...inspiracją do pisania jest jesień :-)
Pachnie nią powietrze, widać ją na drzewach, kasztany uatrakcyjniają Klopsikowi spacery, jabłka spadają z drzew na działce, ukochane porzeczki zniknęły z krzaczków.
W niedzielę postanowiliśmy dla odmiany wybrać się na spacer do lasu. A konkretnie do parku narodowego ;-) Niestety piękne słońce, które nas do tego natchnęło schowało się jak tylko wysiedliśmy z auta. Las zaliczyliśmy, jeziora już nie. Ale szyszki były więc dla młodego super :-)
A pomyśleć, że jeszcze przed chwilą marzyliśmy o lekkim ochłodzeniu i ledwo żywi rezydowaliśmy na działce...
Róże sadzone na wiosnę, z czterech krzaczków przyjęły się dwa. I zakwitły! A teraz trzeba sprzątać, grabić, przycinać... A ja znów nie mogę za dużo pomóc...
No nic, pozostaje kupić dynie i czekać na moje ukochane Halloween :-) a w przyszłym roku posadzę sobie swoje dynie. O. :-)
Przestawiłam Klopsa na drzemki w domu, żeby móc w pełni wykorzystać spacery i mam nagle mnóstwo czasu.
I jest tylko jedna mała (duża) sprawa, która mnie martwi. Trzymajcie kciuki, żeby mnie nie wyrolowano.
wtorek, 22 września 2015
poniedziałek, 14 września 2015
13 wcale nie pechowa
Miało już nie być podsumowań co miesiąc. Zdjęcia z numerkiem zakończone. Ale się podziało zmian, więc muszę!
Po pierwsze: Klopsik chodzi! W niedzielne popołudnie tydzień temu wstał o poooooszedł. I tak mu zostało. Wiąże się to z kontuzjami, ale mały Rambo daje radę. Gdyby urodził się w terminie, miałby rok i dwa dni :-)
Po drugie: lęk separacyjny w odwrocie. Można iść do sklepu / toalety u babci / gdziekolwiek bądź bez akompaniamentu wrzasku o decybelach wchodzących na skalę delfina.
Poza tym - bez większych zmian. To znaczy te dwa przełomy zmieniły i formułę spacerów i moją swobodę i wiele więcej.
A ja? Drugie maleństwo dziś ma 11t4d. Czyli do przodu. Mocno do przodu. Zamiast mdłości mam lekką zgagę. Z tym łatwiej się uporać. Tego nie zjem, po tamtym walnę sobie miętę. Wszystko mnie wzrusza. Tak do łez. Nawet
reklamy. Ciągle jestem głodna. Śpię trochę mniej. Nadal pcham w siebie luteine.
Tyle. Miłego dnia :-)
Po pierwsze: Klopsik chodzi! W niedzielne popołudnie tydzień temu wstał o poooooszedł. I tak mu zostało. Wiąże się to z kontuzjami, ale mały Rambo daje radę. Gdyby urodził się w terminie, miałby rok i dwa dni :-)
Po drugie: lęk separacyjny w odwrocie. Można iść do sklepu / toalety u babci / gdziekolwiek bądź bez akompaniamentu wrzasku o decybelach wchodzących na skalę delfina.
Poza tym - bez większych zmian. To znaczy te dwa przełomy zmieniły i formułę spacerów i moją swobodę i wiele więcej.
A ja? Drugie maleństwo dziś ma 11t4d. Czyli do przodu. Mocno do przodu. Zamiast mdłości mam lekką zgagę. Z tym łatwiej się uporać. Tego nie zjem, po tamtym walnę sobie miętę. Wszystko mnie wzrusza. Tak do łez. Nawet
reklamy. Ciągle jestem głodna. Śpię trochę mniej. Nadal pcham w siebie luteine.
Tyle. Miłego dnia :-)
poniedziałek, 7 września 2015
Już czas, już czas, umyć zęby i iść spać
Przychodzi wieczór, nie za późny. Klops zasypia. Mama ma plany.
Że posprząta. Kuchnię. Albo łazienkę.
Albo, że poprasuje.
Albo porobi 'koło siebie'.
W telewizji głupi serial. Siedzę. Pyszna gorąca herbata. Serial się kończy, nie chce mi się wstać.
Wezmę chociaż prysznic. Ok. To mogę zrobić.
Wracam przed tv, coś jem, kolejna herbata, malinowa. Coś tam leci, a mi lecą powieki. Przyklejają się do gorącego kubka. A może do podłogi?
Myję zęby, idę spać.
Sprawdzam, czy Klops się nie rozkopał. Mówię mu, że go kocham.
Idę do łóżka. Rozplątuje skotłowaną przez małego wariata kołdrę. Po co robić rano łóżko?
Kładę się i myślę, kiedy wrócą mi siły?
Ale pod zamkniętymi powiekami oczy się cieszą.
Bo tego szczęścia będzie więcej.
A siły wrócą.
A i bezsenność może się przyplątać dla równowagi.
Łapię tą radość. Czas przestać się zamartwiać.
Dobranoc!
Że posprząta. Kuchnię. Albo łazienkę.
Albo, że poprasuje.
Albo porobi 'koło siebie'.
W telewizji głupi serial. Siedzę. Pyszna gorąca herbata. Serial się kończy, nie chce mi się wstać.
Wezmę chociaż prysznic. Ok. To mogę zrobić.
Wracam przed tv, coś jem, kolejna herbata, malinowa. Coś tam leci, a mi lecą powieki. Przyklejają się do gorącego kubka. A może do podłogi?
Myję zęby, idę spać.
Sprawdzam, czy Klops się nie rozkopał. Mówię mu, że go kocham.
Idę do łóżka. Rozplątuje skotłowaną przez małego wariata kołdrę. Po co robić rano łóżko?
Kładę się i myślę, kiedy wrócą mi siły?
Ale pod zamkniętymi powiekami oczy się cieszą.
Bo tego szczęścia będzie więcej.
A siły wrócą.
A i bezsenność może się przyplątać dla równowagi.
Łapię tą radość. Czas przestać się zamartwiać.
Dobranoc!
środa, 2 września 2015
Przychodzi baba do lekarza
Kontrola.
Jak zwykle trzęsę gaciami.
Położna kręci głową nad wynikami badań.
Waga cholernie niska.
Czekam na swoją kolej.
...
Wszystko dobrze. Dzidzia rośnie prawidłowo.
Co z luteiną?
Odstawić.
Tak po prostu?
I tu mam problem. Czy na pewno jest to bezpieczne? Brałam dwa razy dziennie setkę. To dużo czy mało?
Czy to można tak 'rzucić'?
Doktorka mówi, że tak.
Intuicja mówi mi, że nie.
Na razie zeszłam do jednej dziennie.
Nie wiem co robić. Zaufać lekarce?
Czy sobie?
Jak zwykle trzęsę gaciami.
Położna kręci głową nad wynikami badań.
Waga cholernie niska.
Czekam na swoją kolej.
...
Wszystko dobrze. Dzidzia rośnie prawidłowo.
Co z luteiną?
Odstawić.
Tak po prostu?
I tu mam problem. Czy na pewno jest to bezpieczne? Brałam dwa razy dziennie setkę. To dużo czy mało?
Czy to można tak 'rzucić'?
Doktorka mówi, że tak.
Intuicja mówi mi, że nie.
Na razie zeszłam do jednej dziennie.
Nie wiem co robić. Zaufać lekarce?
Czy sobie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


