poniedziałek, 23 lutego 2015

Klopsikowe szamanko part 1

Wystartowalismy jak Klopsik miał 5 i pół miesiąca. I zaczęliśmy od kaszki. Manny. Tyle się o glutenie dowiedziałam, ile mogłam, i wyszło na to, że w kuchni glutenowej jest on wszędzie. Historia alergii w rodzinie brak.
Przez pierwsze cztery dni Klops nie miał pojęcia o co matce chodzi.  piątego został wzięty na glodnego i zjadł. Przygotowałam porcję z łyżki suchej kaszki mlecznej manna, dałam połowę. Na drugi dzień więcej i więcej aż po tygodniu mógłby zjeść dwie (po malu przyzwyczajam jego żołądek do większych porcji) to dostał łyżkę kaszki z łyżką marchewki. Po 6 dniach coraz większych porcji  ( nie mogę już patrzeć na marchewki)  dostał kalafior. Poszedł gładko, i tak 4 dni, po których stwierdzam, że ta zasada, żeby podawać to samo warzywo ileś tam razy pod rząd (6?) to jakieś szaleństwo... Wiem, chodzi o wykrycie ewentualnej alergii ale czy to nie jest trochę jak z dietą eliminacyjną przy kp? Anyway, następny był groszek, tu poszły w ruch sloiczki (uznałam, że inaczej się nie da, bo na prawdę miałabym dostać gdzieś świeży groszek, wyluskac, ugotować i tak 3razy? Ciekawe jakie by były koszty jak już by się udało to przeprowadzić).  później brokuły - niedoblendowałam, nie chciał jeść, spróbujemy później, nie męczę go, ma katar ;-) więc marchewka z ziemniaczkiem i masełkiem, szpinak z ziemniaczkiem i masełkiem. Po drodze gdzieś kalafior z zapasów. Uważam, że tym samym warzywa mamy załatwione, resztę będzie dostawał wg fantazji matki i dostępności rynku, aż nie wprowadze mięska.

Następne będą owoce, planuje gdzieś w okolicach drugiego śniadania, później dawać z kaszka, jogurtem, twarożkiem, you name it. Widzę już, że o tej porze moje mleko to chyba mu trochę mało.

Gotuję sama, blenduje i dodaje wody dla ładniejszej konsystencji. Nadmiar pasteryzuje w sloiczkach po przecierze itp, zgapiając od Juti.

Cóż, teraz jak mam to spisane, to może przy drugim będę miała sciąge ;-)

A Klopsik jest zachwycony, wyrywa mi łyżeczkę i chce jeść sam, ma całe dłonie umorusane, chichra się jak robię mu krótką przerwę i sama coś podjdam i z uśmiechem pochłania solidne porcje a później leniuchuje do góry brzuchem i nadaje po swojemu (pewnie mówi mi, co by jutro zjadł).

PS. Jestem otwarta na wszelkie propozycje i sugestie jeśli chodzi o temat jedzenia Klopsika  bo kompletnie jestem zielona więc jeśli ktoś coś to ja chętnie poczytam ;-)

8 komentarzy:

  1. No to ładnie idzie to szamanko:) Gotowanie, blendowanie - też to znam. Generalnie słoiczkami-gotowcami też się wspomagam, bywa, że czasu nie starcza, albo sił lub chęci brak na stanie przy garach i słoiki same się pchają pod ręce, ale jak czytam te etykiety, że tu "jarzynki z rybką", tam "warzywka z królikiem" (jezusicku, te nagminne zdrobnienia, jakby dzieciak bez dawki infantylizmu nie dał rady przełknąć...) a tymczasem w słoju 60% to marchew, a "rybki" lub królika ledwie 8%, to nóż sprężynowy mi się w kieszeni otwiera.
    No i ruszam wtedy do garów sama.
    Jak robisz z jajkiem? Do niedawna oswajałam się z wizją podawania połowy żółtka (zachodząc w głowę, jak owo żółtko mam niby dzielić;)), ale doczytałam się, że to już nieaktualne i przestarzałe i teraz ma być całe jajo. Ale nie surowe. To znaczy, że jakie? Ugotować mam, podziabać i sruu do zupy..?
    I jeszcze jedno, ile czasu stoją u Ciebie te zapasteryzowane słoiczki? Mam cykora, żeby Duni serwować kilkudniowe słoiki. W sumie nie wiem, czy słusznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etykiety sloiczkow też mnie doprowadzają do... Ja nie wiem, może to normalne że jarzynowa to marchew, ziemniaki i kalafior, może to my się nie znamy? Na procenty w mięsnych zupkach nie patrzyłam, jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, ale jak jest tak jak mówisz to na prawdę śmiech na sali. I tu sprawdza się gotowanie na zapas. Ja np ostatnio gotowalam w niedziele, a nie dałam ani razu gotowca w tym tygodniu. Szamal ziemniaki ze szpinakiem z niedzieli, brokuły sprzed tygodnia (domielone hehe) i kalafior dziś sprzed dwóch (nie powiem, miałam obawy, ale sprobowalismy z Tatą Klopsika i uznaliśmy, że ok. Nic mu nie jest, śpi :-)). Planuje w sobotę nagotowac na cały tydzień albo i lepiej.
      Do jajka tez jeszcze nie doszliśmy, ale z tego co pamietam kumpela dawała ugotowane i podziubane właśnie. Myślę wrzucić całe do porcji na dwa obiady i zapasteryzowac coby zachować odstęp.
      Aha i trzymam te moje sloiczki w lodówce.

