sobota, 21 marca 2015

scraps

Myśli i pomysły plączą się po mojej głowie, czas zebrać to do kupy, bo boję się, że uciekną

TRIGGER

Czyli coś, co sprawiło  że się ruszyło. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tym czymś jest basen. Chodzimy sobie na zajęcia raz w tygodniu i byliśmy na razie raptem dwa razy, z czego jeden nieco popsuty bólem dziąseł, ale... Już po pierwszym razie zdaje mi się, że Klopsik jakoś bardziej się kręci po podłodze. Kula się to w prawo, to w lewo, tylko wrócić z brzucha na plecki nie lubi. Próbuje za to pełzać. Zmiana jest  wyraźna.

ECLIPSE 


To o mnie. Nie wiem, czy to jakaś burza hormonów, czy opóźniony baby blues? Po 7 miesiącach - może? W końcu Klopsik nie daje w kość jak przeciętny bobas, noce przespane od początku (może raz w miesiącu zdarza mu się jakaś nocna impreza), nie płacze o byle co, rzadko marudzi, więc moja cierpliwość nie jest nie wiem jak wystawiana na próbę.

A jednak kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że mnie zaćmiło. Przestałam gadać do niego tyle, co wcześniej, nie opowiadałam co robimy, co będziemy robić. Odkładałam na bujaczek tak o - jakby nie mógł pobawić się na dywanie, najlepiej z odrobiną choć mojej interakcji. Działałam jak maszynka. Jakiś marazm mnie ogarnął, jakaś niezdrowa rutyna? Na całe szczęście zauważyłam, że coś jest nie tak. Że Klopsik jakby mniej pewny siebie, bardziej smęci, i to nie lęk separacyjny. Staramy się wrócić do stanu sprzed zaćmienia.

TORN 

To znowu o mnie. No bo jak inaczej nazwać to, że cieszę się z lekcji, którą czasem poprowadzę, z tłumaczenia, które czasem wpadnie, a z drugiej strony przeraża mnie myśl o tym, że na jesieni trzeba będzie iść i pracować? Jak inaczej nazwać to, że czuje potrzebę wyjścia bez dziecka - już, teraz, natychmiast. - a jednocześnie gdy wyjdę sama do biedry -po raz pierwszy od hohoho - myślę tylko czy dają sobie z Tatą radę? Że jestem zła na Tatę Klopsika, że za mało mi pomaga, jednocześnie nie mogąc się pozbyć postawy 'chcesz, żeby coś było zrobione dobrze - zrób to sama!'?

Czuję się rozdarta i nie mam pojęcia, w którą stronę pójść... Czy w ogóle mam jakiś wybór?

LUCKY NO. SEVEN 

To już o Klopsiku. Siedem miesięcy skończone. Tak jakby nagle urósł... Przenieśliśmy się do spacerówki, zaraz wyrośnie z fotelika samochodowego... Jak się go posadzi to siedzi wyprostowany i prawie się nie obala. Umie przejść płynnie z siedzenia do leżenia na brzuszku. Nie pełza jeszcze,  motoryka duża rozwija się pomalutku. Ale motoryka mała! Mamusia jest bardzo dumna, że Klopsik sam pije z butelki, potrafi na siedząco opróżnić ją do dna bez niczyjej pomocy. Pije sam z niekapka 360', łyżeczką trafia do buzi, zjada biszkopta (upieczonego przeze mnie!) czy chrupki. Ząbków nadal brak - a dziąsła swędzą. Obraca piłeczkę w dwóch paluszkach i przekłada z ręki do ręki. I kocha książki. Co rano sprawdza, co słychać u Puchatka

I na zakończenie pytanie - dlaczego na koniec imprezy u Hefalumpa, gdy wraca mama, goście pakują się do pudełka? 



8 komentarzy:

  1. Depresja potrafi czaić się przez parę miesięcy po porodzie zanim objawi się w pełnej krasie, to niby czemu zwykłe smutki i marazm nie mogą dopaść matki po takim czasie..? Według mnie to bardzo prawdopodobne. Poporodowy "baby blues" to nagły hormonalny huragan, poczucie, że zostało się rzuconą na środek rozszalałego oceanu w szalupie z łupiny orzecha - to uczucia dość łatwe do przewidzenia i logicznie wynikające z tytułu doznanego przełomu. A "baby blues" po paru miesiącach? Zmęczenie materiału, rutyna, która może doskwierać (choć zależy to od jednostki), nagromadzone doświadczenia, które niekoniecznie muszą napawać optymizmem (np. wspomniane przez Ciebie poczucie, że tata Klopsika nie udziela się na tyle intensywnie, na ile byś sobie tego życzyła).
    U różnych ludzi różne są przyczyny tego dziwnego smutku, czasem coś się złego dzieje na poziomie ciała, a nie tylko psyche...
    Usiłuję Ci powiedzieć, żebyś ani nie bagatelizowała tego, co u siebie obserwujesz, ani nie odbierała sobie prawa to przeżywania słabszych momentów.

