Zdążyłam wypić gorącą kawę.
Zdążyłam pomyć wszystkie lustra.
Zdążyłam zjeść z dzieckiem śniadanie.
Zdążyłam wymyślić prezent na dzień ojca.
Zdążyłam pojechać z Klopsem na basen.
Zdążyłam wjechać komuś w zad. Tak. Pierwsza stłuczka, a prawo jazdy mam od 9 lat.
A Ty? Co Ty zdążyłaś zrobić dziś przed 13?
Zdążyłam prawie zamordować dzieci, tak dały popalić.
OdpowiedzUsuńI zdążyłam odebrać dwie paczki z "paczkomatu".
Zdążyłam właśnie usiąść, czekam czy Młody się odezwie.
Zdążę na pewno zaraz paść na tzw. ryj.
PS Stłuczkę też zdążyłam. 2 tygodnie po tym, jak zaczęłam na serio jeździć. na szczęście to dawno temu było.
Jak masz po 9 latach, to super. To wpisane w jazdę po mieście, musi się kiedyś trafić. Dla pocieszenia - moja znajoma co kilka miesięcy wali autem w poznański tramwaj :) I dalej jeździ!
Jakoś z niczym człowiek nie zdąży tak jak z padnięciem na twarz, co nie?
UsuńTe 9 lat niejako uważam za sukces. Się jeździ, to się zdarza. Ale koleżance tulącej się notorycznie do tramwajów nie zazdroszczę...
A Wy? Tobie i Klopsowi nic się nie stało?
OdpowiedzUsuńSkończyło się polubownie czy trzeba było gliny ściągać?
Stłuczka niefajna rzecz, domyślam się, że ambicja kierowcę trochę od tego pobolewa, ale za jakiś czas na pewno zyskasz do tego zdarzenia dystans.
Myślę, że niejedna taka sytuacja bywa dobrą lekcją.
Nie wbiłam się wprawdzie nigdy w nikogo przez te swoje 22 lata jeżdżenia, ale auto parę lat temu przez czystą brawurę skasowałam. Serce, duma, żebra i kieszeń mnie potem bolały, ale świadomość własnej głupoty była największa i najbardziej bolesna. Od tamtej pory nogę mam lżejszą i przestałam się bawić w Marka Webbera polskich szos. Zawsze sobie myślę, że gdybym nie rozwaliła się wtedy na mokrym asfalcie i nie wyciągnęła z tego wniosków, być może kiedy indziej doigrałabym się większego dramatu. Los mi wtedy pogroził palcem - na szczęście dostrzegłam to.
Nic się nam nie stało, dziękuję za troskę! I auto, w które wjechałam też wyszło z tego bez szwanku więc mili panowie powiedzieli 'jedziemy do domów'. My mamy dziurę od haka. 25/h to nie zawrotna prędkość na szczęście. Aż ciarki przeszły jak czytałam o Twoim wypadku. Szczęście, żeś cało wyszła. No i niezależnie od rozmiaru zdarzenia jest przerażeni, szok, a na końcu złość na samą siebie, że się do tego dopuściło. Bosz, jeżdżę tamtędy pd lat i zapomniałam, że trzeba uważać na tych, co skracają. Well...
UsuńSkręcają, oczywiście ;-)
UsuńJej, ja w porównaniu z Tobą nie zdążyłam prawie nic :)
OdpowiedzUsuńZdążyłam zjeść śniadanie i wypić kawę, a potem już tylko Bąbel mnie absorbował przez kilka godzin. Teraz położyłam go właśnie na drzemkę, więc może zdążę coś jeszcze, ale już nie przed 13 :)
Mam nadzieję, że żadnego uszczerbku na zdrowiu po tej stłuczce nie odnieśliście?
Zdarzają nam się takie dobre dni, kiedy uda nam się dużo zrobić :-) choć chyba ten akurat wolałabym jednak spędzić bez atrakcji jakie mi zapewnił ;-) a zabawa z Bablem to jest konkretne zajęcie, a nie 'prawie nic!
UsuńNic nam się nie stało, dziękuję za troskę!
Oj, ja to dziś "nazdążałam" :)
OdpowiedzUsuń- oporządzić nas dwoje, zsiamać śniadanie
- uśpić dziecia o 10.00
- pobawić się z psem
- przygotować nas do wyjazdu z domu po sprawunki
- kupić kartkę ojcu na urodziny + prezent
- pojechać wspólnie do biura i najeść się stresu - gdy mama podpisuje papiery, Koszał najpierw bawi się grzecznie z pół godziny (czyt. robi syf na podłodze złożony z następujących elementów: papiery, mazaki, pieczątki, kalkulator, kluczyki, książeczki, kabelek od laptopa), a potem robi sajgon (aaaa! zajmij się mną! będę krzyczał dopóki mnie stąd nie zabierzesz! na cały biurowiec! aaaa!), mama bierze go do cyca, rozchełstuje koszulę ... a na to wchodzi pan dyrektor... ekhem... i mówi: "o, przedszkole? to ja przyjdę później"
- potem musieliśmy jechać na jedną wieś po podpis jednej pani, co się nie podpisała na liście obecności
- a potem pojechaliśmy już do babci i trochę się dzień uspokoił...
uffff
Ufff! Nieźle :-)
UsuńA 'przedszkole' wymiotło. ;-D
Wiesz co, ja mam do tej pory niesmak z powodu tej sytuacji. Niby sam pan Dyr powiedział, że mogę z dzieciem przyjść do biura, gdy zajdzie taka potrzeba, ale ta pani, której Franko zrobił sajgon na podłodze, coś ostatnio na mnie krzywo patrzyła. To ona była też autorką: "Ojej, z dzieckiem pani przyjdzie? On jest taaaaaki absorbujący." No i teraz wymyśliłam sobie i dokładam sobie stresu, że przez dziecia nie będą już chcieli ze mną współpracować dalej, hehehe
Usuń