sobota, 25 kwietnia 2015

co tam, panie

Ten czas tak szybko leci i tak mało go zostaje, że znów kolejny miesiąc do nadgonienia i nie wiem, czy dam radę za jednym zamachem, a raczej wiem, że nie dam.

Za nami święta, imprezy rodzinne, przemiła spotkanie z cudownymi czarownicami, działkowe wypady Klopsika, wzloty, upadki... Od czego zacząć?

Wszystkiego opisać nie zdołam, zacznę, oczywiście no bo jak by inaczej, od Klopsa.
A on rośnie, jak na drożdżach! Nie ogarniam ile waży, bo ostatnio 7600 było w lutym, więc to bardzo nieaktualne ważenie. A w domu wagi brak. Anyway, jest ciężki i chyba jemu też ciężko przerzucać girki na różne strony. Ale siedzi solidnie i uparcie kombinuje jak tu się przemieścić. Idzie mu nieźle, choć do raczkowania trochę brakuje - może to i dobrze, bo zasięg ma ograniczony to i łatwiej go upilnować.
Drzemki ma bardzo. Potrafi drzemnac od 7 do 10 po pobudce przed 6 (ostatnio nawet na brzuszku), potrafi też obudzić się i 5:45 i do wieczora zaliczyć tylko dwie 20-minutówki... Na szczęście nie odbija się to jakoś tragicznie na jego samopoczuciu.

...przerwa techniczna... Z przedpołudnia zrobiła się noc...

Co jeszcze? Spisać, nie zapomnieć, nie stracić... Ach tak, jeśli chodzi o gadulstwo, to przeważają samogłoski, nowością jest 'bu', w związku z czym mówię na niego 'Bubu' (bosz, jaka ja wyszukana).
Nie muszę już mielić jedzenia na
kompletną ciapaję, ogarnia coraz to większe grudki, ładuje łapki do miseczki, ale nie ogarnia żeby je wpakować do ust. Chyba, że mu włożę do nich coś większego (chrupa, chleb, pyrka, itp) albo chwyci łyżeczkę.

Co mnie bardzo cieszy, to to, że potrafi się sam bawić. Nie muszę zawsze mu podtykać zabawek pod nos i tańczyć i śpiewać (choć i tak bywa, hehe). Ale to nie znaczy, że nie zmagamy się z lękiem separacyjnym. Klopsik już nie czeka w pokoju gdy mama jest w toalecie. Siedzi w przedpokoju (tam jest wykładzina na drewnie, nie to, co płytki w łazience)  i obserwuje. Cóż, taki los. Karmienia około - północy okraszone są tuleniem się do mamy w pionie, kilka razy zasnął leżąc na mnie,  bo już nie dałam rady siedzieć. Raz spał ze mną w wyniku takiego usypiania. Well...

Z dzidziusia robi mi się chłopiec, to piękne i strasznie smutne zarazem. I codziennie przepełnia mnie taka miłość do tego małego człowieczka, że aż zapiera dech.
I dlatego dziś będzie tylko o nim. Bo o sobie mam mniej optymistyczne przemyślenia. Ale o tym później.

2 komentarze:

  1. Dopiero teraz znalazłam chwilkę, żeby nadrobić zaległości i przeczytać wszystkie wpisy. Już Was lubię - i na pewno będę zaglądać tu częściej :)

    A czas z dzieckiem - choć niekiedy wydaje się dłużyc wręcz niemiłosiernie - tak naprawdę zapierdziela w rekordowym tempie. I aż żal, że z tego kruchego maleństwa wyrasta coraz większy, sprawniejszy i coraz bardziej niezależny młodzieniec. To znaczy z jednej strony człowiek jest dumny z postępów, ale z drugiej - chciałoby się te pierwsze wspólne chwile zatrzymać, by trwały jak najdłużej :)

    Pozdrowienia dla Klopsika i jego Mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nam miło, dziekujemy za ciepłe słowa i zapraszamy :-)
      No właśnie ta duma pomieszana z żalem, to chyba nieodłączny element bycia mamą.
      Ściskamy Cię Bajko i Twojego Bąbla!

      Usuń