Są takie dni, kiedy nic nie idzie jak trzeba. Kiedy drobne rzeczy wprowadzają mnie z równowagi. Nie, wróć. Doprowadzają mnie do szału. Takiego na prawdę nie do opanowania.
Ale może od początku. W te dni wszystko zaczyna się niby normalnie. Klopsik budzi się może trochę wcześniej niż zwykle. Wszystko niby dzieje się według stałego planu. Cyc, pielucha, wspólne leżenie w oczekiwaniu na dwójkę, pielucha i czas na drzemke, bo toż to blady świt dla nas. I wtedy do akcji wkracza faktor x. Faktor x, czyli tata postanawiający zmienić swój rytm dnia. Jest fajnie, leżymy sobie razem, próbujemy zasnąć. Znaczy Klopsik próbuje, bo tata dawno śpi a mama tylko czeka. I w takie dni tata, nieświadomie, robi wszystko, żeby Klopsik czasem nie usnął. A to kaszlnie, a to szturchnie, a to chrapnie, a to jeszcze inne niewiadomo co. Po półtorej godziny, podczas której Klopsik się zdąży rozbudzić na fest, a mnie rozboli głowa, tata wstaje cały w skowronkach i nawet nie zapyta, czy zrobić kawę, zrobi tylko sobie, bo 'przecież chciałaś spać'. Taaa, czas przeszły. Więc wstaje i marudze - bo co innego mi pozostaje? łeb nachrzania, dzieć nie wyspany, perspektywa cudownego przedpołudnia. 'ty jesteś zła bo chciałaś spać do 10'. Litości! ' Śpisz sobie, pomalujesz się i idziesz na spacer. Wracasz i zaraz ja jestem w domu.' No ja pieprze. Jak na tym obrazku...
Co tu się stało?
codziennie pytasz się co ja takiego robię przez cały dzień, no to właśnie dzisiaj nic nie zrobiłam.
I awantura gotowa. Rzucanie słowami, trzaskanie drzwiami.
A Klopsik nie śpi, a czas mija. Jest zmęczony i marudny, więc nie wiele mogę zrobić. Ręce mi mdleją od noszenia tego nomen omen klopsa a trzeba ogarnąć siebie, kuchnie, śniadania, coś sprzątnąć i iść na spacer.
Jestem w takie dni wściekła. I nic mi nie idzie. I złoszcze się na niewinnego Klopsika. I nie lubię siebie no nie lubię.
No nie lubię.

I jeszcze przeczytałam, co napisałam i spojrzałam na datę. I wszystko jasne.
OdpowiedzUsuńDoskonale rozumiem - ostatnio też się podobnie czuję ;) Plus CAŁY CZAS ktoś jest chory. Głównie Młody.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy!
Damy radę, nie? Co mamy nie dać!
Strasznie Wam współczuję tych chorób. Klopsik miał jeden blachy katar a ja swirowalam i nie mogłam sobie miejsce znaleźć...
UsuńDamy radę, no bo jak nie my to kto?
Ps. Juti wczoraj była 50-tka Grabaza czy,mnie się coś pierdzieli? ;-)
Tak, wczoraj :)
UsuńNo ja tak miałam z Łucją, że zero chorób. Fajne to było...
Trzeba dać radę :)
A czy Tata Klopsa z tych, z którymi można usiąść i powiedzieć: "Słuchaj, chłopie, bo według mnie to..."?
OdpowiedzUsuńI ten wysłucha?
I nie powie: "Goń się, kobieto, o co ci chodzi?" ?
Hm?
Bo czasem warto wyłupać kawę na ławę. Jakby oni naprawdę, kuźwa, mieli jakieś lepkie łuski na tych oczach, no... i trzeba było drukowanymi przekaz nadać.
No ja wyłupuję. Wyłupałam wczoraj. Mówię - "POTRZEBUJĘ wolnego dnia. Nie miałam takiego od 3 tygodni. Jak ludzie pracują, mają wolne weekendy".
UsuńTrochę się zmartwił, bo sobie wymyślił, że dziś pojedzie na jakiego tenisa czy coś (u niego to 3-4 godziny przy takich okazjach schodzi: dojazd, granie, prysznicowanie, powrót), ale nie ustąpiłam! Wyjechałam o 10 poszwendać się po galeriach i właśnie wróciłam :)
Ciężki temat jest, Ci powiem... To jest tak, że ja wylupie, on się fochnie, ja się wkurzam, a po jakimś czasie widzę (bo raczej nie usłysze, przekaz jest podprogowy) że w sumie to przyznaje mi rację. Nie słowa lecz czyny? Tylko dlaczego to kosztuje tyle nerwów?
OdpowiedzUsuńDługo się już uczę obsługi Taty Klopsika ale oni są jednak z innej planety i wszystkiego nie ogarniam...
Bo faceci są jacyś inni.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze niedomyslni, po drugie ślepi, po trzecie tacy kurna WYLUZOWANI.
Niedomyslni, no chyba oczywiste jest, że po 3 tygodniach orki przy chorych dzieciach odpoczynek się należy???
Ślepi, bo nie widzą, że matka nie śpi i kawę można by jej zrobić, nie widzą, kubelka pełnego pieluch, prania wylazacego z kosza, itp.
Wyluzowani, no bo co za różnica, czy dzieć pospi od 9 ej do 10ej czy od 11ej do 12ej albo wcale. Ze rytm mu się zaburzy? Oj tam, przesadzasz. Tak , tylko potem to my mamy przesrane z marudzącym dzieckiem.
Mogłabym tak długo, a jad mi się ulewa, bo wczoraj się dowiedziałam, że jutro popołudniu mąż wyjeżdża służbowo. Od kilku tygodni niedziela to jedyny dzień albo chociaż pół dnia, który spędzamy razem, więc kiedy to usłyszałam, to się popłakałam. A on mnie pyta, dlaczego płaczę... czy miałam jakieś plany. Boszszeeeee.
Wyluzowani - o to to! I choć przeszło mi od piątku, wiadomo, to nadal mnie ten luuuuzik wkurza. Bo ja jestem jak w zegarku, żeby tylko było dobrze i miło. A on-nie przesadzaj, spoko. Ech... Byle do przodu...
Usuń