sobota, 1 lipca 2017

Strach

Będzie banalnie. O strachu o dziecko. Oczywiście. Boimy się wszystkie. To natura wyposażyła nas w ten strach. Ale to, co dziś przeżyłam... nie sądziłam, że można bać sie tak bardzo...

Pojechaliśmy na festyn. Ja, dzieciaki, mój ojciec. Festyn w domu opieki w którym przebywa siostra taty. Zaskakująco miła atmosfera. Muzyczka, grill, rodzinki. Dzieci czuły się swobodnie, czarowały tamtejsze opiekunki. Piękna pogoda. Duży park. No ale w końcu nadszedł czas, kiedy młodsza zaczęła pokazywać, że jest zmęczona. Postanowiłam, że wracamy do naszego stolika, dojemy, dopijemy i jedziemy do domu. Klops próbował utrzymać równowagę na krawężniku, ja wsadzam młodą do wózka. Podnoszę wzrok. Nie ma go. NIE MA GO! Biegnę, wołam. Nie ma! Przed chwilą tu był - mówi moj tata. Wiem. Był. Ale nie ma!
Nie jestem w stanie opisać, co czułam biegnąc wzdłuż i wszerz tego parku. Zaglądając facetowi do auta, bo dlaczego akurat teraz wyjeżdża? Pytając pań, czy go nie widziały. Zastanawiając się czy tam nie ma strumyka? A tam skarpy? A tam jest ulica? Serce waliło jak szalone, gdy wolałam jego imię myśląc a co jeśli już nigdy...

Znalazł się. Poszedł tym krawężnikiem dokoła budynku i nagle zorientował, że jest sam i płakał schowany za dostawczym autem. Nie wiedziałam, że tam jest przejście, a byłam tam sprawdzać zaraz obok. Nie widziałam go, a on mnie nie słyszał. Znalazły go panie. Anioły. Pocieszały i jego, i mnie.
Mówił, że miałam iść z nim, pytał, dlaczego go zgubiłam?  Przepraszam Cię, synku! Jak mogłam do tego dopuścić. .. Nie puszczał już mojej ręki. ..

Nadal się trzęse... Nigdy się tak nie bałam.

sobota, 27 maja 2017

Kaszka w łóżku

Nie zapamiętam każdego wieczoru, kiedy kładą sie grzecznie spać po wspólnym czytaniu bajki - albo trzech.
Ale ten wieczór kiedy w łóżku zajadali się kaszką z truskawkami, po czym myli w tym łóżku zęby  (no Klops by nie zasnął!). To zapamiętam.

A bajki czytaliśmy swoją drogą.

poniedziałek, 22 maja 2017

Majowo

W końcu doczekaliśmy się wiosny. Można więcej posiedzieć na dworze i pogrzać sie na słońcu. A życie płynie sobie jakby w międzyczasie. I czasem przynosi nowe, czasem przypomina mi, że to stare też jest apoko.
To będzie kolejny post z serii co u nas.

Po pierwsze primo Klops dostał się do przedszkola! Do tego wybranego, naj naj naj i w ogóle cud. Nie było to takie oczywiste, jako że dzięki 'dobrej' zmianie miejsc w przedszkolach w wielkim mieście mało - malutko. O reformie edukacji mogłabym gadać długo, powiem tylko że mam problem nie z samą reformą, co ze sposobem jej przeprowadzania. Jakby kogoś ścigali. Nie ważne, udało się. Od września start. Trochę się boję, bardzo się cieszę. To bedzie dla nas duuuuuza zmiana.

Jest jednak problem poniekąd z przedszolem zwiazany. Mianowicie temat nieszczęsnego nr2. O tyle o ile Klops woła siku (czesto w ostatniej chwili), o tyle kupę owszem, woła, ale za nic nie zrobi na nocnik/kibelek/nakładkę /w krzaki. Nie, on 'kocha' swoją  pieluszke - jak sam mówi. I nic nie skutkuje, prośby, przekupstwa, perswazja, bajki, piosenki. Nic. Pomocy! Czy będę czekać do 18stki żeby był gotów?

