poniedziałek, 26 września 2016

To był dobry dzień

Choć zaczął się nerwowo.
Mama zbierała rzeczy i szykowała dzieci do wyjścia.
Frantically. 
Już była na miejscu i babcia. Bluza Dziewczynki gdzieś się zapodziała. W tym bałaganie w szafie nic się nie da znaleźć. Mama wszystko wyrzuciła na podłogę. I dobrze. Bluza się znalazła a porządek zrobić było trzeba, później, popołudniu. A złe emocje uciekły.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.
Mama się wymoczyla.
Dzieci się wyszalaly.
Nikt nie płakał.
Nikt nie krzyczał.
Nikt nie był niezadowolony.
Wróciliśmy.
Dzieci zasnely.
Mama posprzatala.
Zaczęła obiad.
Nie mogła skończyć. Nie da się stłuc kotletów bez budzenia dzieci.
Chłopcu snila się gorąca woda w basenie.
Pomógł stłuc młotkiem w mięsko.
Zjadł dużo. Dziewczynka też. I mama nawet zjadła.
Nikt nie płakał.
Nikt nie krzyczał.
Nikt nie był niezadowolony.

Posprzatalismy te ubranka i poszliśmy na rower. To znaczy chłopiec na rower, dziewczynka w wózku, mama po nóżkach.

Wróciliśmy.
Chłopiec zjadł czekoladke. I kolację.
Tata ich wykapal. I poszedł po zakupy.
Mama uspila.
'dobranoc mamusiu.
Dobranoc Wiercipietko. Kocham Cię Wiercipietko. Moja Wiercipietka taka malutka'
Czułe słówka od Klopsika.
Siebie mama też na chwilę uspila.

To był na prawdę dobry dzień.
Nikt nie płakał.
Nikt nie krzyczał.
Nikt nie był niezadowolony.

2 komentarze:

  1. Dawno Was tu nie było ;) fajnie wiedzieć, że wszystko dobrze się układa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam sobie smakowicie ten tekst w pociągu na linii poznan-wawa... Jest jak piosenka... Czytam sobie drugi i trzeci raz... Wielu takich dni życzę!!!

    OdpowiedzUsuń