      Usuń
    2. No, lektura etykiet czasem bywa bardzo zajmująca;) Np. stoi na tejże jak wół: "jarzynki z czymś tam". Zaglądam do drobnego druczku, a tam wykaz: marchew 40%, przecier pomidorowy 22%...
      Mnogość "jarzynek" d... urywa.
      Czyli, powiadasz, i tydzień nawet da radę pojechać na swoich słoikach. To chyba przestanę cykorzyć. A robi Ci się np. tak, że zakrętka na słoju wklęsła, czyli szczelnie zamknięte, wszystko gra, odkorkowujesz ustrojstwo a tam wyraźnie woda się oddzieliła od reszty papki? Bo ja nie wiem, zignorować to jako coś naturalnego, wymieszać całość i dawaj Duni w paszczę, czy to jednak oznaka, że coś ze słoiczkiem nie tak? Albo że za dużo tej wody dodaję?
      Pytam jak początkująca kucharka, która nawet wodę na herbatę grzeje z ostrożnym nabożeństwem, ale naprawdę mam stres, żeby nie struć czymś dzieciaka.
      Dzięki za poradę w kwestii jajka!

      Usuń
    3. Dziś poszedł ostatni domowy słoik:-) tak,że warto, zwłaszcza że gotowanie tych mikro ilości to mało ekonomiczne jest hehe
      Co do odwarstwiania się wody, to m.in. dlatego kazalam Tacie Klopsika próbować ten kalafior - na wierzchu było trochę wody. Ale też zrobiłam go dość rozwodnionego więc chyba to od tej wody się tak robi-niestety większego doświadczenia nie mam. W każdym razie Klopsik zadowolony. Swoją drogą to straszne, że uczymy się na nich i nasze błędy się na nich ewentualnie odbijają... Ale damy radę!
      Co do jaja - glad i could help :-)

      Usuń
  2. Chyba napiszę kuchennego posta :) a jajo Miłosz dostał w formie jajecznicy na parze po raz pierwszy. Teraz ma je też w placuszkach, bo bawimy się trochę w BLW i eksperymentujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz koniecznie!
      Jajecznica - to tak z grubej rury od razu - podoba mi się! I kiedy mu ją podałaś? Bo my się właśnie czaimy na jajko, już czas już czas :-)

      Usuń
  3. Piszcie koniecznie więcej o żarciu, bo ja mam wyraźne braki w tym zakresie. Skąd bierzecie warzywka i owoce? Macie jakieś eko źródło? Czy zakupujecie normalnie, w markiecie, a potem robicie czary mary z pozbawianiem chemii produktów? (np. http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-szybko-i-tanio-usunac-pestycydy-z-warzyw-i-owocow/)
    Nam pediatra zamieszał w głowie i wręcz zalecił słoiczki na start... Teraz wprowadzam też własne gotowanie ale jakoś tak beznamiętnie mi to idzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie trzymałabym na dłużej jedzonka w tych sloiczkach po przecierach czy daniach dla dziecka. One nie trzymają szczelnie. Ja mam dużo pomrożonych dań dla Podopiecznego na zimę i wszystko mrozimy albo w pojemnikach na pokarm (avent, baby ono) lub w zwykłych woreczkach do mrożenia. Sprawdzają się. Sama w domu mam parę tych pojemników i używam ich do mrożenia czy przenoszenia jedzenia w niewielkich ilościach np z domu do pracy.
    Ja mam trochę fajnych książek dot.żywienia dzieci, parę "szkół" juz przeszłam a i ukończyłam kurs żywienia dzieci do lat 3ch.
    Wiec jak coś, pisz na blogu czy na maila :) chętnie pomogę.

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń