Mamy wrzesień, czas leci tak strasznie szybko... klopsik jeszcze przed terminem, a jednak śpi najspokojniej w świecie w swoim lozeczku. Ale nie bylo wcale tak spokojnie...
Ostatnie upalne dni. Klopsik rozpycha się w brzuszku bardziej niż dotychczas naciskając przy okazji jakiś nerw i zmuszając mamę do przebywania w dość wykreconej pozycji. Mamusia tlumaczy klopsikowi, żeby posiedzial w brzuszku jeszcze chociaż tydzień, żeby byl dojrzaly i żeby nie musial męczyć się w tym upale. Mamusia zrobila ostatnie zakupy dla klopsika, na kartce napisala, ze brakuje dwóch, czy trzech rzeczy i nastawila budzik na 7 żeby zbadać sobie krew.
W nocy strasznie się rozpadalo. Dawno tak nie lalo. Mamę jak co noc obudzil pelen pęcherz, ale w toalecie zauwazyla cos jeszcze. Czerwone 'klaczki' krwi, mamusia slyszala, że tak się zdarza. Obudzila babcię klopsika i powiedziala: jedziemy do szpitala. Szybko się ubraly, wziely torebkę i wsiadly do taksówki. Szybka decyzja który szpital - ten, bo w tamtym nie chce rodzic (rodzic? Przecież nie jedziemy rodzic, mama!)
Pani Podala mamie mnóstwo papierów do podpisania, oświadczeń do wypelnienia, sprawdzila klopsikowi tętno, dala koszule szpitalna i kazala się rozebrać żeby pan doktor mogl zbadać. Pan doktor wygladal na zmeczonego i byl nieco zlosliwy, ale bardzo profesjonalny, a mamusia jak jest nieogarnieta to jej dobrze robi nieco ostrzejsze traktowanie. 'Szyjka twarda, nic się nie dzieje ale plamienie jest, bierzemy na obserwacje'.
Mamusia pojechala do góry, babcia poczekala aż ja podlacza pod ktg i poszla do domu po rzeczy dla mamy. 'Przelezymy tu dlugi weekend klopsiku, rano zadzwonimy do tatusia, niech się chociaż on wyspi' pomyslala mamusia i ulozyla się wygodnie z sprzętem na brzuchu. Klopsik się wiercil, tętno klopsika nie bylo równe, ale mamusia przedtem nie mila nigdy ktg i nie wiedziala czy to dobrze czy źle... przysnela, w końcu bylo juz po 4 rano. Po pól godzinie mamę obudzily glosy. Nad mama i klopsikiem stalo co najmniej 10 osób, w tym znajomy juz pan doktor, nie wyglądający teraz na zmęczonego, zdecydowanie nie. Z slow ludzi mamusia zrozumiala tylko ze cos jest nie tak i nie mogą znaleźć tętna klopsika...
Mamy zgodę na cięcie?
Zdejmie pani stanik?
Ona nie czuje skurczy...
Szybko, na dol na operacyjna.
Odklejanie lozyska, nie ma czasu!
Proszę się przesiąść.
Co z ta zgoda??
Proszę wygiac plecy, nie opierać rąk. Trochę ukluje.
Proszę tu podpisac , ze zgadza się pianina cesarskie cięcie.
Czy coś pani czuje? Nie? To dobrze.
Co pani tak cicho, dobrze się pani czuje?
Już kochana, wszystko będzie dobrze.
Mamy zdrowego, krzyczącego chlopca.
Mój klopsik...
Proszę go ucalowac.
Moje maleństwo...
Muszę go juz zabrać, bo nam zmarznie. 9 punktów.
Mój Boże... co się wlasnie stalo?
Może i mieliśmy jeszcze godzinę, ale kto mogl wiedzieć?
Tu szyjesz w przód...
Dobrze się pani czuje? Juz kończymy.
Ale mi nogi scierply, ciągle wyprostowane... o boże to moje kolano? Ja nic nie czuje! Mój maluszek, gdzie on jest...
Przyszedl na świat tak nagle, babcia nie zdążyla przynieść kapci, mamusia nie zdążyla zadzwonić do taty. Lubi chlopak zaskakiwać.
Mamusia już zawsze będzie miala lzy w oczach na myśl co by bylo gdyby...
...się nie obudzila na siku
...postanowila poczekać do rana
...pojechala do innego szpitala
...
A później podchodzi do klopsika i daje mu buziaka i dziękuje, że jest.
Przyznam się - po przeczytaniu mam świeczki w oczach i kluchę w gardle. Mój własny poród stanął mi przed oczami z wszystkimi podobieństwami do Twojego doświadczenia - z cięciem z zaskoczenia, także 9 punktami i poporodowymi myślami z kategorii "co by było gdyby..." pod załzawione oko.
OdpowiedzUsuńTrudny mieliście z Klopsem początek, ale - jak to mówią - trudne dobrego początki.
I niech wyłącznie to Dobre już teraz Wam się kręci!
Raz jeszcze - wielkie gratulacje! Niech się Klopsik zdrowo chowa:)
Nosz kurna, czy to już tak zawsze będzie, że ja będę wyć przy każdych narodzinach? Jejku, jak cudnie, że się udało. Aniołów Stróżów cała masa nad Wami czuwała...
OdpowiedzUsuń