poniedziałek, 12 października 2015

TO MNIE WKURZA: o karmieniu piersią

Ta złość rośnie we mnie od marca. Myślałam sobie: zdarza się. Ale dziś historia się powtarza. Może ktoś powie, że jestem laktoterrorystką. Że nie przeżyłam to nie wiem. Ale ja swoje zdanie mam.

I nie będzie o tym, co ja się nasłucham o karmieniu Klopsa piersią(wciąż). Będzie raczej o tych, co nie karmią.

Dziewczyny, które nie karmią swoich dzieci piersią dzielę na trzy grupy.
Pierwsza to te, którym, z bardzo różnych względów, nie zależy. Nie chcą, nie lubią, z różnych przyczyn (poza samymi piersiami, mlekiem i dziećmi)  nie mogą. Mówią o tym otwarcie, czasem pokarmią piersią kilka dni, może tygodni, nie odpowiadają o jałowym mleku, żyją swoim życiem. Są szczere, za to ogromny szacunek. Reszta, moim zdaniem, to nie moja sprawa.

Druga grupa to te dziewczyny, które na prawdę chciały, ale nie dały rady. Z różnych powodów, zazwyczaj sprowadzających się do braku odpowiedniej pomocy kiedy była potrzebna. Ale walczyły, tygodnie, miesiące, no nie udało się. Trudno, ściskam je mocno, nie samym chlebem żyje człowiek, spokój mamy i dziecka też jest ważny.

Mnie wkurza trzecia grupa. No cholera mnie bierze, znów mnie wzięła. To dziewczyny, które całą ciążę opowiadają, jak to one koniecznie będą karmić. Że to jest najważniejsze z naj, i w ogóle nie ma opcji, żeby nie. Dostają w prezencie laktatory, wkładki, herbatki, staniki i piżamki. A później już w szpitalu słyszę płacz 'nie chce się przyssać ',  'płacze' itd itp. I już w drodze do domu występują do dyskontu z robaczkiem po kartonik najtańszego mm. I zasypują później opowiadaniami o bolących sutkach (ano bolą, poczekaj na sześć zębów),  o jałowym mleku (bull s) o źle przysysającym się dziecku (no, też jest to dla niego nowość) i o braku opieki w szpitalu (nosz cholera też tam rodziłam u na prawdę to bzdura). I narzekają na kolki, nieprzespne noce i ile to mm kosztuje (bo to najtańsze akurat ich dzieci uczula).

Ja wiem, że nie każdy ma tyle szczęścia, co ja z Klopsem, że bywa ciężko i że czasem się nie udaje. Ale budowanie tych miejskich legend o tym dlaczego tak bywa...błagam! Litości! Po cholerę się tak zarzekały, skoro tak serio to chcą zapalić papierosa czy zjeść kebab i wypić piwko? (akurat te moje dwie bliskie dość znajome chyba głównie na fajkę ochotę miały). No i luz. Pal. Tylko nie kłam! Bo to mnie do szału doprowadza. I nie pomaga następnym młodym mamom, tym, którym na prawdę zależy i które spotykają się z prawdziwymi problemami z laktacją.

Dziękuję za uwagę.

15 komentarzy:

  1. Blehehe, dużoooo bym mogła dorzucić do pieca w tym temacie.. :)

    Po pierwsze primo: kebaba można sobie dziabnąć od czasu do czasu :)
    Jadam i do prawdy - wszyscy mają się świetnie :)
    To samo się tyczy pizzy i hamburgerów.
    I mleko jest nadal bez porównania lepsze niż mm.
    Więc nie kumam tych lasek.

    Po drugie primo: mleko mamy nawet po papierosie i kropli alkoholu jest lepsze niż mm. Dziwne, nieogarnięte - ale takie są fakty.

    Mnie najbardziej denerwuje fakt, że czasami wstydzę się przyznać, że 6mcy karmiłam wyłącznie piersią i nadal karmię, rozszerzając dietę.
    Mam wrażenie, że czasem druga strona oczami wywija, zanim skończę mówić "tak, karmię".

