opowieści z cyklu dobre rady i inne mądrości zna każda ciężarówka. ja najbardziej lubię jak mi wszyscy dokoła współczują lata w ciąży. oh, będziesz cierpieć, jej jak ci będzie ciężko i najlepsze będzie ci gorąco!
no nie, nie do wiary.
czyli jak się nie jest w ciąży to cię 33stopnie w cieniu nie ruszają? hmmmmm
a ja tam lubię jak jest gorąco.
i jak się kulamy na zakupy przed południem
i jak popołudniu wędrujemy
i na wieczornych spacerach, bo chodzenie idzie nam lepiej niż siedzenie
i jak nie możemy zasnąć
i jak śpimy do 9 - co zaczynam uznawać za dłuuuugo przy zwyczajowych pobudkach o 7 rano nie ważne, o której się poszło spać
za to nie chciała bym być ciąży zimą, z tymi wszystkimi warstwami ubrań... w chłodne dni wiosną już mi guma na spodniach ciążowych przeszkadzała i wcale nie dlatego, że ciasna...
i tak na dobry początek - bo tak traktuje to, że dawno nie pisałam i teraz chcę zacząć na serio - taki drobiazg, mały wpis. kilka większych tematów roi mi się w głowie, tylko cholerka pozycje do pisania muszę dobrą znaleźć bo źle się nam siedzi... ale to jedyny mankament, poza tym strasznie mi jest dobrze w tej ciąży i staram się cieszyć każdym jej dniem :-) i powtarzam naszemu maleństwu, że jeszcze miesiąc musi posiedzieć :-) później niech się dzieje
poniedziałek, 28 lipca 2014
piątek, 18 lipca 2014
to prawda, co mówią
ciężko uwierzyć jak mówią: nie myśl, zajmij się czymś innym, nie spinaj się tak.
w grudniu przyszły zmiany. przede wszystkim - w pracy. rezygnowałam z jednego - tego stresującego, tego, które tak kiedyś kochałam, a w listopadzie już niemal nienawidziłam - zrezygnowałam z tego miejsca pracy, bo udało się więcej robić gdzie indziej. zmiana, nowe obowiązki, mniej stresu, mniej czasu! przede wszystkim mniej czasu!
przyszły też problemy innych... problemy ciążowe zupełnie innej barwy niż te moje, moje - o których nikt nie wiedział. S. wpadła z drugim. no i później okazało się, że kiedy latałam jej po test, po którym płakała, że sobie z drugim nie poradzi, kiedy jeździłam z nią po szpitalach bo podejrzewali u niej pozamaciczną i kiedy zaraz potem przyszło Boże Narodzenie - w moim brzuszku już gniazdko wił sobie mały mieszkaniec.
tak po cichutku to zrobił, nic nie podejrzewałam. ani kiedy rybka w occie tak strasznie pyszna była, ani kiedy sukienka przyciasna w biuście jakoś bardziej niż na okres, ani kiedy po świętach ten jeden jedyny gripex takie mdłości wywołał i przespać trzeba było całe popołudnie. i tylko wizja ostrej - w końcu odstresować miała! - imprezy sylwestrowej pchnęła mnie do wyciągnięcia z szafy leżącego tam już jakiś czas testa i olania go.
'tak sobie ostatnio właśnie myślałem - czy ty nie jesteś w ciąży' - powiedział mój drugi połówek i tak się zaczęło to, co teraz tak wierzga gdzieś między pęcherzem a żołądkiem. tylko czasu nie było, by to wszystko opisać...
w grudniu przyszły zmiany. przede wszystkim - w pracy. rezygnowałam z jednego - tego stresującego, tego, które tak kiedyś kochałam, a w listopadzie już niemal nienawidziłam - zrezygnowałam z tego miejsca pracy, bo udało się więcej robić gdzie indziej. zmiana, nowe obowiązki, mniej stresu, mniej czasu! przede wszystkim mniej czasu!
przyszły też problemy innych... problemy ciążowe zupełnie innej barwy niż te moje, moje - o których nikt nie wiedział. S. wpadła z drugim. no i później okazało się, że kiedy latałam jej po test, po którym płakała, że sobie z drugim nie poradzi, kiedy jeździłam z nią po szpitalach bo podejrzewali u niej pozamaciczną i kiedy zaraz potem przyszło Boże Narodzenie - w moim brzuszku już gniazdko wił sobie mały mieszkaniec.
tak po cichutku to zrobił, nic nie podejrzewałam. ani kiedy rybka w occie tak strasznie pyszna była, ani kiedy sukienka przyciasna w biuście jakoś bardziej niż na okres, ani kiedy po świętach ten jeden jedyny gripex takie mdłości wywołał i przespać trzeba było całe popołudnie. i tylko wizja ostrej - w końcu odstresować miała! - imprezy sylwestrowej pchnęła mnie do wyciągnięcia z szafy leżącego tam już jakiś czas testa i olania go.
'tak sobie ostatnio właśnie myślałem - czy ty nie jesteś w ciąży' - powiedział mój drugi połówek i tak się zaczęło to, co teraz tak wierzga gdzieś między pęcherzem a żołądkiem. tylko czasu nie było, by to wszystko opisać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)