Poza tym jest nieznośny. Ubrać takiego to wyzwanie. Popycha siostrę  (aż zaczęła go gryźć! ), ryczy o WSZYSTKO, jeczy, wyrywa się. Oczywiście nie zawsze! Ale wystarczy, że np. obudzi się 30min wcześniej. W jednym momencie kochany tulasek, w następnej mały furiat.

No, to ponarzekalam na syna. Rośnie mi ten chłopiec. Ale dziewczynka nie pozostaje w tyle. Gada! 'Tam pi (ł)ka" "bu (ł)ka" "daj" (a raczej dAAAAJ!) "Tata" "babuba" (babunia) "pacz" "papa" "je (sz)ce". Tylko "mama" niechętnie  ;-) załatwia to sobie inaczej ;-).

Tyle z rozwoju dzieci. A co sie u nas dzieje? Majówkę spedzilismy w Karpaczu. Byłam tam po raz pierwszy w życiu. Pięknie. Pierwszy raz wzięliśmy apartament zamiast domku i to była mega dobra decyzja. Dużo miejsca, widok na Śnieżkę. Cudo. Wędrówki zaliczalismy z Młodą w nosidle - nie wyobrażam sobieiec tylko parasolke. Byliśmy pod Śnieżką przy dzikim wodospadzie, w Jańskich Łaźniach skąd wyjechaliśmy kolejką na Czarną Górę po Czeskiej stronie, zobaczyliśmy świątynię Wang. No i sam Karpacz oczywiście. Wszyscy byliśmy zachwyceni. Tylko jedzenie było ciężkim tematem i postanowiliśmy, że następnym razem będziemy gotować - chociaż czesciowo. Bo dzieciaki nie za bardzo chciały jeść (no dobra - Klops nie chciał jeść ).

Staramy sie byc aktywni. Rower na stale gosci na spacerach. Byliśmy na festiwalu kolorów. Taz w tygodniu basen - super zabawa choć te moje cwaniaczki zawsze chcą po swojemu. Klops nie chce nurkować, Młoda domaga się zabawek choc ciocie instruktorki akurat mają inny plan. Młoda - ta dopiero jest aktywna - jezdzi na jezdziku, testuje hulajnoge i wchodzi na krzesła, a dziś nawet wlazla na stół!

Pracę ledwo zaczęłam, a od połowy czerwca wakacje! Plany jakies tam są - ale glownie to będziemy zwiedzać okolice. Jedno co wiemy, to że Klops na urodziny dostanie malego b-twina. Na biegowce smiga jak stary kolarz! Tyle mamy letnich planów ;-)

Ostatnio rzadko piszę nie tylko dlatego, że wróciłam do pracy, czy tez dlatego, że czasu brak przy dzieciach. Skąd. Głównie dlatego, że ciągle coś szyję. Mam wielki karton materiałów i ciągle coś tworzę. Klops pyta 'mamo uszyjesz mi? Mamo a to uszylas?'. To bardzo budujące. :-) mialam co prawda prowadzic w zwiazku z tym drugi blog ale jakos szkoda mi czasu i ograniczam się  do wrzucania zdjęć na instagram.

Znowu wyszedł tasiemiec więc kończę na dziś.  Trzeba się  czasem wyspać :-*

W nagrodę dla wytrwałych majowa Wiercipietka w parku i majowy Klops w górach.



środa, 10 maja 2017

Czasu za mało

Ten post wisi ponad miesiac i na prawde nie wiem dlaczego dopiero dzis go publikije 😂 zyjemy jakby co i zagladam do Was regularnie ale czas zamiast na pisanie dziele miedzy prace i szycie. I dom oczywiscie ;-) no to prosze:

... (czasu za malo) ....Żeby wszystko porzadnie opisać. To znaczy troszkę go mam - ale głupio pisać blog gdy dziciaki piszą sprawdzian. Co innego ręcznie. Dlatego podsumowanie umiejetnosci rocznej Wiercipiętki w takiej wersji. Mam nadzieję, że sie doczytacie?





