poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wakacyjna telenowela

Będzie w odcinkach.

PODRÓŻ 

Ciasno, choć auto spore. Masa bagażu, w tym fura żarcia. Nadzieja na to, że w drodze powrotnej będzie luzniej, bo w 4, nie 5 i żarcia nie będzie, więc bagaż zmieści się w bagażniku.
Zapomnij. Bagaż urósł
Nie wiem jak towarzystwo z drugiego auta wróciłoby gdyby nie my.
Grunt, że Klops zniósł to dzielnie
Nawet korki. I wahadła. Najgorsza była końcówka powrotu. Kiedy to mama prowadziła, a tata miał moment, że nie ogarniał.

WYMARZONA LOKALIZACJA 

Plan był. Że Klops wykąpany będzie drzemał w wózku wieczorem na plaży. Wieczorne spacery to przecież kwintesencja wakacji. A guzik.
Pierwsza podróż na plażę. 'raz dwa lasem'. Idziemy. I idziemy. Czuję się jak osioł ze Shreka. Daleko jeszcze?  'spacerek' trwał około godziny. Na szczęście można było też iść chodnikiem. Nadal, wyprawa dla nas z Klopsem i teściowej - po sześćdziesiątce z nadwagą i nadciśnieniem... Jeździliśmy samochodem.

GOŚCIE

Wieczorem tego dnia, co my zajechaliśmy, dojechali do nas znajomi (moi i taty Klopsa). Do następnego dnia wieczorem. Plan na ten wspólny dzień - śniadanie, plaża, lody - gofry, plaża, obiad i pojadą.
No i akurat tego dnia udało nam się wybrać w miarę wcześnie (tak,11 uznaję za wcześnie). No i właśnie tego dnia teściowa koniecznie musiała zjeść obiad o 12. Choć nikt nie był głodny. Znajomi poszli na plażę. Mieliśmy do nich dojść, ale siostra taty k.  poszła do innego zejścia i trzeba było znajomych ściągać tam, gdzie ona siadła. A teściowa wolała zostać na ławce przy zejściu niż z nami, przez co nie mogliśmy wszyscy razem posiedzieć, bo trza było jej towarzyszyć. No i, choć wiedziała że chcemy posiedzieć,  bo ostatni dzień wakacji znajomych, to zarządziła wczesny powrót. Tu na szczęście ukochany zgodził się ze mną, że zostajemy ze znajomymi. Tyle w temacie gościnności.

O RETY 

Kotlety. Przywiezione zamrożone i podane usmażone po czterech dniach powolnego rozmrażania w lodówce. Ja podziękowałam. Cud, że nikomu nic się nie stało. I że nie zostałam zmuszona do jedzenia. Jak to było z lodami. Takimi, za którymi akurat nie przepadam. Cóż...

O MOJEJ ANATOMII 

Jakby ktoś miał wątpliwości, moje piersi,  a raczej 'cyc', jest: stary, zwiędły, obwisły i jałowy. Się nasłuchałam. A gdy próbowano podać dziecku coś 'zamiast' na kolacje, to zjadł łyżeczkę i ją ulał. That's my boy!

TEŚCIOWA 

(jedyny odcinek tej telenoweli, którego nie można było obrócić w żart)
Rozmowy między mną a ukochanym nie zawsze są słodkie i miłe. Wszystkie to znamy, prawda?
Sytuacja 1:
Klops zrobił dwójkę na plaży, trzeba go przewinąć, drugi dzień więc ani wprawy, ani organizacji. Ukochany daje mi dziecko, trzyma do zdjęcia pieluszki, po czym czmycha do mamusi (przypomnę, która siedzi samotnie na ławce). Wołam, żeby wrócił. Raz. Drugi. Wysyłam jego brata. Gdy w końcu przyszedł z łaską, już mocno poirytowana mówię, co myślę na ten temat. Po chwili jest normalnie.
Sytuacja 2:
Śniadanie dla Klopsa. Kanapki z serkiem. Z bułki. Pierwszy raz. Więc tłumaczenie ukochanemu jak to zrobić nie jest łatwe. Bo za dużo skórki nie może być, ani za grubo serka, bo jak on to zje? No i nie może jeść tego sam bo ufajda cały świat. Emocje rosną, pyszczymy na siebie. Po chwili Klops je, jest normalnie.

