Godzina 22.
Śpią już od dłuższego czasu. Najpierw padła średnia, później starszy, w końcu najmłodszy
Piję herbatę i jem czekoladę.
Spodnie całe w plamach od mleka.
W trzeciej już dziś koszulce i skarpetach z pingwinem. Po poranku z siatami zakupów, gotowania krupniczku, przedpoludniu prasowania na zmianę z bujaniem, dwóch pralkach prania, popołudniowej drzemce (dziecia, nie mamy), wojnie o kibelek w domku dla lalek, goraczkowych poszukiwaniach Spidermana, wprowadzeniu bana na tv (serio, przegięcie się zrobiło z mojej niemocy bajki chodziły na okrągło, czas położyć temu kres-choć oni w sumie nawet nie zauważyli różnicy) Po wieczornych kąpielach, 4fochach trzylatka, Hot dogach na kolację - robionych jedna ręką bo w drugiej Misiek malutki, płaczący gdy go odlozysz na 3 sekundy. Z rękoma omdlalymi od bujania. W towarzystwie tęsknoty za malutkim uśmiechem. Zmartwiona malutkim katarem. Po godzinie tulenia i dziekowania losowi za to, że w telefonie też można napisać tłumaczenie. Jedną ręką. Lewą.
I to wszystko w układzie sił dorośli - dzieci 1:3.
Dzisiaj.
Dzisiaj było ciężko.
Kocham ich nad życie.
czwartek, 28 marca 2019
środa, 13 marca 2019
Na tapczanie siedzi leń
Nic nie robi cały dzień, a przynajmniej takie ma wrażenie. Ale jak się zastanowi to okazuje się, że nie jest jednak tak źle...
Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno, że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...
A jednak udało mi się podać normalne śniadanie. Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się, ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić. Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina, wstawić, zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć, że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać... Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).
A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.
Rano będzie położna, chyba już ostatni raz. Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa, bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.
Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata. Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?
Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.
Po całym dniu ziuziania najmłodszego wiem na pewno, że to skok idealnie na 6 tydzień. I mam wrażenie że nie robiłam dziś nic innego jak tylko uspokajanie jego niespokojnej małej duszy. No bo to nie takie proste być takim malenstwem...
A jednak udało mi się podać normalne śniadanie. Skończyć szyc body i pajac bo okazuje się, ktoś tu bardzo szybko rośnie a kartonu ciuchów z rozmiarem 62-74 jakoś nie ma... Po szybkim przejrzeniu allegro i rzucie okiem na sterty materiałów zachomikowanych przez ostatnie miesiące (a może lata?) postanowiłam spróbować swych sił, zwłaszcza że mam dynks do nabijania zatrzaskow. No i jeszcze tylko te zatrzaski muszę na rzeczony komplet nabić. Udało nam się też wyjść na spacer pomimo kataru starszego (który po tygodniu w przedszkolu znów jest w domu). Udało nam się zjeść obiad względnie spokojnie. Udało się pobawić ciastolina, wstawić, zdjąć i rozwiesic pranie. Udało się towarzystwo wykąpać i podać normalna kolację. Udało się podciąć włosy ksiezniczce. Tu muszę wspomnieć, że księżniczka ma za chwilę urodziny! Trzecie! Moja kruszynka już jest taka duża... No i zazyczyla sobie tort z syrenka... Cóż żona kumpla z LO zajmuje się robieniem cudnych tortów i gdzieś córce mej się rzuciła w oczy akurat syrena... A że na taki arristico tort zdobiony masa cukrowa nas nie stać... Będę lepic syreny sama... Układam masę cukrowa wg przepisu na mojewypieki.com i teraz trzymajcie kciuki żeby wyszła mi syrena a nie potwór z loch Ness... To też chcę zrobić dziś ale nie wiem czy mały ssak da się położyć do łóżka... A nie mąż jak na złość dziś ma roboty nadto i jeszcze nie wrócił, (czasem myślę że ma jakiś radar na hard days).
A jeszcze sterta ubranek czeka na zelazko... Zobaczymy czy się doczeka dziś.
Rano będzie położna, chyba już ostatni raz. Zobaczymy ile szkraba przybrał od ostatniej wizyty. Bardzo jestem ciekawa, bo zdaje się rosnąć w oczach. A i popic lubi.
Taka nasza nudna codzienność. W sobotę imprezka. Balony z ali czekają od lata. Muszę zamówić następne na następną turę 5ciolatka, 4latki i rocznika na za rok. Zamawiam za grosze raz a dobrze i później mam spokój. A w przyszłym tygodniu urodziny niemeza... I nie mam oczywiście prezentu. Ani pomysłu na prezent... Ciężko o coś niedrogiego i niebadziewnego. Chciałam uszyc mu bluzę ale nie zdążę. Jakieś pomysły?
Na koniec chciałam ponarzekac trochę na mieszkanie na 4 piętrze bez windy bez balkonu... Przy trójce dzieci jednak dom z ogrodem byłby praktyczniejszy... Może kiedyś. Więcej narzekać już mi się nie chce. Spróbuję odłożyć marude i choć herbaty się napić. Obym nie musiała go znów zapinać w nosidlo (chwała za manduke z zapięciem dla maluszkow). Moje plecy maja dość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)