piątek, 25 marca 2016

Tyle miłości

A tak mało czasu... To np napisałam w środę, ale nie mogłam dodać zdjęcia i tak zostało:

Na początku chcę Wam wszystkim bardzo podziękować za ciepłe słowa i gratulacje pod poprzednim wpisem. Jesteście kochane i jesteście dla mnie ogromnym wsparciem, w tych dobrych chwilach też :-)

Już tydzień jesteśmy razem po drugiej stronie brzucha ( Melka, Wiercipięta urodziła się dzień przed Paddy's ;-)).
Jest na prawdę dobrze. Ładnie je, śpi spokojnie, a my z nią. Jestem u Was na bieżąco, ale powiem szczerze - żal mi czasu na komentarze, choć wiele mam do powiedzenia :-) ale chcę się wtopić w ten czas razem, zwłaszcza, że wszyscy mnie potrzebują - Mała, Klops, no i oczywiście Tata też. 
A jak Klops? Gdy wyszłyśmy ze szpitala pierwszy wieczór był ciężki. Na zasadzie 'fajnie,fajnie ale bierzcie ją już stąd'. Ale następnego dnia było już dużo lepiej. Są buziaki, przytulanki, pokazywanie gdzie nos, gdzie ucho, głaskanie i salwy śmiechu :-) a małej w to graj - im głośniej tym lepiej się śpi.

Do tego z każdym przytuleniem Klopsa, z każdym jego podskokiem cieszę się, że nie jestem pocięta, po cc. Zanudzam wszystkich tą radością. Trochę mnie ciągnie nacięcie ale to pikuś. Uroki połogu. (...)

Dziś już nic nie ciągnie. Wpadłam w,wir świątecznych porządków - haha, to właściwie żart, bo zetrzeć kurze i wyjechać odkurzaczem a,na koniec umyć podłogi to cotygodniowe minimum :-) na,więcej mnie nie stać między cycem dla małej a ujarzmianiem zaczątków buntu dwulatka u młodego.
Gdzieś tam szykuje się post o narodzinach Wiercipięty,ale to po świętach. Tymczasem życzę Wam wszystkim spokoju na,te święta, żeby życie zaskakiwało tylko pozytywnie, żebyście czuły się kochane i szczęśliwe i żeby wiosna była już tak na prawdę.

czwartek, 17 marca 2016

W telegraficznym skrócie

Wiercipiętka na świecie. Cała i zdrowa. Poród siłami natury!!! 11 godzin. Nieoceniona pomoc douli. Czuję się świetnie, uskrzydlona brakiem cc. Więcej jak ogarniemy nową rzeczywistość w domu.
Płaczę ze szczęścia.

sobota, 12 marca 2016

Na nieznanych wodach

Jesteśmy. Dopłynęłyśmy.
O tej 'porze' ciąży Klops był już na świecie.
A my dryfujemy. Pewnie jeszcze z tydzień.

W tym roku nie szykuje się na Wielkanoc. Wszystko już musi być gotowe wcześniej. Całe szczęście istnieje syndrom wicia gniazda. Można ogarnąć troszeczkę więcej niż na codzień. Tym bardziej mając za pomocnika Klopsa, który pała miłością wielką zarówno do odkurzacza jak i do ściereczki z mikrofibry. Czyścioszek. Okna pozostają tematem tabu. Mam malutką nadzieję, że Tata jakoś je ogarnie. Taką tyci tyci. Bo inaczej możemy nie zauważyć któregoś dnia, że świeci słońce.
Klopsik się buntuje. Polubił słowo 'nie' i często sprawdza, czy działa. Pokochał też literki, najbardziej 'u' i ' l'. Wypatrzy je wszędzie, tak jak kamery, lampy i alarmy. Gada jak najęty, głównie po swojemu, ale mama i tata (raczej) rozumieją.
A mama? 65kg, rosnę jak na drożdżach. Brzuch usiały drobne rozstępy. Paznokcie się sypią. Zgaga męczy. Bezsenność ustępuje :-). Jest coraz ciężej i zaczynam doceniać zbliżający się scenariusz... Krzyżówki zakupione, lektura wybrana.
Jeszcze tylko kilka prań do wstawienia
Nieco prasowania. Ubrać łóżeczko.