Wiercipiętka bardzo dziękuje za wszystkie życzenia! 




czwartek, 16 marca 2017

Dziś są Twoje urodziny!

Rok temu o tej porze...
Dopiero sie zaczynało i trwało do rana...
Pamiętam radość, szczęście, wręcz euforię, ból, strach, adrenalinę, niedowierzanie, amok...
Kłębowisko emocji.
Wspomnienia są intensywne.
Wzruszam się.

Kocham Cię, moja mała córeczko. Bądź zawsze tak dzielna, sprytna, czuła, radosna i ciekawa świata!

piątek, 24 lutego 2017

Pomału do przodu

Na szybko wieści z frontu.

Praca super. Od razu wciągnął mnie ten nurt. Jakbym nigdy nie miała przerwy. Niesamowite wręcz. I boleśnie miłe pobyć trochę z dziewczynami w moim wieku z którymi mam milion tematów i podobne poczucie humoru.

Gratis do powrotu do pracy mieliśmy jakiegoś wirusa. Zaczął Klops w sobotę, w poniedziałek lekarz i Zosia też trafiona. Diagnoza - przeziębienie. Siedzieć w domu. We wtorek byłam w pracy cała w nerwch jak sobie poradza z tymi smarkami. W środę trafiło mnie, a w piatek tatuśka. I mijają jutro dwa tygodnie tej choroby a nas dopiero puszcza...

A niemąż? Cóż, po karczemnej awanturze o braku wsparcia i egoizmie nie odzywa się już na temat mojej pracy - dobre i to. Dobrze mu sie ogarnia dzieci, bo wszystko ma zrobione. Wczoraj nie zostawiłam pizamek i jak wróciłam o 20 zobaczyłam imprezę na całego. .. myślałam, że mnie trafi. Ale sie nie odzywam. Czuję się jak jakiś strateg, muszę metodą prób i błędów zostawiać rzeczy do zrobienia, bo jak powiem 'zrób 'to będzie święte oburzenie no jak to przecież on sie dziecmi zajmuje! a tak to nie będzie miał wyboru. Obiady już robimy od zawsze na dwa dni, zresztą na rękę mi jest żeby był gotowy, bo biorę porcję ze sobą.

Jakby mało było atrakcji, w niedzielę Klops zaczął narzekać, że go uszko boli. No szlag, zapalenie ucha jak nic! Podalam mu ibuprofen i modlilam sie żeby przeszło. A już od jakiegoś czasu był mega maruda, placzek i nie chetny na jedzenie. I co sie okazuje? Piąteczki! 'tylko' na szczęście bo już miałam szpital przed oczyma..

Młoda zaczęła robić testowy krok. Jeden i bach! i śpiewa i tańczy i straszy nas i robi a kuku. i wydłubuje nam oczy... hmm... przybija nam piatki i robi iskierki, pakuje klocki do pudełka i rzuca też nimi w dal. potrafi się wsciekac, rzucaćna podłogę nawet! ale najbardziej znaczaca różnica miedzy moja dwójka to pobudki - Klops zawsze wył z rana - o cyca, o kakao, zawsze. ona nie. budzi sie uśmiechnięta i cała w skowronkach!

Klops przez chorobę naogladal sie bajek za wsze czasy. trzaska filmiki na Youtube super simple songs i niektóre zna już calkiem nieźle. Podczas mycia rąk wczoraj wieczorem powiedział 'mamo, ja myję te rączki i arms arms arms' szorujac je do łokci niczym chirurg przed operacją :-)
Muszę mu skrócić i przesunąć drzemki, bo ostatnio usypianie go to jakas masakra. wychodzę z sypialni po 22! marzy mi się, żeby zasypiał sam, ale nad tym popracuje latem, jak wieczorem będzie jasno. myślę, że łatwiej mu będzie mnie puścić, tym bardziej, że na drzemki zasypia sam.

tymczasem za oknem raczej zima, a u mnie na paznokciach wiosna :-) nie moge się doczekać długich spacerów i krótkich rękawów :-) a jutro idziemy do bratowej na roczek młodego! ale tasiemiec mi wyszedl... miłego weekendu!