie jeszcze poskładać.
Kiedy nie mogę ubrać w słowa, nie chce nikomu powiedzieć. Kiedy boję się co będzie. Wtedy jest czas wrócić tutaj.
Tutaj czuję się bezpiecznie...
Co robić
Co robić...
wtorek, 17 września 2019
czwartek, 28 marca 2019
Dla równowagi
Godzina 22.
Śpią już od dłuższego czasu. Najpierw padła średnia, później starszy, w końcu najmłodszy
Piję herbatę i jem czekoladę.
Spodnie całe w plamach od mleka.
W trzeciej już dziś koszulce i skarpetach z pingwinem. Po poranku z siatami zakupów, gotowania krupniczku, przedpoludniu prasowania na zmianę z bujaniem, dwóch pralkach prania, popołudniowej drzemce (dziecia, nie mamy), wojnie o kibelek w domku dla lalek, goraczkowych poszukiwaniach Spidermana, wprowadzeniu bana na tv (serio, przegięcie się zrobiło z mojej niemocy bajki chodziły na okrągło, czas położyć temu kres-choć oni w sumie nawet nie zauważyli różnicy) Po wieczornych kąpielach, 4fochach trzylatka, Hot dogach na kolację - robionych jedna ręką bo w drugiej Misiek malutki, płaczący gdy go odlozysz na 3 sekundy. Z rękoma omdlalymi od bujania. W towarzystwie tęsknoty za malutkim uśmiechem. Zmartwiona malutkim katarem. Po godzinie tulenia i dziekowania losowi za to, że w telefonie też można napisać tłumaczenie. Jedną ręką. Lewą.
I to wszystko w układzie sił dorośli - dzieci 1:3.
Dzisiaj.
Dzisiaj było ciężko.
Kocham ich nad życie.
Śpią już od dłuższego czasu. Najpierw padła średnia, później starszy, w końcu najmłodszy
Piję herbatę i jem czekoladę.
Spodnie całe w plamach od mleka.
W trzeciej już dziś koszulce i skarpetach z pingwinem. Po poranku z siatami zakupów, gotowania krupniczku, przedpoludniu prasowania na zmianę z bujaniem, dwóch pralkach prania, popołudniowej drzemce (dziecia, nie mamy), wojnie o kibelek w domku dla lalek, goraczkowych poszukiwaniach Spidermana, wprowadzeniu bana na tv (serio, przegięcie się zrobiło z mojej niemocy bajki chodziły na okrągło, czas położyć temu kres-choć oni w sumie nawet nie zauważyli różnicy) Po wieczornych kąpielach, 4fochach trzylatka, Hot dogach na kolację - robionych jedna ręką bo w drugiej Misiek malutki, płaczący gdy go odlozysz na 3 sekundy. Z rękoma omdlalymi od bujania. W towarzystwie tęsknoty za malutkim uśmiechem. Zmartwiona malutkim katarem. Po godzinie tulenia i dziekowania losowi za to, że w telefonie też można napisać tłumaczenie. Jedną ręką. Lewą.
I to wszystko w układzie sił dorośli - dzieci 1:3.
Dzisiaj.
Dzisiaj było ciężko.
Kocham ich nad życie.
środa, 13 marca 2019
Na tapczanie siedzi leń
Nic nie robi cały dzień, a przynajmniej takie ma wrażenie. Ale jak się zastanowi to okazuje się, że nie jest jednak tak źle...
Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno, że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...
A jednak udało mi się podać normalne śniadanie. Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się, ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić. Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina, wstawić, zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć, że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać... Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).
A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.
Rano będzie położna, chyba już ostatni raz. Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa, bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.
Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata. Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?
Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.
Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno, że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...
A jednak udało mi się podać normalne śniadanie. Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się, ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić. Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina, wstawić, zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć, że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać... Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).
A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.
Rano będzie położna, chyba już ostatni raz. Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa, bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.
Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata. Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?
Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.
czwartek, 21 lutego 2019
Z nurtem
Trzy tygodnie! Nie do wiary, szybko to leci, za szybko... Noworodzio obserwuje nas coraz intensywniej, wpatrując się w te dwie iskierka biegają ę po domu jak opętane. Pogoda daje w kość najbardziej bo pochmurno i deszczowo, a jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą... Na szczęście zlapalismy ostatnio kilka cieplejszych dni i korzystaliśmy spędzając maximum czasu na dworze. Nawet karmienie na słoneczko zaliczylismy. Przy okazji mogłam podziwiać jak dwa moje dżinksy potrafią bawić się z nowo poznanymi dzieciakami na placu zabaw, jak pięknie sobie radzą i jak się nawzajem sobą opiekują.
Gorzej jak siedzimy w domu, wtedy wieczne wojny, kłótnie, przepychanki... Cóż rodzeństwo! Ale kochają się i przytulasy i ciepłe słowa wraz z zgodna zabawa rownowaza a nawet przeważają.
A ja? Może jestem trochę bardziej śpiąca, nieco częściej sięgam po liptonka o nazwie 'relax', zdarza mi się wkurzyc na maxa a nawet pożyczyć z bliżej nieokreślonej powodu - no zdarza się po prostu. Mam poczucie że na prawdę nie jestem ograniczona w żaden sposób, czuję moc, że mogę wszystko. Nawet moja mamę o wiele rzadziej proszę o pomoc. I jest posprzątane - bo lubię mieć czysto, poprane - oj prania są tony, ugotowane - choć pomysłów wciąż braknie i poszyte - dla maminej równowagi psychicznej. Nawet książkę przeczytałam po powrocie z młodym że szpitala. Nie chodzę jak kocmoluch chyba że akurat mam na to ochotę. Jest po prostu fajnie.
Gorzej jak siedzimy w domu, wtedy wieczne wojny, kłótnie, przepychanki... Cóż rodzeństwo! Ale kochają się i przytulasy i ciepłe słowa wraz z zgodna zabawa rownowaza a nawet przeważają.
A ja? Może jestem trochę bardziej śpiąca, nieco częściej sięgam po liptonka o nazwie 'relax', zdarza mi się wkurzyc na maxa a nawet pożyczyć z bliżej nieokreślonej powodu - no zdarza się po prostu. Mam poczucie że na prawdę nie jestem ograniczona w żaden sposób, czuję moc, że mogę wszystko. Nawet moja mamę o wiele rzadziej proszę o pomoc. I jest posprzątane - bo lubię mieć czysto, poprane - oj prania są tony, ugotowane - choć pomysłów wciąż braknie i poszyte - dla maminej równowagi psychicznej. Nawet książkę przeczytałam po powrocie z młodym że szpitala. Nie chodzę jak kocmoluch chyba że akurat mam na to ochotę. Jest po prostu fajnie.
niedziela, 10 lutego 2019
Baby blues
Miałam pisać o ostatniej wizycie u ginekologa. O tym, że to goopia baba, że nie chce mi pobrać wymazu na gbs, że nie ogarniasz że 37tc trzeba przyjąć za due date.
Miałam też napisać o tym jak w niedzielę w 34tc trafiłam na IP bo coś tam się zaczyna dziać. To znaczy zaczął odchodzić czop. Ale to jeszcze dawało mi 4 tygodnie. Na wizycie wyszło 'rozwarcie na opuszek' co też miało nic nie znaczyć. Wizyta za dwa tygodnie.
Kto pamięta moje poprzednie porody wie, że moje dzieci lubią przychodzić na świat z nienacka. I tu było podobnie... Było zaprowadzinie Klopsa do przedszkola i plany na przedstawienie z okazji dnia babci po. Były zakupy z Młodą i przyjechał kurier z Ikei. Było gotowanie obiadu i wizyta w toalecie... A tam krew więc szybka podróż na IP, zostawienie córki babci, milion papierów, usg, 1.5 cm rozwarcia. M przyjeżdża z torba, ktg... Wielogodzinne ktg, z którego nie wynikalo nic niepokojącego. 'tu już natura zadecyduje' Wenflon z przebija żyła (pozdrowienia dla praktykantki). Bez obiadu do wieczora... Spokój. Proszę na oddział ogólny, relanium, najeść się i wyspać. Sala dość mała, sąsiadka okazuje się dziewczyna znajomego... Mama podrzucam mi prowiant bo o kolacji szpitalnej mogę pomarzyć. Jest kolo 22 a ja czuję że się nie najem. Ze zaczynam być jednym wielkim skurczem. Boli. Rozwarcie na 6cm, biegiem na porodowke. Humor dopisuje. Boli coraz bardziej. Koło północy lekarz (ten sam co kazał się wyspać) przebija mi wody. Prę, ale główka się cofa. Skurcze są za krótkie. Oxytocyna. 'wystarczyły trzy krople' komentuje później położna - anioł która przeprowadziła mnie przez poród, nie dała zrobić krzywdy. Pękłam,-ale to pęknięcie ona kontrolowala. 'ładniej pani pękła niż była nacieta' mówi lekarz jak mnie szyje. Małego dostaje tylko na chwilkę. Jest w końcu wczesniakiem... Takim wczesniakiem prawie 3400 i 53cm. Po wszystkim cały szpital prawie pyta czy na pewno miałam regularne cykle. Na szczęście mały nie ma żadnych objawów wczesniactwa. I jest. Jest już z nami o miesiąc wcześniej, cały i zdrowy, prawdziwy cycoholik. I ja się miewam najlepiej ze wszystkich porodów.
Jestem oficjalnie mama trojga. Mam trzy słodkie blond głowy do całowania. I jestem bardzo szczęśliwa.
Ale baby bluesa też mam... Wiecie, wszelkie gdybania mnie dopadaja... Plus to uczucie, jak to okreslia przyjaciółka.. Jakby goście przyjechali zbyt wcześnie... Miałam być jeszcze w ciąży. A ta zakończyła się jeszcze szybciej niż poprzednie... Ale blues minie i będą już tylko dobre myśli. Już to przerabialam. I to dwa razy 😉
Miałam też napisać o tym jak w niedzielę w 34tc trafiłam na IP bo coś tam się zaczyna dziać. To znaczy zaczął odchodzić czop. Ale to jeszcze dawało mi 4 tygodnie. Na wizycie wyszło 'rozwarcie na opuszek' co też miało nic nie znaczyć. Wizyta za dwa tygodnie.
Kto pamięta moje poprzednie porody wie, że moje dzieci lubią przychodzić na świat z nienacka. I tu było podobnie... Było zaprowadzinie Klopsa do przedszkola i plany na przedstawienie z okazji dnia babci po. Były zakupy z Młodą i przyjechał kurier z Ikei. Było gotowanie obiadu i wizyta w toalecie... A tam krew więc szybka podróż na IP, zostawienie córki babci, milion papierów, usg, 1.5 cm rozwarcia. M przyjeżdża z torba, ktg... Wielogodzinne ktg, z którego nie wynikalo nic niepokojącego. 'tu już natura zadecyduje' Wenflon z przebija żyła (pozdrowienia dla praktykantki). Bez obiadu do wieczora... Spokój. Proszę na oddział ogólny, relanium, najeść się i wyspać. Sala dość mała, sąsiadka okazuje się dziewczyna znajomego... Mama podrzucam mi prowiant bo o kolacji szpitalnej mogę pomarzyć. Jest kolo 22 a ja czuję że się nie najem. Ze zaczynam być jednym wielkim skurczem. Boli. Rozwarcie na 6cm, biegiem na porodowke. Humor dopisuje. Boli coraz bardziej. Koło północy lekarz (ten sam co kazał się wyspać) przebija mi wody. Prę, ale główka się cofa. Skurcze są za krótkie. Oxytocyna. 'wystarczyły trzy krople' komentuje później położna - anioł która przeprowadziła mnie przez poród, nie dała zrobić krzywdy. Pękłam,-ale to pęknięcie ona kontrolowala. 'ładniej pani pękła niż była nacieta' mówi lekarz jak mnie szyje. Małego dostaje tylko na chwilkę. Jest w końcu wczesniakiem... Takim wczesniakiem prawie 3400 i 53cm. Po wszystkim cały szpital prawie pyta czy na pewno miałam regularne cykle. Na szczęście mały nie ma żadnych objawów wczesniactwa. I jest. Jest już z nami o miesiąc wcześniej, cały i zdrowy, prawdziwy cycoholik. I ja się miewam najlepiej ze wszystkich porodów.
Jestem oficjalnie mama trojga. Mam trzy słodkie blond głowy do całowania. I jestem bardzo szczęśliwa.
Ale baby bluesa też mam... Wiecie, wszelkie gdybania mnie dopadaja... Plus to uczucie, jak to okreslia przyjaciółka.. Jakby goście przyjechali zbyt wcześnie... Miałam być jeszcze w ciąży. A ta zakończyła się jeszcze szybciej niż poprzednie... Ale blues minie i będą już tylko dobre myśli. Już to przerabialam. I to dwa razy 😉
Subskrybuj:
Posty (Atom)