Dryfujemy do brzegu.
A dopiero co byliśmy na wakacjach.

wtorek, 8 marca 2016

Look on the bright side

Jutro wizyta, która przecież tylko potwierdzi to, o czym myślę nieprzerwanie od tygodnia. Czas pogodzić się z losem i poszukać dobrych stron.
No bo bez sensu tylko marudzić, że będzie cc, to nie pomaga.
Szukam więc dobrych stron cc.
...
...
...
...
Coś miałam na myśli zaczynając ten post...
...
...
...
Hmm, na pewno coś znajdę.
...
...
No dobra, jest mi już ciężko. Szybszy poród przez cc to i lżej szybciej będzie.
Pominę moje 'ale', bo je już dobrze znacie. Miały być pozytywy.

Jakieś jeszcze dobre strony!?
Bo mnie tylko Monty do głowy przychodzi.
:-) dam radę. Wiosna idzie.
Update : wizyta właściwie to dzisiaj. Nawet nie wiem kiedy zrobił się Dzień Kobiet. Wszystkiego, co najpiękniejsze Kobietki!

środa, 2 marca 2016

Na spokojnie

Dziewczyny dziękuję za wsparcie.
Na spokojnie spróbuję powiedzieć, o co cho.

Biorąc pod uwagę to, że Klopsik urodził się nagle ze względu na oddzielające się łożysko, a przede wszystkim to, że nie było wyraźnej przyczyny tegoż oddzielania się, moja pani dr uważa, że ryzyko powtórki jest duże. I wszyscy wiemy, jak mogła się zakończyć sytuacja z Klopsem gdybym trafiła do szpitala nieco później. A może się zdarzyć, że pójdzie to szybciej.
W związku z tym uważa, że najlepiej będzie od tego 37 tc obserwować nas 24h i wykonać cięcie w 38.
Gdyby oddzielanie było w wyniku urazu albo w trakcie akcji porodowej to nie miała by takich wątpliwości. Tu ma.
Skoro ona się obawia to co ja mam powiedzieć?
Do tego chce pani dr mieć mnie na oku osobiście i własnoręcznie mnie pokroić że tak powiem, więc musi się to odbywać w uniwersyteckim.

I teraz tak.
Mogę tupnąć nóżką i powiedzieć 'no way'. Ale wtedy będę czekać jak na szpilkach i sprawdzać stan majtek co 5minut.
Mogę upierać się nad moim szpitalem, ale tam nikogo nie mam (w sensie lekarzy).
Mogę chcieć być monitorowana do 40tc, ale boję się sn w uniwersyteckim. No i to by były 3 tygodnie w szpitalu + poród. Wieki bez Klopsa.
Mogę prosić o przesunięcie cc jak najdalej w czasie, coby posiedziała młoda w brzuchu do oporu.

Słaby wybór. Honestly.
Zaufać albo być kozą?
Ostatecznie najważniejsze jest bezpieczeństwo młodej. Ja przeżyję wszystko. Byle ona była cała i zdrowa. I skoro istnieje cień ryzyka... Obawiam się że mój vbac byłby tu kaprysem.

Bo faktem jest, że liczę dni do zrównania tej ciąży z tą z Klopsem.
Że sprawdzam papier przy każdej wizycie.

Ale miałam nadzieję, że uda mi się swobodnie podryfować po nieznanych wodach ostatnich tygodni ciąży. A tu każą zawijać do portu.

Pffffff

A pytałam, cholera jasna, jak widzi mój poród. Pytałam w styczniu. O moją konkretnie sytuację. Dlaczego od razu tego nie ustaliła? Nie chciała mnie stresować? Ale ja sama pytałam! Myślałam o tym! Przecież dzwoni mi wciąż w uszach 'ona nie czuje skurczy'...


wtorek, 1 marca 2016

Chcesz rozśmieszyć Pana B?

Znacie to powiedzenie?
No.
Ja też.

A więc #@%j bombki strzelił.
Brak mi słów.
Za dwa tygodnie patologia ciąży. Dobić do 38 tc i cc.
Nie w tym szpitalu, co chciałam.
W ogóle nie tak, jak chciałam.
Płakać mi się chce.
Jestem zła.
I boję się.
Bardzo. Choć do końca nie wiem czego?
Masakra jakaś.

Ale najważniejsze, że z małą wszystko ok.
Gorzej ze mną. Na niczym nie mogę się skupić. Przez moją nieuwagę Klops nabił sobie porządnego guza :-(

Nie spodziewałam się tego.
Nie widzę tego na razie.