    Torn?. Ja też tak się czuję. Wizja powrotu do tej pracy, którą zostawiłam idąc na macierzyński, napawa mnie przerażeniem. To samo przerażenie ogarnia mnie na myśl o moim dziecku pozostawianym w żłobku czy innym przytułku. Siwieję od tego.

    Uściskaj od ciotki Leśnej swojego małego bibliofila. Faktycznie, "małą" motoryką Klopsik wymiata! Sam łyżeczką do buzi? Sam pije z niekapka? Kurczę, a Dunia - leń mały smrodliwy - łapy w takich sytuacjach ma jak zagipsowane. Nie chce sama się obsługiwać i nie ma opcji, by ją do tego nakłonić.
    Biedny Klopsik, że tyle czasu męczy się z tymi swędzącymi dziąsełkami. U Duni trwało to ze dwa dni, ząb przedarł się na świat i niemowlęce cierpienie się skończyło. Masujesz czymś Klopsowi te dziąsła?

    P.S. Przepis na biszkopty nadające się dla niemowlęcia poproszę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj koleżanko lingwistko :) Piknie tą waszą codzienność opisałaś. Cudna Mama z Ciebie. U nas też spacerówka i poszukiwanie nowego fotelika do samochodu. Łyżeczką nie trafiamy do buzi. Natomiast chwytamy cały słoik i jego treść wylewamy do buzi i na siebie :)

    Wiosenny blues? Widocznie tak ma być. Mam nadzieję, że szybko się zregenerujesz i odrodzisz po tym przesileniu. Zdradzę Ci w sekrecie, że ja czasem myślę sobie, że "niedobrą" mamą jestem, bo nie poświęcam się Koszałowi w 100%. I odkładanie i obserwowanie, jak sam się bawi, to u mnie norma. Fajnie jest potem go dorwać i wycałować przy jego rozkosznym chichocie.Czasem nie mam siły opowiadać mu o świecie. I sobie tak posiedzimy w milczeniu... (tzn. on lata, a ja za nim pół kroku...a nie, czekaj, jak ja za nim tak lecę, to jednak komentuję te jego wygibasy). Za to Teściowa nadrabia i trajkocze za trzech!

    Ściskam mocno!!! xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, odkładanie dziecka i obserwowanie go jest jakimś grzechem wg macierzyńskiego dekalogu? Zatem grzeszę dzień w dzień:P
      Tak poważnie to bardziej bym się lękała o te dzieci, którym poświęca się 1000% czasu i całą energię.Na samą myśl o byciu taką nad wyraz zaangażowaną matką, robię się okrutnie zmęczona.

      U Ciebie Teściowa trajkocze, u mnie "babcia" Duni, czyli żona mojego taty. Uszy więdną. Nie lubię tego chaosu i wiecznego gruchania, które staje się udziałem Duni z tytułu jej wizyt.

      Usuń
    2. To mamy bardzo podobnie. :)

      Usuń
  3. Uff na szczęście już lepiej. Dziękuję Wam dziewczyny. To chyba przesilenie wiosenne mnie tak wymietolilo.
    Muszę się pochwalić. Ja spaceruje z Klopsikiem, a jego Tata myje okna. Od razu człowiekowi lżej ;-)
    Przepis na biszkopty będzie jak tylko upieke świeżą porcję - będzie ze zdjęciami!
    Ściskamy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Tata Klopsika skończył z oknami, zapraszam do nas;) W leśnym ostępie przez okna niewiele już widać i przetarcie ich ręką profesjonalisty dobrze by im zrobiło;)
      Dobrze, że już lepiej i z wymiętolenia zrobisz się bardziej wyprasowana psychicznie.
      Czekam z niecierpliwością na biszkopty:)

      Usuń
  4. Rośnie mały czytelnik!
    Pozdrawiamy serdecznie - zaraz prawdziwa wiosna i smutkom trudniej się utrzymać :)

    OdpowiedzUsuń