w sobotę przyszła @.
bolało. nie tylko fizycznie, choć i to bardzo. byliśmy ze znajomymi, powinnam się trzymać ale nie dałam rady. popłakałam się. trzy razy się popłakałam. płakałam Mu w rękaw i wiem, że nie umiał sobie z tym poradzić. ale oprócz tego, że wiem, że On nie umie się mną obsługiwać, kiedy pękam, zrozumiałam, że nie tylko mnie to boli i że nie tylko ja mam lęki i obawy co do swojej osoby i swoich możliwości, ale On też. i zastanawiam się po co nam ta cholerna presja? skąd ona się wzięła?
to idiotyczne, że oboje tak bardzo chcemy i tak bardzo się boimy jednocześnie. przecież jesteśmy super i bez dziecka. ono nas nie może definiować jako ludzi jako związek. nie może. to nie ma sensu. jesteśmy my. i może będzie dziecko. a jak nie będzie, to kupimy sobie kota. mamy siebie to powinno być, NIE! to jest najważniejsze. kropka.
a w sobotę się upiłam. i dobrze. należało mi się.
w tym miesiącu nie będzie dupka, bo nie zdążę po receptę do gina. wyczytałam, że olej z wiesiołka pomaga, nie tylko na zaciążenie, ale na całego PMSa. a ja mam ostrego - cycki bolą tuż po owu, pryszcze wyskakują jak głupie i poziom nerwowości sięga zenitu. więc wypróbuje, od dziś. zobaczymy jakie będą efekty.
chciałabym jeden dzień nie myśleć o tym ani przez chwilę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz