Jak było? Cudownie!
Na początku powiem o nosidełku... Ekhmmm no cóż, nabyliśmy drogą kupna nosidełko Manduca TAKIE, no i... Nie użyliśmy go ani razu. Cóż, Klops woli chodzić i tyle, a i większych górskich przeszkód nie zaliczylismy. Więc będę je testować z drugim maleństwem (które nota bene nie chce się ujawnić co do płci).
Na początku było nas 4+ Klops w domku 8 osobowym, supe,, dużo miejsca, łóżeczko wcisnelismy, cudem! rozstawiliśmy, Klops zasypial bez problemu, nie zważając na hałasy zza cienkiej jak papier ściany. Później dojechało jeszcze 4 dorosłych i zrobiło się trochę tłoczno (i nie raz nerwowo), ale daliśmy radę i staram się wymazać z pamięci wszystkie spięcia. U którejś z Was popatrzyłam pomysł brania sprzętu do mycia łazienki na wakacje i to był też strzał w dziesiątkę, miałam pewność że Klops nic nie złapie a i nam było przyjemniej korzystać. Tyle, że jedyny domowy obowiązek od którego udało mi się odpocząć to gotowanie.
Tyle o organizacji, a co widzieliśmy?
Czechy. Trzy wyprawy, w tym jedna nie udana (tam w niedziele nie ma zwiedzania, a pogoda nie nadawała się na spacer), dwie do Aderspach do Skalnego Miasta, raz w śniegu :-)
Uwielbiamy to miejsce, z Klopsem na czele.
Byliśmy też w Złotym Stoku - idealne miejsce dla dzieci, program zwiedzania do nich dostosowany,; w pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim - a raczej jego ruinach, z kiepskim przewodnikiem; w Bystrzycy Kłodzkiej, w samym Kłodzku - ja, kumpela i Klops, bo panowie zapili i kładli się spać gdy my wstawałyśmy. I tu zaskoczenie - Twierdzy nie da się zwiedzić z takim dzieckiem jak Klops. Na górze same schody, do podziemi nie wpuszczają. Dlaczego? Nie wiem. Do kopalni wszedł, w Srebrnej Górze nie ma takich obostrzeń (nie dotarliśmy, ale sprawdzałam w razie w). Nawet na dziedziniec nas nie wypuścili żeby sobie zdjęcia porobić jak już się tam wspięłyśmy z młodym! No nie fajnie. Ale za to kościółek zobaczyliśmy (z okrzykiem Klopsa na widok każdej lampy - takie ma małe zboczenie) i kawiarnię z pyszną szarlotką, no i galerię hehe bo nie warto nam było wracać, chłopacy jeszcze spali a i młody przyjął drzemkę na czas zakupów.
A rezydowaliśmy w Polanicy Zdrój, więc i tu sporo zobaczyliśmy (np park, ale też knajpy i biedronke hehe). W drodze powrotnej zaliczyliśmy Wrocław, jarmark świąteczny skutecznie nas tam zwabił (i nie tylko nas, bo ludzi było mnóstwo, aż Klops nie do końca ogarniał). W drodze powrotnej trochę pokrążyliśmy, bo był wypadek na moście którym akurat mieliśmy jechać i trzeba było pokombinować. Na szczęście udało się. W domku byliśmy po 22, Klops trochę pograndził i poszliśmy razem spać.
To tyle chyba, mam nadzieję że dotrwałyście. Teraz zaczyna się robić świątecznie i ja już wyjęłam różne gadżety gwiazdkowe, choć aura za oknem (nie umytym olaboga) raczej jesienna.


Ja też już gadżety wyciągam, planuję ubieranie choinki, spotkania wigilijne i nic sobie z pluchy za oknem nie robię:) O oknach zapomniałam;)
OdpowiedzUsuńDobrze tak sobie wyjechać przed świętami. A wyjechać w takim dużym gronie i dobrze się bawić to sukces, bo wiadomo... na wyjazdach ludzi się poznaje, a na małej przestrzeni szczególnie;)
Okna zostawiam łasce bądź niełasce mężczyzny. Nie zamierzam się stresować, najwyżej wypiorę tylko firanki :-)
UsuńWyjazd dobra rzecz, taka nasza niepisana listopadowa tradycja. Ale następnym razem zdecydowanie na dwa domki, bo jak sobie przypomnę niektóre akcje... Nie ważne, czerpię z nich lekcję i zapominam. (zapominam. zapominam!!!)
Okna... ech... Kiedyś miałam zawsze na błysk, ale w obecnej rzeczywistości ich stan bezustannie o pomstę do nieba woła. Duńka dzień w dzień rozmazuje mi na nich masło, a mnie już witki opadają od tego wiecznego zmywania po jej niszczycielskiej działalności. Chyba pora się pożegnać z ostatnimi oparami domowej pedanterii;)
OdpowiedzUsuńDziwne, że do kopalni Klopsa wpuszczono, a w podziemia już nie. Chociaż, logika ta jako żywo przypomina mi ostatnio usłyszany stanowczy sprzeciw, byśmy na halę Makro weszli z Duńką (noszoną na rękach przez ojca rodzonego), bo ponoć "z dziećmi na halę nie wolno". Ale - uwaga! kuriozum! - w weekendy już można :P
Dobrze zniosłaś intensywny (jak się z wpisu wydaje) program zwiedzania? Rety, Ty już w drugiej połowie ciąży... kiedy to zlatuje...:)
O oknach napisałam wyżej. Za oknami i tak ciemno ;-)
UsuńWydaje mi się mocno, że głównym powodem nie wpuszczania tam dzieci (do lat 5!) jest wygoda przewodnika. Ale mogli to napisać u podnóża wejścia na twierdzę, a nie dopiero w środku. Cóż, taki mamy klimat.
Dałam radę. Tylu wujka i ciocia do pomocy. Tylko dyżur za kierownicą mnie nie raz przerastał. Ale to wszystko i tak pikuś przy tym moim czwartym piętrze bez windy hehe
A zlatuje strasznie szybko, trochę za szybko chyba nawet.
Piękna relacja, aż mi się zachciało gdzieś pojechać :)
OdpowiedzUsuńOkna? U mnie nie ma takiego tematu :) Olewam :)
Nic tylko się pakować ;-) ech, wiem, gdyby to było takie prost.. Ale ferie zimowe w tym roku są szybko :-*
UsuńOkna... Nie ważne ;-)
Ach Skalne Miasto... Bardzo nam się podobało, super pogodę trafiliśmy (wrzesień) i gdyby Eliza nie zwymiotowała w autokarze- byłoby idealnie :)
OdpowiedzUsuńWrocław uwielbiam, za każdym razem jak jedziemy do Karpacza, to robimy tam sobie przystanek na zoo i poszukiwanie skrzatów :)
Pozdrawiam!
Uuu, nie zazdroszczę przygody w autokarze. Klops na szczęście spał w aucie.
UsuńKarpacz jest na naszej liście 'places to go' :-)
Ściskamy i dziękujemy za odwiedziny!