Takie trochę włoskie małżeństwo z nas, małe burze.

Sytuacja 3:
Mijam wjazd na parking.
U: nie rozumiem, co ty robisz?  hamulec i wsteczny (ton pana i władcy)
Ja: (staram się spokojnie, ale stanowczo, teściowa na siedzeniu obok) jak ty będziesz jechał to tak zrobisz, ja tu nawrócę i wyjdzie na to samo.

I po tej sytuacji, ukochany wysiadł zapłacić, teściowa:
Nie podoba mi się, jak go traktujesz. Ciągle na niego krzyczysz. Myślałam, że to (?) będzie inaczej. On by dla was zrobił wszystko. Źle go traktujesz, źle. Przepraszam, że ci to mówię, ale nie podoba mi się to.

Wtf?

Nie przyjmuje krytyki od osoby, która... No cóż nie będę wywlekać brudów, ale niech spojrzy na siebie, jak wyglądało jej małżeństwo, jakiea ma metody wychowawcze, podejście do żywienia, roszczenia i jak dba o siebie. Jak będzie idealna to niech zadzwoni. ( nigdy nie dzwoni).

Wraca u. Jest normalnie.

WYCIECZKA SZKOLNA 

Znacie to uczucie z wycieczek szkolnych, że nie wiecie po co jesteście w muzeum czy na przeprawie promowej w ulewę (osobiste wspomnienia ze Świnoujścia) i czekacie tylko, aż się skończy i będziecie mieć czas wolny na zakupy?  ja tak miałam niemal codziennie. Pomijam to, że Klops wstawał o 6, a z domku wychodziliśmy po 12. Jeździliśmy do miasteczka obok na: lody, na które nikt nie miał ochoty, latarnie morską na którą były za duże kolejki, po ryby, na które nie czekaliśmy jednak. A na plażę docieralismy kolo 14-15, bo tu nie, i tu też nie. A o 16 oburzenie, że Klops musi dostać obiad. Organizacja na poziomie -10.

ZNACZYMY TEREN 

Byliśmy gośćmi siostry ukochanego i jej faceta. Dla nas był ich domek, oni dobrali sobie mniejszy. Ale wszędzie u nas były ich rzeczy. I nie mówię o szafie czy lodówce, nie. Każdy wieszak w łazience obwieszony ciuchami (nie noszonymi na codzień), każdy wolny kąt,  a my? Na walizkach upchanych w jednym miejscu (na 5 osób!). Płaciliśmy za domek normalnie. Znaj swe miejsce w szeregu.


Możecie mi teraz nie wierzyć, ale ja na prawdę się świetnie bawiłam! Klops pokochał plażę, wodę. Powiedział do mnie prawdziwe 'mama'. Dla niego to był raj, więc i dla nas. Na koniec:

ZNAK...?

Obiad, dzień wyjazdu, miła knajpka, smaczne jedzenie. Syn siostry ukochanego zajada na przeciwko mnie i mówi tak:
- chyba będę miał jeszcze jednego kuzyna
Teściowa : jak to?
- no od cioci (wskazuje na mnie)
Ja: tak się objadłam?
- nie...
- to skąd ten pomysł?
Wzruszył ramionami i się uśmiechnął. Ma niecałe 6 lat.

Gratuluję wytrwałym ;-) jutro d-day...

1 komentarz:

  1. O ja pitolę, że się tak wyrażę oględnie. Jasne, że najważniejsze, że Młody zachwycony, ale jednak te plusy ujemne... Dlatego ja unikam jak ognia takich wyjazdów. Co prawda tesciowej nie mam, ale mój tatuś nadrobilby;)
    D-Day to będzie Victory day!

    OdpowiedzUsuń