    Taka sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano bo to temat rzeka :-)
      Zarówno w kwestii jedzenia - uważałam co jem przez pierwszy miesiąc ALE gdy Klops w 8 dobie trafił do szpitala, jedliśmy na mieście bo wolałam być z nim niż jeść w domu, a i w tamtym szpitalu (uniwersyteckim) dostałam broszurę o tym, że dieta matki karmiącej nie istnieje, chyba że pojawi się alergia. A pierwszego maca zjadłam, gdy wracaliśmy z USC, więc też szybko.
      To raczej chodzi o wymówki. Bo karmić czy nie karmić - dla niektórych (!) tak czy siak wstyd. Więc wymyślają historie o jałowym czy zanikającym pokarmie i robią wielkie oczy jak mówisz, że to tak na prawdę tak nie działa. Są inne problemy, ale one ich zdecydowanie nie miały.
      A mnie najbardziej wkurza to, że choć moje zdanie jest zdecydowanie po jednej stronie, to nie specjalnie czuje się w kompetencji nawet komentować jak już jest decyzja podjęta i dziecko je to co je. Tylko dlaczego to nie działa w obie strony? I po cholerę ta ściema?
      Jak już mówiłam, temat rzeka :-)

      Usuń
  2. Ja doświadczenia w karmieniu piersią z wiadomych względów nie mam, ale myślę podobnie jak Ty. Jeśli już ktoś decyduje się na odstawienie dziecka od piersi (albo nawet nie próbuje go jakoś specjalnie przystawiać) ze względu na własny komfort, to niech przynajmniej nie wymyśla takich ściem na użytek publiczny, żeby zrobić z siebie troskliwą i zrozpaczoną mamę, której się nijak nie udaje.

    Są też przypadki skrajne w drugą stronę (rzadko, ale są) - czyli karmienie piersią dziecka w wieku lat 3-4, co dla mnie szczerze mówiąc wygląda już nieco dziwnie. Miałam taką znajomą, która finalnie przepaliła pokarm, bo synuś w tym wieku praktycznie jej się od cyca nie odklejał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, o te ściemy chodzi...
      Co do karmienia do 4 lat... Cóż, mój plan był taki, żeby w Sylwestra już móc się napić szampana. Oczywiście plan sprzed ciąży ;-) obecnie Klops wykazuje coraz mniejsze zainteresowanie cycem, więc odstawienie to kwestia dni i karmienie do 18-stki mi na szczęście nie grozi. Piszę 'na szczęście ', bo nie chciałabym... ale ponownie - ostatnia jestem do oceny tych, które karmią na prawdę długo, - podobno 4 lata to średnia światowa, no i jak pomyślę o krajach Afryki to trochę mi się perspektywa zmienia ;-)

      Usuń
  3. Jest na to zwięzłe określenie - hipokryzja.

    Co do karmienia Klopsa, nie wyszłaś jeszcze z siebie od tego bezustannego komentowania przez społeczeństwo tego faktu? Mnie w ogóle krew wrze od tego ciągłego wpieprzania się różnych krewnych, znajomych i sąsiadów w rodzicielstwo. A czy karmisz, a gdzie czapeczka, a czemu bez skarpet... no żesz kurr...ile można tego słuchać? Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie licząc mojego chłopa, od nikogo, nawet od najbliższej rodziny od dnia narodzin Duni jeszcze nie usłyszałam, żebym coś dobrze zrobiła, żebym się świetnie spisywała w roli matki. Zawsze znajdzie się coś, w czym można mnie pouczać.

    Idę się położyć w chłód, bo ciśnienie mi znów rośnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśna! ty żyjesz! Kiedyś pisałaś, że u mnie chwasty obrastają bloga, ale u Ciebie to już akacje widzę! (taka metafora działkowicza). A my tęsknimy!
      Komentarzami się nie przejmuję. I Tobie też to radzę. Choć wiem, że to cholernie trudne, i sama kiedyś się wszystkim! martwiłam. Nie daj sobie nic wmówić, jesteś najlepszą mamą dla Duni jaką można sobie wymarzyć!
      A na ciśnienie ponoć winko jest dobre ;-*

      Usuń
  4. No ja też nie mogę się pochwalić osobistymi doświadczeniami w tym zakresie. Sama zresztą nie wiem jaki mam pogląd w tym temacie i do której grupy będę przynależeć, pierwszej czy drugiej (oby do jednej z nich, jak najszybciej, ehh…). Bo że nie do trzeciej to pewnik. Mnie też ta grupa wkurza na maksa! Myślałam, że to moje „niepłodnościowe jazdy” (pewnie też trochę;P) i schowałam je głęboko do szuflady, ale widzę, że nie jestem sama z tym poglądem.

    Znajoma urodziła córeczkę. Przez całą ciążę zarzekała się, że będzie karmić piersią. Krytykowała swoją siostrę, którą stać było „tylko” na trzy miesiące, z dokarmianiem od pierwszego dnia. Że taka egoistka, nieodpowiedzialna, ignorantka!

