czwartek, 14 stycznia 2016

Drugi raz, pierwszy raz

Pamiętam jak dziś powtarzające się w kółko pytanie przed powitaniem Klopsika na świecie 'boisz się porodu?'. Nie wiem, czy moje trzecie oko widziało przyszłość, czy też mam odruch obronny w postaci włącznika automatycznego 'ignore' na bardziej stresogenne sytuacje, ale moja odpowiedź brzmiała 'nie, nie myślę o tym'. I nie myślałam. Na prawdę!
Ale dziś myślę.
Dziś wiem więcej.
Dziś jest coś, o co się obawiam. Coś, czego się na serio boję.
A jest to ból. Po prostu ból. Tylko, że ja nie boję się bólów porodu. O nie,  ich nie znam, o nich nie myślę (znów? jeszcze?).
Ja się boję tego bólu, który towarzyszył mi po cesarce. Przez dwa tygodnie równo
Następne mniej. A prócz bólu pamiętam ograniczenie ruchów. Lęk i strach. Pamiętam, jak w drugiej dobie po cc nie poszłam siusiu od razu. Pamiętam prysznic. Ten pierwszy, drugi i ten piąty też. Pamiętam spanie w pozycji półsiedzącej. Przez trzy długie miesiące. Pamiętam, jak źle się podniosłam w piątej dobie po cc i pomyślałam 'znów trzy kroki w tył'. Pamiętam, jakim wyzwaniem była podróż autem. I jak wysiadam z niego by nie musieć być w środku podczas parkowania (skręt, krawężnik, hamulec). Pamiętam, jak chciałam udusić za zdanie 'nie wiesz, co to poród ', ale nie mogłam, bo skupiałam się na tym, żeby iść. Pamiętam każdy pokonany stopień, każde krzesło, z którego nie mogłam wstać. A wcześniej nie mogłam na nim usiąść. Minutę wcześniej.
I wreszcie pamiętam, jak nie mogłam wstać do mojego synka na cito. Jak wdzięczna mu byłam za spokój i cierpliwość.
Wiem, że nie każda tak to przechodzi. I zawsze miałam siebie za odporną na ból. No tak, przetrwałam, bez wielkich jęków i narzekań. Ale pamiętam.

I dlatego zapytałam moją gin: jak pani to widzi? I gdy usłyszałam, że mam wybór, nie ma przeciwwskazań do sn, wiedziałam, że chcę spróbować. Czy to dobra decyzja? Mam nadzieję... Vbac nie jest zbyt popularny. Ale zamierzam się do niego przygotować. I przejść przez to. Nie sama. Będzie ze mną doula. Nigdy nie przypuszczałam, że skorzystam z tej opcji. Ale mam dużo szczęścia i mogę - do tego bardzo zaprzyjaźniona i bliska mi osoba jest tą doulą. Już uspokoiła nieco jednego demona. To nieźle jak na początek.

Wiem, co powiecie. Że plany to jedno. Nie odrzucam cc jako jakiegoś zła, a w życiu. Nie twierdzę, że będzie jak chcę. Wiem, wszystko wiem. Ale spróbować muszę. I będę grzecznie słuchać lekarzy dbających o zdrowie Wiercipętki. Bo to ona będzie w tym najważniejsza. Ale chcę spróbować też dla niej i dla Klopsika.
Jeszcze dużo przede mną. Ale zaczęłam.

18 komentarzy:

  1. Podziwiam i życzę realizacji planu.
    Ja zniosłam cc bardzo dobrze, po dwóch tygodniach to już ledwo pamiętałam o bólu. Dlatego teraz bardziej się boję, że w razie w ktoś może mnie przymuszać do sn. Wogóle wiele rzeczy mnie przeraża w potencjalnych staraniach o kolejny cud. Pewnie dlatego się nie staram....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, po pierwsze nikt Ci nie będzie 'kazać' rodzić sn. Po drugie - jak będziesz gotowa, to nic Cię nie będzie przerażać. No i oczywiście nie masz obowiązku kiedykolwiek być gotowa :-*

