poniedziałek, 27 kwietnia 2015

dlaczego jestem taką suką.

Nie będę się tu użalać nad sobą. Nikt mi nic przykrego nie powiedział. Nic właściwie się nie stało. Po prostu moje myśli zawędrowały w takie miejsce i zachciało mi się rozwinąć temat.

No cóż, spójrzmy prawdzie w oczy - jestem wredna. A raczej: potrafię być. Cięte riposty cisną mi się na usta i muszę mocno przygryzać język, żeby nie wyskoczyły. Potrafię dowalić tak, że odbiorcy pójdzie w pięty. Niestety tymi odbiorcami są zazwyczaj osoby mi bliskie. Rodzina, przyjaciele, znajomi. Nie-mąż. A jedyną osobą, która wie, o co w tym wszystkim chodzi jest mój brat. Reszcie nie jestem w stanie wytłumaczyć, nawet Tacie Klopsika. No bo mogę mówić i mówić, tłumaczyć i tłumaczyć, a i tak jak przyjdzie co do czego to jest im przykro. I jestem w d...

A chodzi po prostu o to, że ja nie mówię wtedy wcale tego, co myślę. To się nazywa ironia, niestety coraz mniej osób ją potrafi wyczuć, a ci, którzy kiedyś umieli bardzo dobrze, nagle tracą tą umiejętność na rzecz 'obrazy majestatu'. Najgorsze jest to, że czasem już, już wydaje mi się, że ktoś doskonale czuje klimat i co? Dwa słowa za dużo i jest kwas. Nic nie da powiedzenie 'żart', 'to nie miało tak zabrzmieć' czy nawet 'przepraszam'. Urażona osobistość łypie nieprzychylnie, a Nie-eM jest cały zestresowany, że ktoś coś, zamiast potwierdzić, że to joke, czy coś. Z bratem natomiast mogę rzucać cięte te
teksty do woli w dwóch językach i wiem, że on to lubi. I ja też. Wychodzi na to, że tęsknię za bratem...

Ale potrafię też być prawdziwą wredną suką. Taką, która wszystko wytknie, co tylko się da, zauważy każdy najmniejszy błąd i niewybrednie skomentuje. Nie w twarz, co gorsza, ale przed Nie-eM. I później leżę w łóżku i zastanawiam się, po co? Nic mi to nie daje, tylko sącze jad. Dlaczego tak lubimy obgadywać, nawet jeśli nasze własne życie daje nam dużo wrażeń i pozostawia mało czasu na życie innych. Mimo to znajdę czas. Obgadam. Skomentuje. Wetkne szpile.

Jak byłam w lo, moim głównym problemem było to, że chciała,  żeby wszyscy mnie lubili. Bardzo przeżywałam każdą porażkę w tej kwestii. Siadałam wtedy przy kawie i papierosie z moim przyjacielem i 'robiliśmy "be" na cały świat'. Tak na to mówiliśmy. I pomagało. Ale teraz nie jestem już w lo. Muszę nad sobą popracować. Inaczej stanę się zrzędą, a to nie wróży dobrze na stare lata. Tym bardziej, że uszczypliwych uwag nie szczędze Tacie Klopsika. A tak nie chce. Więc mówię to tu, żeby mieć większą motywację. Koniec z tym.

Update:
Okazuje się, że wywołałam wilka z lasu. Usłyszałam, że jestem wredna. Bo powiedziałam, że ja sobie jakoś sama radzę na to, że oczekuje ode mnie, że oczywiście, że jak Tata przewija to mama musi mu wydłubać chusteczki z paczki. Ale tu idź sama, to zrób sama, z tamtym sobie poradź sama - wciąż to słyszę. Jestem wredna, bo chcę iść zrobić coś innego. Bo proszę o coś od świąt. Bożego Narodzenia. Bo jestem zmęczona a jeszcze muszę zrobić milion rzeczy i wkurza mnie pytanie w kółko 'idziemy spać?'. No i mamy focha. I nie odzywamy się. I znów nie zrobił czegoś, o co go wczoraj poprosiłam. A jak to wytknę, bo utrudni mi to dzień, to usłysze,  że się czepiam? Nie wiem. I give up.

5 komentarzy:

  1. U mnie podobne klimaty ;)
    Widać taki czas! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja się pod ten post podłączam i podpisuję pod nim obiema rękoma - jakieś przesilenie chyba u nas nastąpiło w relacjach damsko-męskich ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uff. Dziękuję Wam, dziewczyny. Jakoś lżej wiedzieć, że nie tylko u nas burzowe nastroje. Choć wolałabym być z tym sama, a żeby u Was była wiosna.
    Oczywiście wyszukał jakąś firmową sprawę żeby do mnie zadzwonić jak gdyby nigdy nic. nie wiem, co mnie bardziej wkurza -jak milczy czy jak próbuje udawać, że nic się nie stało. Wrrr

    OdpowiedzUsuń
  4. No cholera cholera cholera jasna!!!! Był komentarz, ale się zmył po kliknięciu opublikuj, a ja nie zrobiłam wcześniej mojego tradycyjnego Ctrl V + Cntrl P

    Więc pisałam, że nie wiem, jak to się stało, że zaglądałam i zaglądałam, i tylko Klopsikowe biszkopciki mnie witały, a teraz okazało się, że przegapiłam trzy posty. How come, pytam?

    Po drugie, nic mi bardziej nie brakuje z czasów emigracji, jak tego cudnego dystansu do siebie i ironii, gdzie udawanie mojego polskiego akcentu przez kolegów z biura wynikało z serdeczności, a nie ze złośliwości. Mój zagraniczny eks i powtarzał: "jak się z ciebie nabijają, to znaczy, że cię polubili". Tak więc niezły szok na mnie czekał na ojczyzny łonie po powrocie... Tacy tu jesteśmy delikutaśni...

    A co do bycia wredną suką, to jak zakwalifikujesz moją dzisiejszą rozmowę z koleżanką?
    Ona: Ty, tej, widziałaś zdjęcie jej córki na fejsie? Takie okropnego bobasa pokazywać!
    Ja: No... ale ma bobas potencjał. Ładni rodzice, to może się wyrobi. Ponoć ona też była okropna, jak była mama, a teraz całkiem ładna z niej dziewczynka.

    No profancja sacrum. Wredna sucz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, że szczera to sucz, a do tego dowcipna to wredna. Że też wcześniej nie skojarzyłam tego z naszą mentalnością. Może po prostu mam angielskie poczucie humoru? That would make sense, w końcu na childrens' chanel i cartoon network w wersji gb wychowana. To by też wyjaśniało, dlaczego z bratem się na tej płaszczyźnie rozumiemy jak na żadnej innej.
      No Mela profanum. Ale bajkę o brzydkim kaczątku już ogół uważa za spoko. Ale jak się to samo powie, umieści w rzeczywistości, to się jest be! Remember. Hehe

      Usuń