    Przyszedł poród: jak malina (jej słowa), córka zdrowa. Dziecię z edycji: ssak premium! No ale już pierwszej nocy, trzeba ją było dokarmić butelką, bo przecież po trudach porodu, trzeba wypocząć. Potem dwa tygodnie „męczarni”. Trzeba w nocy wstawać, no i zapewne nie dojada, bo płacze! UWAGA! Niech świat się zatrzyma! Niemowlę płacze!

    Siostra zasugerowała dokarmianie. Wariatka, egoistka, nieodpowiedzialna, ignorantka!

    Kolejny tydzień. Mała „nie chce” cyca, mama za to chce wyjść z kumpelami na koncert. Butelka idzie w ruch. Ale po powrocie znowu cyc, bo przecież dobro dziecka jest najważniejsze.

    W czwartym tygodniu, pierś jest dodatkiem do butli, bo naturalne karmienie tak strasznie (!) ogranicza, izoluje od społeczeństwa, wyczerpuje. No ale czego się nie robi dla dziecka.

    W piątym pierś idzie w odstawkę. Pięć tygodni TAKIEGO dramatu to jednak za dużo, nawet dla odpowiedzialnej, fachowej, matki altruistki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, o, o... ta historia jednak mnie wkurza też!

      Usuń
    2. No, historia pojechana, że tak powiem. O to właśnie chodzi. I nie trzeba karmić, żeby to czuć jak widać :-)

      Usuń
  5. Eeee, mnie to nie wkurza :) Wkurzają mnie natomiast te, co nawołują do karmienia piersią za wszelką cenę i cytują statystyki, jaka straszna krzywda dzieje się dzieciom na mm. Doczytałam się w takim artykule nawet tego, że mm jest winne.. śmierci łóżeczkowej. To mnie wkurza bardziej. Bo myślę o tych dziewczynach, co chciały, starały się i... nie wyszło, pomimo ich dzielnej walki. I po co im jeszcze takie teksty? To tak jak dołować dziewczynę po CC z medycznych powodów, jakie to zło się stało.... rzygam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię. Myślę, że każde takie radykalne nawoływanie, niezważające na szczególne okoliczności indywidualnych osób (niezależnie od tematu) jest wkurzające. Moja przyjaciółka, nie mogła karmić piersią ze względu na przyjmowanie antydepresantów. Oczywiście nawoływanie jej nie ominęło. No i co taka biedna dziewczyna ma zrobić, zakładając oczywiście, że słucha tych "mądrości"? Stoi przed wyborem: nie brać leków i ryzykować skok do rzeki, ale dziecku do ostatniej chwili oszczędzić rzeczonej śmierci łóżeczkowej (że what?!?!), albo brać leki i wracać do zdrowia, ale dziecku fundować niemalże zagrożenie życia. No paranoja! Tak źle i tak niedobrze.
      Wszystko się ostatecznie sprowadza moim zdaniem do tego, żeby potrafić zachować umiar. We własnym życiu, w wyrażaniu opinii i w dawaniu "złotych rad". Ah jak to łatwo brzmi;)

      Usuń
    2. Zgadzam się z przedmówczynią: paranoja! To tak na serio z tym sids? Masakra jakaś, toż to połowa z,nas cudem przeżyła! Wszystkie skrajne opinie bez krzty empatii, chwili myślenia mnie wkurzają. Gadanie żeby gadać.
      A ja ciągle czekam, kiedy u Klopsa zobaczę to znamię cc na czole i coś nie widzę ;-)

      Usuń
  6. Temat rzeka.....a mnie najbardziej wkurza inna grupa mam karmiących mm,które robią nagonkę na kp przekonując, że kp i mm to jest to samo mleko. A nawet mm jest lepszy, bo ma witamy i jest "przebadane" !! A w piersiach to sama woda, chemia i "bzdury" o wartości kp to sciemy z ulotki. To powtarzanie jak mantrę, ze "znajomej dzieci z mm nigdy nie chorują, a inna karmiłA cycem dwa lata a dziecko ma co miesiąc antybiotyk. No i jedyna wada mm to cena......te baby mnie wkurzaja najbardziej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam dużo szczęścia, bo z tego typu tekstami się nie spotkałam. Albo ich autorki mają dużo szczęścia, bo mogłabym się nie powstrzymać ;-)
      Dziękuję za odwiedziny :-D

      Usuń
    2. Ja niestety się spotkałam z taką nagonką na karmienie piersią. .. była to dziewczyna której się karmienie piersią nie udało i bardzo mi zazdroscila że karmię. I mówiła takie teksty.no cóż....

      Będę wpadać;)

      Usuń