      Usuń
  2. Według tego, co mówili mi lekarze, moja ostatnia operacja (laparotomia) była bardzo podobna do cesarskiego cięcia, tylko jeszcze bardziej inwazyjna i związana z jakimś niesamowicie skomplikowanym "czary-mary" podczas zszywania. O dziwo zniosłam to niebywale dobrze - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że dosłownie w tym samym momencie zadzwonił TEN telefon, zabraliśmy do domu Bąbla i miałam do dźwigania 5 kilo szczęścia ;) Na pewno sama najlepiej wiesz, co jest dla Ciebie najbardziej optymalnym rozwiązaniem - a znajoma doula odpowiednio Cię do wszystkiego przygotuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech chciałabym być taka twarda... Choć robiłam wszystko, co trza u jakoś sobie radziłam, to jednak mocno to przeżyłam.
      Mam nadzieję, że moja doula mnie ostatecznie nie wystraszy ;-)

      Usuń
  3. Mam dwie koleżanki, które rodziły sn po cc. Dwa kompletnie inne doświadczenia (jedno na plus, drugie na minus). Wszystko jest możliwe! Niech się Wam układa jak najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wszystko jest możliwe... Trochę obawiam się opcji na minus, w sensie dla Małej, bo stwierdzenia 'dziś zrobiłabym inaczej' już po ze względu na jakieś moje doświadczenie się nie boję.

      Tylko gdzieś majaczy ten brak zaufania do własnego ciała.

      :-*

      Usuń
  4. Dochodzenie do siebie po cesarce też było dla mnie makabrą. Bardzo dobrze rozumiem Twój strach przed ponownym doświadczaniem tego bólu, fizycznej niemocy i wszystkich innych związanych z pocesarkowym czasem trudności.
    Jesteś otwarta na poród naturalny i masz przy sobie doulę - bosko!
    Zaciskam kciuki, byś za dwa miesiące z haczykiem mogła powiedzieć "Urodziłam tak, jak chciałam" a poród i czas po nim były dobrym wspomnieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci, Leśna, już myślałam, że tylko ja jedna jestem jakiś mięczak... Jednak nie wszystkie jesteśmy takie twarde :-/
      Ja mam nadzieję, że Twoje życzenia się spełnią. Po napisaniu tego posta wyszło ze mnie jakby więcej obaw. Dobrze, że teraz, mam chwilę żeby się z nimi uporać. Ściskam!

      Usuń
  5. A ja urodzilam raz silami natury i raz przez cesarskie ciecie. I powiem Ci, ze naciecie krocza przy sn, bolalo mnie podobnie do rozciecia po cesarce. I po obu doszlam do siebie niemal rownie szybko. Po porodzie sn, niemal nastepnego dnia (urodzilam w poniedzialek poznym wieczorem, a wypis mialam w srode rano) mnie wypisali do domu i musialam jakos funkcjonowac. Dwa dni po cesarce maszerowalam przez caly oddzial, zeby odwiezc synka po kazdym karmieniu na naswietlanie (mial silna zoltaczke). Po wypisie do domu juz wlasciwie nie odczuwalam zadnych po-cesarkowych dolegliwosci, chyba ze sie zapomnialam i za szybko zerwalam do placzacego malucha. Po porodzie sn do dzis mam upierdliwe hemoroidy... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, to faktycznie ekspresowo Cię wypisali!
      Jeszcze chyba muszę dodać, że prócz bólu, chciałabym uniknąć tej sytuacji, gdzie muszę odmawiać Klopsikowi noszenia - co będę musiała robić po cc... Mieszkanie na 4 piętrze dodatkowo to utrudnia...
      A hemoroidy to mi się po cc i tak przyplątały, tak że ten ;-) nie ma reguły.

      Usuń
  6. Bardzo podziwiam! !! Jestem po dwóch cieciach cesarskich, drugie wybrałam świadomie,zniosła gorzej niż pierwsze: )) ale co tam: )nie żałuję.

    Porodu naturalnego boję się ogromnie i bardzo podziwiam kobiety,którym udało się tak urodzić.

    A Tobie życzę udanego, szczęśliwego rozwiązania! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie ma co podziwiać ;-)
      A najważniejsze, że piszesz, że nie żałujesz. I ja nic więcej bym nie chciała :-)

      Usuń
  7. Czytam i drżę... tak silnie mam wdrukowany lęk przed porodem - jakimkolwiek sposobem. Słyszę poród - czyjkolwiek - i już przyspieszone bicie serca i trudne oddychanie. Taki urok, kurde.

    Myślę sobie, że to dobrze, że sprawdzasz, zmieniasz scenariusze, że jesteś gotowa na to, co przyniesie Ci rozwiązanie, że chcesz spróbować z doulą. Mi też się marzy takie rozwiązanie doula + znieczulenie - ale nie wiadomo, co, kiedy, jak. Póki co, nie umiem sobie poradzić z lękiem, ani go pojąć. Poza tym - nie mam jeszcze tych dylematów.

    Na koniec dorzucę tylko, że ja zniosłam powrót do siebie po CC bardzo dobrze. Poza 1 dobą, gdzie dali mi zły lek przeciwbólowy, to wreszcie po otrzymaniu właściwego wstałam i biegałam. Nie pamiętam żadnych dolegliwości związanych z cięciem. A może dlatego, że nic nie było gorszego od tych kilku godzin bez działającej tabletki. A potem przyszło zapalenie piersi i ból był ogromny, zgoła gdzie indziej... Czyli: jak Cię boli głowa, to sobie spuść coś na stopę :)

    Trzymam kciukasy!!!!! Mam nadzieję, że jakaś sesja live będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że liczysz na reality tv? Hehe, to by było dopiero.
      Co do przepracowania tematu porodu i tych wszystkich lęków, to doula jest tu bardzo przydatna, że tak powiem. Spotkalysmy się w zeszłym tygodniu w celu obgadania tematów okołoporodowych i uzyskałam odpowiedzi na wiele pytań - których nawet nie musiałam zadać. Na prawdę, warto.

      Aha, czyli jednak anielski charakter Klopsa przyczynił się do tego, że ból po cc bardziej zapadł mi w pamięci. Ale koniec końców - przeżyłam i mam się dobrze ;-)

      Usuń
    2. I tak ma być! A wiesz, ostatnio dano mi było spotkać się z koleżanką, terapeutką. I ona, przy kawie, w miejscu publicznym, wzięła mnie w obroty. I okazało się, co się kryje u mnie pod lękiem przed porodem. Jaka myśl nie daje mi spokoju. I w szoku lekkim byłam, że to jest międlenie ciągle tego samego, a i że myśl ta, ma mało wspólnego z samym porodem. No niezłe klocki, jak ten nasz umysł działa! W każdym razie jestem teraz spokojniejsza i ufniejsza co do moich wyborów. Całusy!

      Usuń
  8. Podziwiam Cie ze decydujesz się na naturalny poród, ja będę robila wszystko żeby mieć cc, a dlaczego? Bo bylam przy naturalnym porodzie przyjaciolki i nie mam zamiaru sama tego przechodzić.. nie mam zamiaru za przeproszeniem robić pod siebie z bólu i rodzic 2dni bo niestety jedne rodzą 2 godziny a inne dwa dni.Do tego opowieści koleżanek po SN o luzach w pochwie i problemach z nietrzymaniem moczu masakruja moja wizje bycia normalna kobieta.Przepraszam ze tak ci pisze ale ja marzę o CC i mam nadzieje ze tak będzie.Przykro mi ze ty tak źle znioslas i mam nadzieje ze u mnie tak nie będzie ale mimo wszystko wole CC niż SN. Muszę zrobić posta na ten temat ale boje się ze zrujnuje psychikę co niektórym bo ja osobiście panicznie boje się SN.
    Życzę Ci żeby wszystko poszlo po twojej myśli i żebyś nie cierpiala.U mnie w mieście do SN nie podają znieczulenia, jeśli u ciebie jest taka możliwość to bardzo fajnie bo to kompletnie co innego.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wg info od mojej douli albo mój poród będzie czysto naturalny (bez oksytocyny itd), albo będzie decyzja o cc. Wiem też, że w moim szpitalu nie trzymają rodzącej dziesiątki godzin (dziewczyny, z którymi leżałam miały cc po 9-11h akcji). Jakoś to będzie ;-) i, jak już Ci napisałam, grunt to wiedzieć, czego się chce :-)

      Usuń